22.06.2018

Aktualizacja!

Została zaktualizowana strona "Lekcje i nauczyciele", gdzie niektórzy nauczyciele dostali moce. Powstał również nowy punkt regulaminu, który miał być już dawno, jednak kompletnie gdzieś się zapodział.

8. W każdej chwili możesz zmienić swój formularz w punktach: co lubi/nie lubi, ciekawostki, pseudonim, zainteresowania, w czym jest dobry/nie dobry, zdolności. Dopuszczam takie zmiany, ponieważ każdemu mogą pojawić się nowe upodobania i nowe zdolności, których nauczył się w akademii.

W związku z tym punktem (oraz jeszcze jedną rzeczą) zaktualizował się formularz Leanne. Lee miała 2 różne historie, które były spowodowane błędem w zapisie posta. Teraz dobra historia jest na każdej stronie z jej kartą postaci.
Wy również możecie nieco zmienić swoje formularze. Do usłyszenia.

21.06.2018

Od Axira CD Wallace

   Przez całą podróż próbowałem się dobić moim szóstym zmysłem do Walla, jednak wyglądało na to, że był w zupełnie innym wagonie. Znałem tego gamonia i wiedziałem, co się dzieje, gdy jest odizolowany. Tych dwóch, którzy zapewne go pilnowali, nie było zbyt gadatliwych, sądzac po tych, którzy dotrzymywali mi towarzystwa.
   Gdy nas transportowali, przyglądałem się ich twarzom. Aurom. Z jednego wyczytałem nawet przeszłość. Zostawiła go żona i córka. Tęsknił za nimi. Gdy się zatrzymaliśmy. Wzrokiem i szóstym zmysłem ponownie poszukałem Ściany, ale gdy zobaczyłem dwa samochody na betonowym zrozumiałem, że nie pozwolą nam nawet wymienić spojrzeń dopóki nie dotrzemy na miejsce.
   A gdy dotarliśmy… zobaczyliśmy naszego nowego oprawcę.
   Musiałem przyznać, że miejsce, które stało się naszym nowym więzieniem miało tajemniczą i ciemną aurę. Cały czas się zmieniała. Najwyraźniejsza jednak pochodziła od średniego wzrostu kobiety z fajką w ręku. Ta była mnie odrzucała. Śmierdziało fałszywą wiarą w ludzi.
   Gdy wreszcie zobaczyłem Walla, ulżyło mi. Nie wyglądał tak źle, jak wtedy, gdy raz zgubiłem go w kanałach.
– Witamy… – Gdy się odezwała, zabrzmiał grom, a z nieba lunął siarczysty deszcz. Odleciałem. Obraz, który zobaczyłem pochodził z aury kobiety i nie byłem pewien, czy to była przeszłość, czy przyszłość. Ona na jakimś podeście, a ja, Wallace i paru innych, których twarzy nie znałem, staliśmy przed nią w dziwnych strojach, wyprostowani na baczność, ubrani w czerń i złoto. Wizja jak szybko się pojawiła, tak szybko zniknęła, a ja, zmoknięty i zdezorientowany, ciągnięty byłem przez korytarz przez moich nowych przyjaciół.
– Axir, do cholery! – To głos Walla. Jego przyjaciel uderzył go otwartą dłonią w tył głowy.    Dyrektorka zainterweniowała:
– Przemoc nie jest tu potrzebna, proszę pana. Wszyscy wiemy, że są tu przez własne wybory.
   Pewna siebie. Trudno będzie nią manipulować.
   Wyrwałem się z ciężkich uścisków moich strażników. Ten, którego opuściła żona, trzymał nieco dłużej. Powstrzymaj się, Axir, może tu odnajdziesz odpowiedzi.
– Będę grzeczny. – Posłałem im czarujący uśmiech.
– Oby.
   Pojawiliśmy się w gabinecie. Rzeczywiście była dyrektorką. Było wcześnie, bardzo wcześnie. Nie widziałem nawet pracowników tej budy. Oczywiście, że wzbudzilibyśmy tymi kajdankami i obstawą kontrowersje.
   Chyba chciała załatwić z nami sprawy dyskretnie i szybko. Ciekawe, jakie będzie miała zdanie, jak coś tu wysadzimy. ~
   «Wall, widzisz tę piękną i nudną architekturę? Nie uważasz, że fajnie by było trochę podrasować wygląd?»
   Wall nie zareagował, ale jego aura rozgrzała się. Zapewne wyobraził sobie, jak to wszystko płonie. Uśmiechnąłem się dyskretnie.
   Gdy stanęliśmy przy biurku naszej szefowej, ona nadal pykała swoją fajką. Ciekawiło mnie, jakiego tytoniu używała.
– Wallace Wells – zaczęła. – Piromanta. Oskarżony o wielokrotne podpalenia, nielegalny handel narkotykami, oszustwa, wyłudzenia, napaści, kradzieże i grabieże w biały dzień, poszukiwany w czterech regionach na całym Pinusie, które skutkowały wieloma okaleczeniami, w tym nieuleczalnymi niewinnych ludzi – specjalnie wyakcentowała ostatnie dwa słowa. Uśmiechnęła się, podnosząc wzrok znad jego kartoteki. – Nie wyglądasz mi na kogoś, kto myśli o konsekwencjach swoich czynów.
   Wiedziałem, co teraz robi. Wybudza w nas poczucie winy za krzywdę ludzi, których nawet nie znaliśmy. Na jej nieszczęście, nie znaliśmy czegoś takiego. Zwłaszcza ja. Coraz mniej przejmowałem się losem innych w celu jak najgłębszego poznania świata.
– Staram się, prze pani. – Wallace wzruszył ramionami i odpowiedział jej jeszcze szerszym uśmiechem - uśmiechem szaleńca.
– Za to ty… – Przeszyła mnie wzrokiem. – Ty wyglądasz na kogoś, który ma zupełnie na odwrót. Ty jesteś powodem, dla którego byliście obaj tak nieuchwytni. Wybraniec, który przewiduje przyszłość… - Puściła dym z fajki. – To nowość u nas.
   Nie odpowiedziałem, bo choć lubiłem chwalić się swoimi umiejętnościami, to ta kobieta nie zdobyła mojego zaufania.
   Zmieniła teczkę. Czas na moją spowiedź.
– Axir Mehw – powiedziała i powstrzymała śmiech. – Skąd pochodzisz?
– Sam sobie nadałem to imię, ma’am – wytłumaczyłem jej. – Pseudonim artystyczny.
– A twoje prawdziwe imię?
– A widzi tam pani jakieś? Nie odpowiedziała.
– Wyłudzenia, oszustwa, liczne kradzieże, hazard, niszczenie mienia, morderstwo… – zrobiła niepokojącą pauzę, a przed moimi oczami stanęła ta niesamowicie gorąca dziewczyna. Cała we własnej krwi.
   Czy mi się zdawało, czy poczułem jakiś głód?
– Wiesz, że żywienie się ludzką krwią jest zabronione, prawda?
– Podobnie jak handlowanie narkotykami - przytaknąłem, jakbym w ogóle się nie przejął. Poczułem w ustach smak tamtej dziewczyny. A dyrektorka przeszyła nas wzrokiem. Nas obu.
– Widzę, że wciąż myślicie, że to, co was spotkało kilka dni temu, że Wybrańcy, których po was wysłałam są waszymi biletami do wolności.
   Dużo się nie pomyliła. Chcieliśmy stąd prysnąć przy pierwszej okazji.
– Moim obowiązkiem więc, jako nauczyciela i dyrektora tej placówki, jest was naprostować również i w tej kwestii: nie jesteście tutaj zwykłymi uczniami. Wiele mnie kosztowało wyciągnięcie was z kłopotów, w które się wpakowaliście i nie pozwolę, aby wasza dwójka uciekła nam po raz drugi. Vis wam na to nie pozwoli.
– Pani ma na imię Vis? – Wall był jak zwykle błyskotliwy.
– Vis – podniosła nieco głos – jest pyłem, który obdarzył was zdolnościami, dzięki którym doszliście tak daleko w swojej przestępczej karierze. To on was wybrał, abyście prowadzili ten świat ku świetlanej przyszłości. Nie znając znaczenia tego daru, zbluzgaliście go, wykorzystując wasze wspaniałe zdolności do szkodzenia, niszczenia i zabijania. Tu wkrótce się przekonacie, co to oznacza być Wybrańcem. Ściana zaśmiał się, ale mi się ścisnął żołądek. Patrzyłem na dyrektorkę, jednak moje oczy błąkały się po naszej przeszłości. Vis. To słowo krążyło mi po umyśle i nawet nie umiałem go zinterpretować. Vis. Vis. Vis. Czemu to brzmi tak znajomo?
– Wybrańcami? Brzmi, jakbyśmy byli jakimiś bohaterami – odezwał się Wall. – A dostaniemy peleryny? Zawsze chciałem mieć pelerynę!
– Nie przerywaj mi. Obaj znacie warunki. Wallace, Axir. Wasze papiery zostały już złożone i jedyne, czego nam brakuje, to waszych podpisów. Zanim jednak dam je wam do podpisania, musicie wiedzieć, że jesteście tutaj na warunkowym zwolnieniu. Panowie, którzy wam towarzyszyli, będą mieć was na oku przez większość doby i nie pozwolą wam na ani jeden wybryk. Jeżeli zaobserwujemy u waszej dwójki choć cień podstępu lub jakiekolwiek podejrzane zachowanie, wracacie do paki.
– Nawet, jeżeli będą nieuzasadnione? – zapytałem.
– Nawet wtedy. Jesteście uznani przez opinię publiczną za niebezpiecznych terrorystów. Sprowadzenie was tutaj było trudniejsze, niż mogło wam się to wydawać, ale nie zadałam sobie tego trudu bez powodu. Vis – znowu przerwała na chwilę – przyjmuje wszystkich wybranych, a my przyjmujemy tych, których wybrał Pył. Widzimy w was potencjał. Wasza więź jest dowodem na to, że Vis dba o obdarowanych. Ja mogę wam zaufać do tego stopnia, aby nauczyć was, kim jesteście naprawdę i pomóc w powrocie na ścieżkę prawa.
– Więc po co te kajdanki? – spytałem.
– Sami sobie je założyliście. Trudno się nie zgodzić. – Nie mogę was też umieścić w jednym pokoju z wiadomych względów. Macie jeden dzień na rozlokowanie się w swoich pokojach. Oboje idziecie na odwyk od używek, zwłaszcza Wallace, któremu zapewniona zostanie odpowiednia opieka. Zachowujcie się, chłopcy, a zobaczycie, że wyjdzie wam to tylko na dobre - powiedziała na koniec.
   Kurwa. Nie bałem się o siebie, jednak znałem odporność Walla. Odwyk będzie dla niego niezwykle ciężki. Spojrzeliśmy oboje po sobie. Wallace był wyraźnie zaniepokojony, nawet nie musiałem czytać jego aury. Ja też to czułem, ale ten układ był dla nas lepszy niż tortury w więzieniu.
    Odprowadzili nas na miejsca. Mimo miłego wystroju pokoju nadal czułem się jak w więzieniu. Mieliśmy tam wszystko przygotowane. Nawet okna zostały zakratowane, a u Walla pewnie były nawet odporne na wysokie temperatury. Nie ufali nam, to było aż zbyt pewne.
– Szlag!
   Odwyk od narkotyków? Koniec wolności? Jak mogliśmy być tak głupi, żeby dać się złapać? Mogliśmy dalej podróżować i się bawić. Może znaleźlibyśmy nawet swoje miejsce na świecie. Zamiast tego, znaleźliśmy się w więzieniu. Nie ważne czy to było kicie czy szkoła. Nasza swoboda została ograniczona. A ograniczenie było tym, czego tak bardzo przez całe życie się bałem. Jeszcze nigdy w życiu nie chciało mi się tak chlać.

<Wall, a co u ciebie?>

19.06.2018

Od Wallace'a

   W Bhureshce postawiono ich przed jasnym wyborem, skorzystać z “zaproszenia” Luny Frigo, albo spędzić lata, jeśli nie całe życie w więzieniu, w osobnych celach, gdzie jedynym urozmaiceniem codziennej rutyny jest wizyta na spacerniaku. Chroniło ich tylko to, że byli Wybrańcami Visu, inaczej potraktowano by ich jak zwykłych przestępców. Znacznie lepszym wyborem było pozostać pod kontrolą, niż pod kontrolą i w zamknięciu.
   Jadąc więziennymi wagonami do Akademii, Wallace chyba pierwszy raz odczuł taką samotność. Nie był przyzwyczajony do obcowania w ciszy z samym sobą. Co prawda nie do końca był sam, w przeznaczonym dla niego wagonie znajdowali się strażnicy, ale ci oczywiście nie byli skorzy do rozmów. Wells całe swoje życie był otoczony ludźmi, hałasem i nieustającym ruchem, w dzieciństwie w jego domu nigdy nie mógł liczyć na samotność, potem żyjąc jako domowy wąż zawsze mógł liczyć na obecność Axira, a po wydarzeniach w szpitalu mógł na niego liczyć aż do końca. Odosobnienie było mu obce, ten pozorny spokój go przytłaczał. Nieprzyjazne spojrzenia milczących dozorców potęgowały tylko negatywne odczucia. Wielu ludziom nie podobało się, że złapani zamiast do aresztu trafiają do szkoły, idea reformacji nie przemawiała do wszystkich. Sam zaklinacz w nią nie wierzył.
   Odzwierzęcy, wewnętrzny instynkt kazał zwinąć mu się w małą kulkę, albo zakopać w ziemi. Kopać tak głęboko, aż będzie się czuł bezpiecznie. Oczywiście niemożliwym było wykonanie jakiejkolwiek z tych akcji, nawet, jeśli młody mężczyzna miał w zwyczaju zmieniać postać, gdy czuł się niekomfortowo.
    Podróż była długa, wyczerpująca i dobijająca, pogoda również nie dopisywała, o czym przekonał się wysiadając z wagonu. Na niebie zbierały się burzowe chmury, a wokół wiał zimny, przeszywający wiatr, nie miał jednak czasu na dłuższe chłonięcie otoczenia, bo z stacji kolejowej szybko zapakowano go do samochodu. Żałował, że nie zobaczył po drodze nigdzie Axira, poczułby się choć odrobinę raźniej. Trasa przewidywała przesiadkę z pociągu w Cartelline do wozów mających zawieźć ich na tereny Akademii. Na widok z okna pojazdu również nie miał co liczyć, siedząc między dwoma barczystymi mężczyznami. Przynajmniej sama jazda nie trwała długo, zanim znaleźli się na terenach należących do Luny Frigo.
   Dopiero kiedy wysadzono go przed gotyckimi murami Akademii zobaczył swojego przyjaciela. Odruchowo chciał do niego ruszyć, ale na drodze stanął mu zwalisty strażnik, który zapewne nie miałby najmniejszych oporów, by go spacyfikować, gdyby wykonał jakikolwiek podejrzany ruch. Dyrektorka już była na dziedzińcu. Stała spokojnie we wrotach, wyprostowana i paląca fajkę podobną do tej, jaką swego czasu miał ojciec Wellsa. Czekała cierpliwie na swój nowy nabytek.

< Axir? >

Co by matka powiedziała, gdyby mnie zobaczyła? Pewnie nic, bo była niemową.


Imię i nazwisko: Wallace Wells.
Pseudonim: WALL-E, Ściana, Wall.
Wiek: 20 lat.
Płeć: Mężczyzna.
Gatunek: Caulis (zaklinacz: wąż - Xenopeltis unicolor)
Moce: Władanie żywiołami 
♦Ogniem w stopniu zaawansowanym♦ 
♦Wodą na poziomie psikawki na śmigus dyngus♦
Zdolności:
♦Przywołanie ognia♦ 
♦Kształtowanie ognia♦ 
Tworzenie bomb♦
♦Łącząc powyższe umiejętności może tworzyć ogniste kule i im podobne♦ 
♦Może kogoś zbryzgać wodą w letni dzień♦ 
♦Łącząc wodę z ogniem może wytworzyć parę♦
Stopień zaawansowania: III.
Punkty: 50 pkt.
Broń: Łańcuch, Rewolwer.
Moce broni: 
♦Przewodzenie żywiołów (łańcuch i rewolwer)♦
♦Może zmieniać swoją długość i wielkość, dzięki czemu łatwiej ją ukryć (łańcuch)♦
Drużyna: Obecnie brak.
Orientacja: Homoseksualny.
Partner: Obecnie brak..
Cytat: Co by matka powiedziała, gdyby mnie zobaczyła? Pewnie nic, bo była niemową.
Rodzina: Wallace pochodzi z rodziny wielodzietnej. Jego rodzice należeli do klasy robotniczej, więc nigdy się u nich nie przelewało. Taka sytuacja uczy samodzielności, jednak jednocześnie potrafi być męcząca, a także zawężać perspektywy, zwłaszcza, kiedy jest się najmłodszym. Jego matka rzeczywiście była niemową, ale za to ojciec nadużywał głosu za ich oboje.
Cel: Żyć wygodnie i nie trafić z kumplem do więzienia.

Aparycja: Dobrze zbudowany młody mężczyzna o rudawych włosach i zielonych oczach, nic nadzwyczajnego. Na skórze nie ma żadnych znaków specjalnych, choć chce kiedyś przyozdobić swoje ciało tatuażami. To, co go naprawdę wyróżnia, to jego krzykliwy strój i wiele kolczyków w lewym uchu, asymetrycznie do prawego, w którym ma jeden. Jako wąż ma czarne łuski, które w słońcu mienią się kolorami i jasne podbrzusze.
Charakter: Wallace ma w sobie niekończące się pokłady ciekawości, którą musi zaspokoić, choćby miałoby to skutkować czymś niesamowicie nieodpowiedzialnym i głupim. Jest też duszą towarzystwa, która dobrze się czuje w każdym otoczeniu, które nie chce go zabić. Szybko nawiązuje kontakty międzyludzkie, a wobec przyjaciół jest wzorem lojalności. Prócz tego bywa też niecierpliwy, a także rzadko zastanawia się nad konsekwencjami swoich czynów.
Historia: Urodzony jako najmłodsze dziecko w siedmioosobowej rodzinie nie było mu najłatwiej, a przynajmniej nie tak łatwo, jak by sobie tego życzył. Pieniędzy wiecznie brakowało, a rodzice nie mieli możliwości poświęcać wystarczająco wiele czasu wszystkim swoim dzieciom. Zirytowany tym i pragnący zmiany Wallace postanowił uciec z domu, co zrobił mając piętnaście lat.
Bardzo wcześnie odkrył swoją zmiennokształtność, ale podświadomie czuł, że nie powinien się z nią ujawniać, jednak umiejętność przemiany w węża okazała się pomocną, by ukradkiem opuścić mieszkanie nie niepokojąc nikogo. Okazało się jednak, że życie na ulicy wcale nie jest tym, czego pragnął. Po kilku chłodnych nocach spędzonych na gazetach i narastającym poczuciu głodu doszedł do wniosku, że tak też nie może żyć. Na szczęście rozwiązanie przyszło do niego samo.
Pewnego dnia, przechodząc koło sklepu zoologicznego naszła go “genialna” myśl, by zamieszkać w terrarium. Prędko zrealizował myśl gwarantując sobie tym wygodne życie. Szybko go też sprzedano, z powodu nietypowego wyglądu, choć sprzedawczyni miała trudności z nazwaniem gatunku okazu, to jednak nie miała problemu z podaniem ceny. Spędził rok u niejakiego Axira podając się za zwykłego węża, a gdy tylko gospodarza nie było w domu, ten opuszczał terrarium i panoszył się po lokalu opróżniając lodówkę i barek nieświadomego lokatora, zupełnie ignorując fakt, że jego właściciel ledwo wiąże koniec z końcem. No dobrze, parę razy naprawił kran.
Oczywiście nic co dobre, nie trwa wiecznie i w końcu oszustwo Wellsa wyszło na jaw, a gospodarz, jak nietrudno się domyślić, był wściekły. Po wyrzuceniu z domu caulis nie musiał się jednak błąkać samotnie zbyt długo, ponieważ miasto zaatakował obscurus. Uciekając przed potworem Wallace ponownie natknął się na Axira, byli jednak zbyt skupieni na ratowaniu własnego życia, by zacząć się kłócić. Na szczęście siły Akademii szybko zniwelowało zagrożenie, a obaj młodzieńcy trafili do szpitala.
Po przebudzeniu się na wspólnej sali okazało się, że szanse Axira na przeżycie są niebezpiecznie bliskie zeru. Zdesperowany i czujący się dłużny Wallace poprosił wampirzycę, aby ta ukąsiła chorego, co w tamtej chwili było jedyną szansą dla rannego. Po kilku rozmowach wyszło na jaw, że obu więcej łączy niż dzieli (na przykład zamiłowanie do trunków wysokoprocentowych). Wtedy również Wallace odkrył swoje umiejętności z zakresu pirotechniki.
Nowa przyjaźń otworzyła przed nimi zupełnie nową, przestępczą drogę. Przez lata dwójka piła, ćpała i kradła, aż pewnego dnia postanowili okraść krasnoludzki bank. Nie wszystko poszło jednak zgodnie z planem i panów złapano. Ze względu na ich wyjątkowe umiejętności pozostawiono im wybór: albo dołącza do Akademii Luny Frigo, albo sporą część życia spędzą w więzieniu. Wybór wydawał się oczywisty.
W czym jest dobry: 
♦Szybko i zapałem uczy się nowych rzeczy
♦Grze na gitarze (Axir go nauczył podczas ich wędrówki) w nawiązywaniu znajomości
♦Łamaniu prawa
W czym nie jest dobry:
♦W przestrzeganiu zasad
♦Pływaniu
♦Brak mu wytrwałości, co przekłada się na to, że, m. in. łatwo się uzależnia
Zainteresowania:
♦Muzyka
♦Zamknięte pokoje w akademii
♦Tajemnice
Co lubi:
♦Alkohol i narkotyki (tego też nauczył go jego wspaniały przyjacfel)
♦Adrenalinę
♦Dobrą imprezę
Czego nie lubi:
♦Nudy
♦Bezczynności
♦Robić rzeczy, których sensu nie rozumie
♦Samotności
♦Uczucia niezaspokojonej ciekawości
Ciekawostki:
♦Jego rasa daje mu bonusy w postaci znacznie lepszego, niż u zwykłych ludzi, refleksu, szybkości, czy termowizji, ale ma również słabszy słuch. 
♦Wychowywanie się rodzinie wielodzietnej sprawiło, że jest bardzo towarzyski i nieprzyzwyczajony do samotności. 
♦Jest uzależniony od używek. 
♦Opracował coś, co nazywa “mową węży” i posługuje się nią z Axirem, gdy nie chcą być podsłuchiwani, bądź gdy jest pod postacią węża i musi powiadomić o czymś właściciela. 
♦Zna język migowy.





Od Leanne CD. Falfann

   Siedziałam na przednim siedzeniu, opierając głowę o szybę. Atmosfera, którą stworzył ten Falfann była coraz bardziej napięta. Może i na początku się zarumieniłam, ale uczucia przeszły w rozdrażnienie. Przez to całą drogę spędziliśmy w ciszy. Jeśli ciszą można nazwać chargot silnika.
   Po dojechaniu do Cartelline i wyjściu z auta, Smith oświadczył, że pojedzie zaparkować w cieniu. Wysadził nas dosłownie przy magazynie, gdzie zostały materiały.
   Poprawiłam swoją pokrowiec z kataną na plecach. Bez niej nigdzie się nie ruszam, nawet do takiego miasta, jak Cartelline. Widziałam, że Falfann również ma broń.
- To jak, idziemy? - Zaczął mój towarzysz, wskazując palcem na magazyn. Pokręciłam przecząco głową.
- Mam tu coś do załatwienia. Niedaleko jest sklep z ziołami, muszę tam coś kupić. Czekasz tu czy idziesz ze mną? - Skrzyżowałam ręce.
- Mogę iść. - Powiedział i ruszyliśmy. - Tylko pamiętaj, że zabronione jest tworzenie własnych mikstur w akademii.
- Taa. To tylko zioła - rumianek, skrzyp i inne bzdety.
   Sklep z ziołami był niedaleko. Znałam Cartelline, bowiem często, odkąd dołączyłam do akademii, wybierałam się do tego miasta na zwiedzanie. Tu nie pałętali się uczniowie, którzy w każdej chwili próbowali do ciebie zagadać. Cartelline było miastem starszych ludzi. Wieśniaki uprawiali tu pola i rzadko mieli pieniądze na utrzymanie dzieci. A handlarze byli w ciągłej podróży, więc jak tu spłodzić potomstwo?
   Mój cel znajdował się obok pokaźnej fontanny w centrum miasta. Otaczały ją kamienice z różnymi restauracjami i sklepikami. Widziałam, jak Falfann rozglądał się naokoło, podziwiając ilość sklepów.
- Hah, pierwszy raz w Cartelline? - Spytałam. Pokiwał głową.
- Często tu bywasz? - Widząc, że w końcu się odezwałam, postanowił kontynuować rozmowę.
- Dość często. Tu nie muszę słuchać pieprzenia innych uczniów. O magii i ich broniach, przechwalankach.
   Falfann westchnął. Potem próbował jeszcze coś powiedzieć, ale dotarliśmy do sklepu i pośpiesznie weszłam do środka. Nie miałam ochoty na rozmowę, tym bardziej, że byłam pewna, że nasze drogi rozejdą się po tym, jak wrócimy z dostawą.
   Oglądałam powoli półki z składnikami. Pierwszy wzięłam krwawnik, potem ostropest, aż w końcu trzymałam w rękach siedem torebek z ziołami. Falfann co chwilę podchodził do mnie, by złapać ewentualne rzeczy, ale wszystko doniosłam do kasy.
- Witam, to będzie sto dwadzieścia pięć. - Powiedział sprzedawca. Falfann popatrzył na mnie wzrokiem mówiącym "ile?!", jednak nie zwróciłam na to uwagi. Tu sprzedawali tylko czyste zioła, hodowane obok magicznej dżungli w Sahnete.
   Dałam gotówkę kasjerowi i wyszliśmy do sklepu. Pierwszym, co przyciągnęło moją uwagę, była wroga cisza. Rozejrzałam się po placu, jednak mój niepokój zaraz rozwiały grupki ludzi przechadzające się po mieście.
    Uśmiechnęłam się lekko, zawiedziona moim zaniepokojeniem.
- Chodźmy już - Rzuciłam lakonicznie.

~~~

   Po dotarciu do magazynu, ta cisza magicznie się pojawiła. Cóż, mogłam się przestać przejmować, przecież już raz się zawiodłam. Jednak teraz nie miałam zamiaru odpuścić. Czułam uczucie wrogiej siły, bijącej z wnętrza budynku.
   Falfann wystawił rękę, by zapukać, jednak szybko zatrzymałam go, łapiąc jego rękę milimetry przed drzwiami. Coś zatrzęsło się w środku i warknęło niczym wściekły pies. Wyjęłam z pokrowca katanę i gestem kazałam zrobić mu to samo.
   Nadal trzymając go za rękę (co na moje nieszczęście bardzo mu się podobało), zaprowadziłam go na tył domu do jedynego okna. Chciałam zobaczyć, z czym mamy do czynienia.
   Wiedząc, że musimy być cicho, namalowałam śniegiem na ziemi napis.
"Jakie masz moce?"
   Chłopak uniósł listek z ziemi, po czym stworzył na ścianie cień przypominający płatek śniegu. Na końcu delikatnie uniósł się nad ziemią. Zrozumiałam. Będzie dobrą pomocą.
   Pokazałam palcem okno. Teraz tylko musimy sprawdzić, co czai się w magazynie.

< Falfann? >
 

Czas jest tylko jednym z niezliczonych wymiarów rzeczywistości.


Głos: Running up that hill.
Imię i nazwisko: Axir Mehw.
Pseudonim: Brak.
Wiek: 21 lat.
Płeć: Mężczyzna
Gatunek: Caulis (wampir)
Moce: Psionika
Zdolności:
♦postrzeganie zdarzeń w innym miejscu i czasie (jasnowidzenie, prekognicja, retrokognicja)♦
♦postrzeganie rzeczy niewidocznych dla innych (widzenie aury)♦
♦zdolność do komunikacji (bez środków technicznych) z ludźmi będącymi daleko (telepatia), nieżyjącymi (jako medium) lub przebywającymi w innych wymiarach (projekcja astralna)♦
♦kontrola nad przepływem czasu (chronokineza)♦
Stopień zaawansowania: III.
Punkty: 50 pkt.
Broń: Wahadło na złotym łańcuszku.
Moce broni: Zacznijmy od tego, że jest niezniszczalne, ponieważ nie jest zbudowane z materii znanej jakiemukolwiek wymiarowi. Nie może być też podniesione przez nikogo innego, jak tylko przez Axira, ponieważ, jak sam zgaduje, to coś wybrało jego jako jakiegoś rodzaju przekaźnika do tego świata i przewodnika. Dodatkowo pomaga w hipnozie medium.
Drużyna: Brak.
Orientacja: Heteroseksualność.
Partner: Brak, choć w snach często widzi bursztynowe oczy dziewczyny, która go niegdyś uratowała.
Cytat: Czas jest tylko jednym z niezliczonych wymiarów rzeczywistości.
Rodzina:  Jest jedynym dzieckiem swojego ojca-alkoholika. Jego matka zmarła w wypadku samochodowym gdy miał 12 lat. Uciekł od ojca rok później. Nie wie, co się z nim dzieje.
Cel: Jego cel jest jasny: poznanie źródła swoich paranormalnych zdolności i odnalezienie tych, którzy są za nie odpowiedzialni.

Aparycja: Axir jest chuderlawym młodzieńcem, nie wyróżniający się od innych ludzi w swoim wieku i pokroju. Jego kasztanowe, długie włosy są wiecznie rozczochrane. Po przemianie w wampira układa je tak, aby wyglądać jak najbardziej tajemniczo, często zakrywając swoje prawe oko grzywką opadającą aż do ramion, ale Wall i tak się śmieje, że wygląda jak rasowy emo. Trzy kolczyki w jednym uchu nie poprawiają opinii przyjaciela. Ma ostre rysy i kwadratową szczękę. Jego oczy tylko trochę zmieniły swój kolor na czerwony z ciemnych brunatnych. Nawyki ubierania się z poprzedniego życia zostały, pomimo, że próbował je zmienić. Skórzana kurtka, obdarte spodnie i wytarte glany są nieodłącznym elementem jego wyglądu zewnętrznego. Żeby dodać sobie “jakiegoś mistycznego image’u”, lubi obwieszać się talizmanami, łańcuszkami czy bransoletkami, z jednej strony, żeby wzbudzać zaciekawienie płci przeciwnej, z drugiej po to, żeby budzić kontrowersje, a z trzeciej po to, aby samego siebie przekonać, że jest wyjątkowy.
Charakter: Axir to arogant, ale nie egocentryk. Wiedza, która często wbrew jego woli ukazuje się przed nim, daje mu poczucie przewagi nad każdym innym człowiekiem i nieczłowiekiem, jakiego spotyka na swojej drodze. Uważa, że jest bliżej rozwiązania zagadki Vis niż ktokolwiek inny na świecie i nie cofnie się przed niczym, aby odkryć, kim są i dlaczego obdarowują swoim błogosławieństwem zwykłe istoty. Jest ambitny, ale równie leniwy. Zawsze pokazuje innym swoje miejsce, nawet, jeżeli jest to Wall, ale on chyba raczej nie ma z nim żadnego problemu. Axir jest duszą towarzystwa. Uwielbia zagadywać ludzi, którzy wydają się mu ciekawi, albo mają na tyle otwarte umysły, aby mógł zobaczyć ich przeszłość, myśli lub przyszłość. Uważa się za “iluzjonistę”, często wkradając się do umysłów swoich ofiar, aby tworzyć w ich oczach fałszywe obrazy rzeczywistości. Axir jest kłamcą i tylko jedna osoba na świecie umie rozpoznać, gdy to robi. Ma także duszę filozofa. Od kiedy dotknęła go Vis, zaczął inaczej postrzegać świat, ludzi wokół i samego siebie. Często ma wątpliwości, że wszystko to jest tylko iluzją, ale nie umiał zrozumieć, w jaki sposób miało to działać. Po pijaku umie zagadać rozmówcę na śmierć, gadając bez przerwy niemal bez popitki. Po pijaku też nie umie słuchać. Za to na trzeźwo żywo wymienia się poglądami. Pomimo swojego luźnego podejścia do życia, jest świadomy, że umiejętności, które posiada mają wymiar zupełnie inny niż, na przykład, Walla. Wie, że jeżeli nie nauczy się ich kontrolować, wizje, które go nawiedzają pogrążą go w głębokiej chorobie psychicznej, a w najlepszym wypadku znajdzie sposób, żeby się zabić, co sprawia, że w momentach słabości łapie mocne obniżenie samopoczucia.
Historia: Axir Mehw urodził się dwa razy. W swoim pierwszym życiu nie był niczym więcej, niż skorupą dostosowaną do standardów ówczesnego świata - świata przepełnionego wygodą kłamstwa, gdzie prawda stała się ówczesną mową dyskryminacji i nienawiści. Nie pamiętał nic, poza przebłyskami przeszłości, która wydawała mu się zarówno straszna jak i piękna. Rozkosz w cierpieniu, płacz w śmiechu, eksplozje kolorów. Bierz. Nic ci się nie stanie, wszyscy tu biorą. Spójrz. Spójrz na ich uśmiechnięte twarze.
Był muzykiem. Uciekł z domu w wieku szesnastu lat. Z maską na twarzy wprowadzał towarzystwo w stan iluzji, słowa płynące z jego ust sprawiały, że dookoła nich pojawiała się aura iluzji spokoju i wartości. Zarabiał na tym. Pieniądze nie były dla niego jednak tak cenne, jak przypuszczał. Ot, paliwo napędowe jego twórczości.
Perlisty śmiech to częste wspomnienie z jego poprzedniego życia. Czarne włosy opadające na pulchną twarz, bursztynowe oczy i kolczyk w ustach. Nie pamiętał jej imienia, ale widok jej twarzy był jednym z ciepłych wspomnień poprzedniego życia. Potem wszystko połyka wizja zdradzieckiego węża.
I wtedy wszystko się wali. Nadchodzi śmierć, a za nią światła w świecie, którego nie rozumie. Nie widzi swojego ciała, albo nie chce widzieć. Nie pamięta jak umarł. W którym czasie. Gdzie. Pulsująca, nieistniejąca głowa pęka od bólu, a serce rwie się na dwoje od zabranego ciepła kobiecych ust i pasji. Pojawia się nowe odczucie. Strach. Wola przetrwania. I… wahadło. Trwoniłeś czas, ale ja ci go zwrócę.
Powstań z martwych.
*** 
Obudził się na stercie śmieci. Jego ciało było naznaczone krwistymi pręgami, które układały się w nieznane dla niego wzory. Nie czuł jednak bólu, a jedynie pustkę i zagubienie. Kim jestem? Co ja tu robię?
Gdy wstał, zobaczył coś. Nie wiedział, czym to było, ale wyglądało jak biała smuga dymu zawieszona w powietrzu. Gdy do niej podszedł, ona objęła go. Nie umiał zrozumieć jak, ale wtedy wszystko wróciło. Ból, chłód, walące jak młot serce i dwie niewyraźne twarze pochylające się nad nim. Jedna rozpłynęła się w powietrzu niczym czarny pył, a druga pozostała. Zielone ślepia zdały mu się znajome, ale zanim zdążył je skojarzyć, stracił przytomność. Gdy się wybudził, był w białej, jasnej sali. Zanim zdążył sobie nawet pomyśleć, że umarł, osoba siedząca obok przekonała go, że jest inaczej. Facet przedstawił się imieniem Wallace i wyglądał na mniej więcej na jego rówieśnika. Odpowiedział na jego wszystkie pytania. Okazało się, że w jego domu (!) pojawił się obscurus. Nikt nie wiedział skąd, ani dlaczego. Ziemie niczyje były daleko stąd. To, że udało im się przeżyć, był cudem, jak twierdził Wallace, ale on czuł, jakby naprawdę umarł. Coś… coś się zmieniło. Nie chodziło nawet o to, że dziewczyna z jego wizji, która okazała się wampirzycą i jego wybawicielką, zamieniła go w nieśmiertelnego krwiopijcę. Nadał sobie nowe imię, odrzucając stare. Z racji, że nie pamiętał starych przewinień Wallace’a, pogodził się z nim i wspólnie zgodzili się towarzyszyć do czasu, aż nie wyjdą na prostą. Ich tułaczka trwała kilka lat. Podczas podróży po prawie całym świecie poznali się od innej strony, która ostatecznie sprawiła, że stali się dla siebie jak bracia. Ich przygody obfitowały w nadużycia prawa, alkoholu, a wkrótce także w narkotyki, do których Axir przekonał Walla. Dzięki nowym umiejętnościom, które obudziły się w obojgu po dziwnym ataku, oboje poczuli się niezniszczalni i nieśmiertelni. Kradzież uchodziła im na sucho dzięki genialnym przebłyskom przyszłości Axira i jego umiejętności rozszerzania czasu, a Wall zostawiał za sobą zniszczenie i płomienie. W końcu wpadli na “genialny plan”: napad na krasnoludzki bank.
Nietrudno było się domyślić, czym to się skończyło. Groziło im spędzenie większości swojego życia w celi, a dla Axira mogła być to nawet wieczność. Znienacka jednak pojawili się wysłannicy z Akademii Luna Frigo, którzy postawili im ultimatum: albo do końca życia będą gnić w oddzielnych celach dla odmieńców jak oni, albo dołączą do ich szkoły, stając się Wybrańcami, których przeznaczeniem było walka z monstrami pokroju obscurusów. Ani Axir ani Wallace nie zastanawiali się długo nad wyborem.

W czym jest dobry:
♦Zagadywanie ludzi na śmierć 
♦Hipnoza kobiet 
♦Gra na gitarze  
♦Zabawa monetą w dłoniach 
♦Kreatywność 
♦Zapamiętywanie.
W czym nie jest dobry:
♦Rachunki 
♦Utrzymywanie porządku w pokoju i w życiu 
♦Branie na poważnie istotnych kwestii i sytuacji.
Zainteresowania: Zanim ujawniły się jego paranormalne zdolności, był zapalonym fanem muzyki rockowej i planował swoją karierę na scenie. Teraz to, co go najbardziej interesuje, to parapsychologia i Vis. Okazjonalnie interesuje się astronomią i życiem prywatnym przypadkowych osób.
Co lubi:
♦Alkohol i narkotyki, zarówno osobno jak i razem 
♦Gady i ptaki 
♦Długie filozoficzne rozmowy o początkach wszechświata i prawdzie istnienia 
♦“Odpływać” z pomocą narkotyków.
Czego nie lubi:
♦Ludzkiego jedzenia 
♦Muzyki pop i disco 
♦Ludzi wykazujących się brakiem elastyczności i kreatywności 
♦Kiedy Wallace zaczyna gadać TYM głosem.
Ciekawostki:
♦Axir wykorzystuje Walla po to, żeby wmawiać innym, że jest zaklinaczem węży, chociaż to jest tylko słodkie kłamstwo.
♦Wallace nauczył Axira języka węży, choć nie jest do końca przekonany, czy taki język w ogóle istnieje. Bądź, co bądź, porozumiewają się we dwoje w tym języku wtedy, gdy nie chcą, aby ktokolwiek inny ich zrozumiał.





TOWARZYSZ



Imię: Wallace.
Płeć: Samiec.
Gatunek: Tęczowiec (xenopeltis unicolor)
Charakter: Ciekawski gad, który w zamian za odpowiednią ilość alkoholu wykona każde polecenie.
Historia: Zanim Axir stracił pamięć, postanowił dla jakiegokolwiek hobby kupić sobie węża. Padło na zaklinacza, który sprytnie podszył się pod postać zwykłego zwierzęcia. Nie odpuszcza mu, że jest zaklinaczem, Axir twierdzi, że jeżeli zapłacił za niego uczciwe pieniądze, to ma być jego zwierzakiem.

18.06.2018

Od Falfanna CD. Leanne

   Pamiętam dzień, w którym mama podeszła do mnie z nowiną. Miała delikatny uśmiech, jednak dostrzegłem w jej twarzy także ulgę. Opowiedziała mi o akademii, do której sama za młodu uczęszczała. Pokazała mi bardzo starą fotografię, na której dostrzegłem wiele przeróżnych czarodziei oraz czarownic. Począwszy od paskudnych, pomarszczonych wiedźm, na przepięknych, młodych damach kończąc. Widziałem wiele twarzy. Zdałem sobie sprawę, jak wiele historii przeżył każdy bądź każda z nich. Pomyślałem, jak bardzo różnią się między sobą, a mimo to razem trwają w nauce swoich zdolności.
   Z początku nie mogłem się dopatrzyć na fotografii mojej mamy, jednak ta wskazała mi siebie palcem. Miała bujne, kasztanowe włosy. Odziana była w czarną szatę z koronkowymi zakończeniami. Uśmiechała się, obejmując inną towarzyszkę z fotografii. Gdy chciałem o nią spytać, ta przerwała mi jednak. Powiedziała, iż w przyszłym tygodniu powinienem udać się do akademii. Położyła mi rękę na ramieniu i dodała, że jej moce z dnia na dzień wyczerpują się, a ja powinienem być pod czujnym okiem nauczycieli. Zgodziłem się.
    Teraz, błąkam się korytarzem, szukając rocznikowej fotografii mamy. Chcę dokładniej przyjrzeć się dziewczynie, którą obejmowała. Pragnę dowiedzieć się, dlaczego nigdy nie pojawiła się w naszym domu, z jakiego powodu mama nie chciała o niej wspominać.
- Falf, dyrka prosi cię do siebie. Ponoć to pilne - powiedziała, wyrywając mnie z zamyśleń jakaś osoba z klasy. Nawet nie znałem jej imienia.
- Dobrze więc. Już idę - odpowiedziałem, po czym udałem się w kierunku właściwego gabinetu.
   Stojąc przed drzwiami, zapukałem dwa razy, po czym pociągnąłem za klamkę. Średniego wzrostu kobieta siedziała na fotelu składając ręce.
- Dzień dobry. Wzywała mnie pani - powiedziałem, zamykając za sobą drzwi.
- Tak, wzywałam. Proszę, usiądź... Sprawa wygląda następująco - zaczęła wypowiedź - były małe problemy z dostawą zaopatrzenia dla naszej szkoły, utknęły w Cartelline. Chodzi głównie o różne pokrowce, strzały i tak dalej. Jako, iż jesteś jednym z bardziej zaufanych uczniów naszej akademii, bowiem twoja mama również tutaj uczęszczała, pomyślałam iż idealnie sprawdzisz się w tym zadaniu. Przydzieliłam ci również do pomocy Leanne. Jest bardzo skryta, jednak drzemie w niej ogromny potencjał. Mam nadzieję, że sobie poradzicie.
- W porządku więc. Kiedy mam się tam udać?
- Za godzinkę powinieneś stawić się przy zewnętrznej bramie. Zawiezie was Smith.
- Niech będzie. A, i jeszcze jedno pytanko do pani. Wie pani może, w którym miejscu szkoły znajduje się rocznikowa fotografia mojej mamy?
- Na najwyższym piętrze w prawym skrzydle.
- Dziękuję bardzo - powiedziałem, po czym starałem się zapamiętać owe miejsce, aby po wykonaniu zadania się tam udać.
   Ciekaw jestem tej całej Leanne. Jak dotąd jej nie spotkałem. Czy będzie jedną z jędzowatych, wrednych czarownic, udających iż wiedzą wszystko o wszystkim, czy może jednak okaże się całkiem przyjazna? Meh, co ja się zamyślam. Najprawdopodobniej po wykonaniu zadania nawet nie zamienimy ze sobą słowa. Tak, to bardzo prawdopodobne.
   Przyszedłem w ustalone miejsce dziesięć minut wcześniej. Zawsze staram się być punktualny. Stanąłem, opierając się o drzewo i wpatrując w gmach budynku. Jest naprawdę ogromny, a przy tym pięknie zachowany. Otacza go wysoki, kamienny mur, najprawdopodobniej zaczarowany. Czuję bijącą od niego moc.
   Spojrzałem na zegarek. Zbliża się zaplanowana godzina. Nagle, dostrzegłem białowłosą piękność wychodzącą z budynku, którą spotkałem przed laty na łące. Widziałem, jak zbliża się do mnie niepewnym krokiem. Nie rozpoznała mnie. Dostrzegłem to w jej oczach. Miała na sobie zwiewną, ciemną sukienkę. Wiatr plątał jej długie, gęste włosy, momentami zasłaniając jej widok. Aby nie przestraszyć jej swoim wpatrywaniem się w jej osobę, odwróciłem wzrok. Poczekałem, aż podejdzie.
- To ty jesteś Falfann, tak? - zapytała niepewnie.
- We własnej osobie. Cóż za piękne imię, Leanne. Niemalże równie piękne, jak jego właścicielka - starałem się ją skomplementować.
   Zarumieniła się, po czym podziękowała. Po krótkiej chwili podjechał do nas Smith. Pozwoliłem jej usiąść na przednim miejscu, pomimo jej oporów. Zająłem miejsce z tyłu. Całą drogę wpatrywałem się w jej odbicie w szybie...

< Leanne? >

15.06.2018

Od Leanne.

   Moje pierwsze dni w akademii nie były specjalnie skomplikowane. Myślałam o lekcjach i nauczycielach, jak typowy uczeń. Typowałam najgorsze przedmioty, które warto odłożyć na bok, by zająć się tymi ważniejszymi. Popołudnie spędzałam w parku, czytając książki. Czasem, za zgodą nauczycieli, brałam konia i jechałam na pola. Rzadko kiedy rozmawiałam z innymi uczniami. Można powiedzieć, że wyrobiłam sobie opinię wrogiej osoby. Cóż, nie przeszkadzało mi to, wręcz się cieszyłam.
   W piątek, pod koniec tygodnia dostałam wezwanie od dyrektorki do jej gabinetu. Nie bałam się, wiedziałam, że niczym nie mogłam zawinić.
- Dobry. - Powitałam ją na wejściu.
- Witaj, Weiss. - Zgasiła wypalonego cygara i wyjęła jakieś papiery z szafki. Dała mi je, gdy tylko usiadłam przy biurku.
   Przejrzałam dokumenty. Liczyłam na coś ciekawszego. Niestety dopatrzyłam się tylko kilku powiadomień o dostawie materiałów dla naszej szkoły - zwykłe pokrowce na broń, trochę ostrzałek i tak dalej, i tak dalej.
- Mhm. I co mam z tym zrobić? - Uniosłam brew.
- Okazało się, że nasz dostawca gdzieś przepadł i dostawa nie dotrze na czas. Nasze rzeczy utknęły w Cartelline. Moją prośbą do ciebie jest odebranie ich z miasta. Posłałabym kogoś innego, ale wiesz jak to jest na początku roku. - Dodała, a ja przytaknęłam z dezaprobatą.
- Kiedy mam to zrobić? - Spytałam, chcąc mieć sprawę z głowy.
- Dziś. Za trzydzieści minut pojedziesz samochodem wraz z Falfannem. Zawiezie was Smith. Jest akurat wolny. Będzie czekał przy zewnętrznej bramie. - Powiedziała, po czym kiwnęła głową na zakończenie konwersacji. Pożegnałam się i wyszłam z gabinetu.
   Falfann? Kojarzyłam go, ale nie zamieniliśmy ze sobą słowa. A Smith? To starszy pan, nie skory do rozmów. Nie powinien mnie irytować. Bałam się o osobowość Falfanna. Miałam nadzieję, że to nie jeden z tych uczniów, który próbuje podlizać się każdemu rówieśnikowi na początku roku.
   Dotarłam do bramy i zobaczyłam samochód, a przy nim chłopaka. Meh, nienawidziłam naszych samochodów. Pociągi były o wiele lepsze, bo jeździły bez szwanku i szybko. Jedynie tory były potrzebne. A taki samochód? Strasznie hałasuje, tak, że nawet w środku nie da się rozmawiać.
   Teraz pozostało mi się tylko przywitać z Falfannem. Podeszłam do auta, a chłopak odwrócił się w moją stronę zaciekawiony.

< Falfann? W pogrubionym tekście jest zdjęcie tych naszych samochodów. :v >

12.06.2018

Lepiej już było żyć w szarości, niż zostać pochłoniętym przez ciemność.


Głos: The kill
Imię i nazwisko: Falfann Marloe/Morroise.
Pseudonim: Przeklęty, Mor, Czarnoksiężnik, Falf.
Wiek: 20 lat.
Płeć: Mężczyzna.
Gatunek: Człowiek.
Moce: Władanie czarną magią.
Zdolności:
♦lewitacja (Morroise)♦ 
♦wysysanie wszelkiej chęci do życia z ofiary (Morroise)♦ 
♦tworzenie mrocznych cieni♦ 
♦poruszanie przedmiotami siłą umysłu♦ 
 ♦zaklinanie dowolnych obiektów♦ 
♦tworzenie morderczych cieni (Morroise)♦ 
♦rozerwanie ofiary na strzępki skupiając na niej potęgę mrocznej energii (Morroise)♦ 
Stopień zaawansowania: II.
Punkty: 25 pkt.
Broń: Zaklęta, mroczna różdżka przypominająca swym kształtem mieczyk.
Moce broni: Jest w stanie napełniać mroczną energią ludzi oraz przedmioty. Przy najwyższym stopniu zaawansowania może wyrwać dowolnej osobie duszę z jej ciała i pochłonąć ją.
Drużyna: Brak.
Orientacja: Hetero.
Partner: Usilnie próbuje odnaleźć białowłosą piękność. Nikogo innego nie pragnie.
Cytat: Lepiej już było żyć w szarości, niż zostać pochłoniętym przez ciemność.
Rodzina: Jego ojciec jest posiwiałym kowalem, matka młodą tkaczką, potajemnie praktykującą czarną magię. Ma młodszą siostrę Eilee, o którą każdego dnia stara się dbać najbardziej, jak potrafi.
Cel: Jego celem jest osiągnięcie najwyższego poziomu, aby uśpić drzemiące w nim zło. Nie musiałby już bowiem nosić amuletu, który w każdej chwili może zostać mu zdjęty.
Aparycja: Falfann jest wysokim, wychudzonym chłopcem. Ma krótkie, czarne włosy z grzywką zasłaniającą całe czoło. Jego oczy są ciemnej barwy, jednak gdy się zdenerwuje, zmieniają się na kolor krwistoczerwony. Zazwyczaj ubiera się w ciemne ubrania, aby nie zwracać na siebie większej uwagi. Brakuje mu masy mięśniowej, czego mimo wszystko nie uznaje jako wadę. Na lewej dłoni ma znamię, które kształtem przypomina postrzępione, przepołowione serce. Miał je już od urodzenia.
Charakter: Falfann jest zamkniętym w sobie, odosobnionym chłopcem. Odsunął się od ludzi, gdyż bał się, iż pewnego dnia skrzywdzi kogoś, na kim mu naprawdę zależy. Jest typem obserwatora. Stara się być miłym i dobrym dla innych, jednak nie nawiązuje nowych znajomości. Zazwyczaj jest spokojny, ciężko wyprowadzić go z równowagi. Jednak jeśli komuś się to uda, bywa nieobliczalny. Dręczą go wyrzuty sumienia. Przez to rzadko się uśmiecha. Jest dobrym synem i troskliwym bratem. Szybko uczy się od matki, jak panować nad umiejętnościami, które posiadł. Dąży do postawionych sobie celów.
Historia: Falfann pochodził z Roughes. Był synem kowala oraz tkaczki. Mieszkał w przeciętnej chatce, niemalże nie odstawał od reszty. Był zwykłym, dziesięcioletnim chłopcem. Aż do pewnego dnia. Jego matka często zamykała się samotnie w sypialni pod pretekstem chwili dla siebie. Falfann, zaciekawiony czym mama zajmuje się w wolnym czasie, pewnego razu podglądał ją przez dziurkę od klucza. Spostrzegł, iż cały pokój pochłonął mrok. Widać było jedynie promienie światła, otaczające jego matkę. Siedziała ona na skraju łóżka i bacznie wpatrywała się w lekturę. Po chwili chłopiec zauważył, jak mama zamyka książkę i chowa ją pod łóżko. Szybko odsunął się od drzwi, aby nie zostać nakrytym i udał się do swojego pokoju. Następnego dnia nikogo nie było w domu. Ojciec pojechał do oddalonego o kilkanaście mil miasta, aby zaopatrzyć się w nowsze narzędzia. Matka poszła do klientki, aby uszyć specjalnie dobraną dla niej kreację. Falfann zaciekawiony wcześniejszymi wydarzeniami, postanowił wziąć magiczną księgę do ręki. Usiadł na podłodze, książkę ułożył przed sobą. Otworzył ją na przypadkowej stronie i odczytał losowo natrafioną zawartość półgłosem. Nagle poczuł, iż z wnętrza jego ciała na zewnątrz wydobywa się wszelki mrok, jaki miał w sobie od narodzin. Wszystkie najgorsze czyny i wspomnienia wypełniły go, wyzbywając się całkowicie jakiegokolwiek współczucia. Poczuł napływającą ku niemu potężną moc. Pragnął jedynie wykorzystać ją do złych celów. Uniósł się. Wyjrzał przez okno. Spostrzegł dzieci, taplające się wesoło w kałuży. Napełnił się nienawiścią do wszystkiego, co dobre. Zło wypełniające go było tak potężne, iż jego ciało wyzbyło się materialnej wartości. Mógł przenikać przez ściany i zrobił to. Szybko przemknął przez ścianę. Uniósł się nad dziećmi. Te widząc jego krwistoczerwone ślepia zaczęły uciekać z płaczem. On jednak, jednym gestem skręcił im kark. Porzucił bezwładne ciała i udał się do miasta, siać zniszczenie. Zatrzymała go jednak wracająca do domu matka. Widząc, czym stał się jej ukochany syn, uśpiła go. Falfann poczuł, iż traci kontrolę nad swoim ciałem. Opadł na ziemię. Matka była jednak zbyt słaba, aby całkowicie go odczarować. Zerwała ze swojej szyi katolicki krzyż. Ułożyła go obok siła i zaklęła. Napełniła go dobrocią, wszystkimi pięknymi wspomnieniami, jakie zgromadziła przez całe życie. Krzyżyk zaczął promieniować na fioletowo. Matka założyła go synowi na szyję. Ten, po krótkiej chwili wybudził się. Nadal czuł drzemiącą w sobie moc jednak wiedział, iż jest w stanie ją kontrolować. Od tamtych wydarzeń już nigdy nie zdjął z szyi amuletu. Wiedział bowiem, co wydarzy się po jego ściągnięciu. Skazany był na odwieczne wyrzuty sumienia. Bezlitośnie zamordował dwójkę niewinnych dzieci. Od tamtej pory bał się mieć własnych.
Pewnego dnia, dostrzegł na łące piękną dziewczynę, zrywającą kwiaty. Widział nieschodzący uśmiech z jej ust. Wiatr rozwiewał jej delikatne, białe włosy. Cichutko podszedł do niej i wręczył jej zaczarowaną różę. Dziewczyna uznała ją za piękną i dołączyła ją do swojego bukietu. Złapał ją za rękę. Ta jednak poczuła promieniujące od chłopaka chłód i nienawiść. Zabrała swą delikatną dłoń i zaczęła powoli się oddalać. Falfann pozwolił jej odejść, mimo iż nigdy nie zapomniał jej piękna. Nie znał nawet jej imienia...
W czym jest dobry: 
♦Śpiew oraz gra na gitarze 
♦Fotografia 
♦Malarstwo 
♦Opiekowanie się młodszą siostrą.
♦Rzucanie zaklęć. 
♦Zaklinanie przedmiotów.
♦Przewidywanie pogody.
♦Bardzo szybkie pochłanianie wiedzy.
♦Medytacja.
♦Pomoc matce w kuchni.
W czym nie jest dobry:
♦Nawiązywanie kontaktu z ludźmi 
♦Przemówienia do większego grona osób 
♦Gotowanie
Zainteresowania:
♦Pasjonuje się obserwowaniem gwiazd.
♦Czytanie książek.
♦Muzyka.
♦Pływanie.
Co lubi:
♦Nocne spacery po polnych dróżkach.
♦Naukę zaklęć.
♦Zachody słońca.
♦Śnieg i deszcz (twierdzi, iż dodają jego fotografiom naturalnego piękna).
♦Długie, lodowate kąpiele.
Czego nie lubi:
♦Natrętnych ludzi.
♦Bałaganu.
♦Alkoholu. 
♦Narkotyków. 
♦Zakazu używania magii.
Ciekawostki:
♦Często Morroise zachęca Falfann'a do nieodpowiednich rzeczy. Słyszą bowiem wzajemnie swoje myśli. Mogą się ze sobą komunikować. 
♦Matka chłopca przypadkowo rzuciła na siebie zaklęcie wiecznej młodości, jednak przekręciła ona niektóre słowa wypowiadając je. Skutkowało to tylko wiecznie młodym wyglądem. Nie zmieni to jednak jej śmiertelnego wieku. 
♦Pewnego dnia chłopiec zapytał matkę, czy wie skąd się wzięło znamię na jego ręku. Ta jednak usilnie unikała odpowiedzi, po czym wyszła z domu. Już nigdy nie wrócili do tego tematu. 
♦Za młodu chłopiec marzył o zostaniu marynarzem. Pragnął żeglować po wodach mórz i oceanów i płynąć w nieznane. Odkrywać nowe wyspy. Porzucił jednak to marzenie, gdyż bał się, iż mógłby nieumyślnie wpaść do wody i stracić swój amulet. Wytworzenie bowiem nowego jest niemożliwe. Wymaga to zbyt wielkiej życzliwości. 
♦Falfann mógłby nauczyć się umiejętności czytania w myślach, jednak boi się, iż podsycą one drzemiące w nim zło. 
♦Gdyby Falfann umarł, dusza Morroise'a wróciłaby z powrotem do zaklętej księgi i opętała pierwszą osobę, która by ją otworzyła.

11.06.2018

Jeśli mają cię wieszać, poproś o szklankę wody. Nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć w tym czasie.

Głos: Ryuko japanese
Imię i nazwisko: Leanne Weiss.
Pseudonim: Lee, Jaszczurka, Królowa Lodu.
Wiek: 17 lat.
Płeć: Kobieta.
Gatunek: Człowiek.
Moce: Władanie lodem.
Zdolności:
♦zamrażanie i odmrażanie rzeczy♦
♦tworzenie dowolnego obiektu z lodu♦
♦maksymalna odporność na zimno♦
♦jej lód jest magiczny, więc nie rozmrozi się nawet w gorącej temperaturze♦
♦jest też bardzo twardy, nie sposób go rozbić♦
♦Lee może zamrozić wodę i dopiero wtedy ją kontroluje, nie włada samą wodą♦
♦tworzenie śniegu♦
♦jeżdżenie na lodowych platformach (Lee tworzy pod sobą lodowy dysk i porusza się dzięki śnieżnemu napędowi z rąk)♦
♦tworzenie lodowej zbroi♦
♦jej lód wpływa na inne moce, osłabiając je do tego stopnia, że Lee prawie wcale nie jest na nie podatna♦
♦lodowy oddech, czyli coś jak zianie lodem z gardła♦
Stopień zaawansowania: II.
Punkty: 25 pkt.
Broń: Zaklęta katana z czarną rękojeścią i ciemnym ostrzem (pokazana na niektórych zdjęciach)
Moce broni: Dzięki magii zamraża miejsce, które zraniła. Po upływie czasu powoli zamrażane jest całe ciało.
Drużyna: Brak.
Orientacja: Hetero.
Partner: Aktualnie nikogo nie szuka, zamierza zdać się na los.
Cytat: Jeśli mają cię wieszać, poproś o szklankę wody. Nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć w tym czasie.
Rodzina: Nie jest wiadome, kim byli jej rodzice. Wie tylko, że zginęli zabici przez wilkołaka, kiedy miała dwa lata. Po ich śmierci zaopiekował się nią jej brat.
Cel: Myśli przede wszystkim o maksymalnym rozwinięciu swoich mocy aż do siódmego stopnia, ale interesuje ją też nauka o istotach nadnaturalnych (przede wszystkim o demonach, smokach i gadopodobnych)

Aparycja: Lee to lekko umięśniona, niska dziewczyna z białymi włosami. Przed trafieniem do akademii miała włosy aż do pasa, lecz potem ścięła je, by nie przeszkadzały w walce. Nie jest chuda, można powiedzieć, że jest w sam raz. Ma silne, długie nogi oraz umięśniony tułów. 
Jej twarz wygląda dość dziecinnie, jak na osiemnaście lat. Pewnie przez to, że ma okrągły kształt. Usta Leanne są pełne, oczy, jak to mówi "w kolorze niebieskiego lodu". 
Leanne nosi czarną bluzkę i specyficzne krótkie spodenki połączone z rajstopami. Nie zmienia stroju do walki, mówi że ten nadaje się do wszystkiego. 
Jej skóra nie ma żadnych blizn, czy znamion. Jej cera jest jasna i nieskazitelna. 
Gesty Lee są bardzo spokojne. W walce nie wpada w szał. Jej ruchy są precyzyjne, uderza tam, gdzie zaplanowała. Jest również bardzo zwinna i szybka, dlatego stawia na ofensywę.
Na plecach nosi czarny pokrowiec na swoją katanę.
Charakter: Leanne jest humorzastą osobą z dużym dystansem do siebie, lecz ma też wielką potrzebę przestrzeni osobistej. Z wiekiem coraz bardziej nie lubi ludzi, możliwe że ma mizantropię. Nie miała żadnych złych przeżyć ani okropnego dzieciństwa (mimo tego, że pochodzi z sierocińca). Po prostu woli przebywać sama lub ze zwierzętami. Z powodu swojej niechęci do ludzkości, często wpada w konflikty. Głupota innych jest tym, co najbardziej ją denerwuje. Wtedy unika danej osoby lub śmieje się z niej poprzez podpuszczanie i zadawanie bezsensownych pytań. W najgorszym przypadku mogą polecieć ostre wiązanki.
Mimo całej tej niechęci do ludzkości, Lee jest osobą, która normalnie z tobą porozmawia, jeżeli nie jesteś zbyt nachalny. Niestety czasami nieświadomie manipuluje ludźmi dla własnych korzyści. Bawi ją jedynie sarkazm i własne żarty. Używa dużo ironii. Toleruje poważne osoby, lecz nie narcystyczne. Czasem może popadać w melancholijny nastrój, ale nie otwiera się przed innymi. Kiedy jest zła, ma tendencję do szydzenia ze wszystkiego.
Jaszczurka niezbyt lubi, gdy się jej rozkazuje. Woli dowodzić, wyznaczać własne ścieżki. Jeżeli uważa, że dana osoba jest w porządku, nigdy nie odmówi jej pomocy. Może odrobi za kogoś pracę domową, pomoże ze sprzątaniem, ale zawsze oczekuje zapłaty. Potrafi długo trzymać żal i odgrywa się na kimś, kto ją skrzywdził. Nie okazuje wielu uczuć - nie uśmiecha się, nie zmienia tonu głosu. Przez to wydaje się niewzruszona, a inni błędnie uważają ją za wrogo nastawioną. Za to zdarza jej się otworzyć za bardzo. Wtedy śmianie się bez powodu to normalność. 
Nie pozwala krzywdzić zwierząt czy roślinności. Jest bardzo duchowa, często woli obserwować niż mówić. Potrafi przez długi czas siedzieć zamyślona. Nie zabija wszystkich napotkanych potworów. Kiedyś, gdy mieszkała jeszcze na wsi obok Wielkiego Lasu, spędzała wolny czas z driadą, która nauczyła ją jak robić różne antidota i porozumiewać się ze zwierzętami. 
Nienawidzi hałasu, ponieważ ma świetny słuch. Lubi siedzieć na świeżym powietrzu - często ćwiczy i chodzi na łąki. Nie przegapi żadnej okazji do przygody. Jest świetna w walce swoją kataną i nie boi się nieznanych jej rzeczy.  
Jest nawet inteligentna, ale ma problem z logicznym myśleniem. Posiada bardzo dobrą pamięć. Zapamiętuje większość przesłuchanych melodii.
Historia: Leanne pochodziła z Roughes i żyła w dużym, uprzemysłowionym mieście razem z bratem. Nie pamięta swoich rodziców. Zginęli, gdy miała dwa latka. Przez całe życie opiekował się nią jej brat - Elias. Był naukowcem, a jego miłość była zimna i niewiele różniła się od nienawiści. Przez całe swoje dzieciństwo Leeanne uczyła się i trenowała. Elias badał wpływy Visu na człowieka, ale w młodości trenował posługiwanie się kataną. Dzięki temu Lee większość czasu spędzała na treningach fizycznych. Oprócz walki kataną, trenowała różne sztuki walki. W wolnym czasie czytała książki, czy spędzała czas ze zwierzętami. Ponury charakter brata sprawił, że dziewczyna nie wyuczyła się odczuwania emocji. Miała dom, jedzenie i zainteresowania. Ludzie nigdy nie byli jej potrzebni.
W wieku trzynastu lat, w zimę, poszła nad jezioro. To miał być zwykły spacer z psem, bowiem jej brat miał dużego wilczura, z którym spędzała czas. Postanowiła wejść z nim na zamrożone. Kiedy weszli na środek, pies szczekając obudził jeszcze nie w pełni hibernującego Wężownika. Od razu zaatakował. Był to stary osobnik, który z łatwością łamał lód pod nogami. Na początku wrzucił do wody Lee. W ostatniej chwili widziała, jak Wężownik rozgryza psa na pół. Kiedy Leanne już traciła przytomność, poczuła narastające zimno. Przechodziło przez całe jej ciało, mroziło krew w żyłach, lecz również otulało ją jak koc. W jednej chwili pod wpływem ujawnienia się mocy, wypłynęła na powierzchnię i zamroziła wężownika grubą warstwą lodu. Potem zapadła ciemność.
Obudziła się w swoim domu. Po oschłym powitaniu przez brata, do pokoju wszedł Gerald Wolff. Okazało się, że akurat odwiedzał Roughes w celach badawczych. Gdy znalazł nieprzytomną dziewczynę, od razu odnalazł jej brata i zajął się Wężownikiem. Musiał zgarnąć miejscowych, by zabili potwora. Leeanne tylko pokryła go warstwą lodu, ale jej moc nie była na tyle silny, by zamrozić również ciało.
Gerald powiedział jej o akademii, w której pracuje i polecił, by dołączyła do niej, gdy skończy szesnaście lat. Dał jej książkę o rozwijaniu mocy, którą zdążył kupić, kiedy dziewczyna kilka godzin leżała nieprzytomna. Wtedy również zauważyła, że jej włosy zmieniły kolor na śnieżnobiały, a oczy stały się bardziej mroźne. Nauczyciel wytłumaczył jej, że to działanie jej mocy, czyli władania lodem.
W ciągu następnych lat Leanne starała się opanować swoją moc. Stała się wzorcem w oczach rówieśników, jednak ta zawsze odpędzała je, chcąc samotności. Elias również bardziej się nią zainteresował. Na szczęście nie na tyle, by zacząć robić na niej testy. Z drugiej strony, nawet jeśliby zaczął, to Leeanne po prostu by go zamroziła.
Od razu, gdy skończyła szesnaście lat, postanowiła dołączyć do akademii. Jednak z powodu problemów zdrowotnych, dołączyła tam jako siedemnastolatka.

W czym jest dobra:
♦Walka bronią.
♦Śpiewanie.
♦Tworzenie mikstur i antidotów.
♦Duchy i demony.
♦Porozumiewanie się ze zwierzętami.
♦Jazda konna.
♦Rozwiązywanie tajemnic.
♦Wytrzymałość psychiczna i fizyczna.
W czym nie jest dobra:
♦Taniec.
♦Kontakty międzyludzkie.
♦Gotowanie.
♦Matematyka.
♦Fizyka.
♦Wyrażanie empatii.
Zainteresowania:
♦Jazda konna.
♦Caulisy, a przede wszystkim Saurusy.
♦Smoki i gady.
♦Niematerialne istoty.
♦Muzyka.
♦Zwierzęta.
♦Książki.
♦Ludzie. (mimo mizantropii i wszelkiej nienawiści lubi pouczyć się o ludzkim umyśle)
Co lubi:
♦Burzę i deszcz - nie boi się piorunów ani ulewy. Może wyjść na dwór, kiedy przez deszcz ledwo da się wziąć oddech.
♦Wiatr.
♦Noc, a szczególnie pełnie. Jest podatna na światło księżyca.
♦Spokojne osoby, które nie wtrącają się w nie swoje sprawy (np. Smith). Lub osoby, które z pojęciem rozmawiają na naukowe tematy z pojęciem. 
♦Mięso. Kocha zwierzęta i kocha mięso. O ironio.
♦Kwiaty. Zawsze chciała mieć zadbany ogród.
♦Zimno, dzięki swojej mocy.
♦Zagadki, ciekawostki i inne rzeczy, które coś ukrywają.
Czego nie lubi:
♦Ludzi.
♦Alkoholu i narkotyków (nie działają na nią) oraz zapachu papierosów.
♦Ciepłych dni, jeśli nie pada deszcz lub nie wieje wiatr.
♦Psów. Są za głośnie i zbyt rozbrykane.
♦Spać. Gdy prześpi więcej niż osiem godzin, czuje, że zmarnowała czas.
♦Przedmiotów humanistycznych. Jest dobra z ortografii, jednak nie wie, jaki jest sens uczenia się wierszyków na pamięć.
♦Krzyku, hałasu, a w szczególności małych dzieci.
Ciekawostki:
♦Pseudonim Jaszczurka pochodzi od jej gibkiego ciała.
♦Mimo sprawności fizycznej, nienawidzi WF ze względu na gry zespołowe.
♦Nie rusza się nigdzie bez swojej katany. Jest delikatna, walka wręcz to dla niej wielkie wyzwanie.
♦Przywłaszczyła sobie jednego ogiera ze szkolnej stajni.
♦Potrafi naśladować zwierzęta - szczekać, miauczeć, ćwierkać.
♦Jest bardzo humorzasta. Kiedyś kryła przestępce tylko dlatego, że wcześniej z czystej dobroci poczęstował ją jabłkiem.
♦Leanne dużo przeklina, co odejmuje jej kobiecości.
♦Natrętnie  myje (tylko) ręce, jednak nie boi się pobrudzić. 
♦Jest lekką pedantką. Jej pokój jest zawsze czysty.
♦Lee, chcąc rozbić lód pokrywający jej nogę (przypadkiem użyła na sobie za dużo mocy), złamała sobie kość. Dlatego nie dołączyła do akademii w wieku szesnastu lat.
♦Ubiera się tylko w czerń i biel.
♦Nachalnie interesuje się Saurusami i smokami oraz gadami. Nie ma fobii po zdarzeniu z Wężownikiem.
♦Ma zamiłowanie do nietypowych ubrań i kolorów włosów.











szablon wykonany przez oreuis
szablon wykonany przez oreuis