Podróż mijała bardzo mozolnie. Na twarzy Leanne malowało się delikatne zażenowanie. Widziałem jej niechęć do poznawania nowych osób. Postanowiłem się jej nie narzucać, lecz spróbować ją poznać. Uznałem, iż postaram się być bardziej subtelny. Mimo, iż tak bardzo hipnotyzowało mnie jej piękno...
Po kilku chwilach dojechaliśmy do Cartelline. Dostrzegłem malutkie, postarzałe miasteczko. Na ogół o tej porze dzieci wesoło ganiały po podwórzu, ciesząc się promienną pogodą. Za szybą nie spostrzegłem jednak dzieci. Widziałem wiele przydrożnych sklepików, każdy z innymi materiałami. Spoglądałem na starsze panie. Miały klasyczne torby z zakupami. Na ich głowach znajdowały się starannie obwiązane hustki. Pamiętam, że moja babcia kiedyś taką nosiła. Nie rozstawała się z nią.
Smith wysadził nas tuż przed magazynem. Chciałem skierować się w jego stronę, jednak Leanne podążyła w przeciwnym kierunku. Powiedziała, iż chciałaby odwiedzić sklep z ziołami. Uznałem, iż jest to idealna okazja, aby lepiej ją poznać. Poszliśmy więc. Miasteczko wyglądało na okropnie ponure. Dopiero chodząc jego ścieżkami to dostrzegłem. Na twarzach mieszkańców nie widziałem spokoju, uśmiechu bądź jakichkolwiek pozytywnych emocji. Wyczuwałem od nich wyłącznie negatywną energię, którą próbują przyćmić, nie zwracając na siebie uwagi. Nie podobało mi się to, jednak szedłem dalej, delikatnie się rozglądając. Leanne wyglądała, jakby okolica nie robiła na niej większego wrażenia.
- Hah, pierwszy raz w Cartelline? - spytała, wyciągając mnie z zamyśleń.
Kiwnąłem głową. Spostrzegłem jej zdziwienie.
- Często tu bywasz? - zapytałem, chcąc kontynuować rozmowę.
- Dość często. Tu nie muszę słuchać pieprzenia innych uczniów. O magii i ich broniach, przechwalankach - powiedziała, widocznie rozgoryczona.
Westchnąłem. Wiedziałem doskonale, co miała na myśli. Jednak moje miejsce, do którego uciekam przed codziennością nie znajdywało się w Cartelline. Było zupełnie gdzie indziej. Chciałem jej o nim wspomnieć, jednak ta szybkim krokiem skierowała się do jednego ze sklepów. Podążyłem za nią.
W sklepiku wyczułem charakterystyczny zapach zielarstwa. Moja mama kiedyś często tworzyła wywary na różne choroby. Zawsze zastanawiałem się, skąd ma tak ogromną wiedzę odnośnie roślinności. Leanne doskonale wiedziała, po co przyszła. Pospiesznie zbierała rzeczy z półek. Pragnąłem pomóc jej donieść wszystkie zebrane składniki do kasy, jednak ona nie przyjmowała mojej pomocy. Była zaradna, co bardzo mnie w niej pociągało.
- Witam, to będzie sto dwadzieścia pięć - powiedział sprzedawca. Obrzuciłem ją wstrząśniętym spojrzeniem odnośnie ceny. Ta jednak nie przejęła się nim, zapłaciła za wybrane składniki, spakowała je i wyszła ze sklepu.
Nagle na jej twarzy spostrzegłem niespodziewany niepokój. Zaczęła czujnie rozglądać się dookoła. Po krótkiej chwili jednak, dostrzegła przechodzących dookoła ludzi i westchnęła z ulgą. Nie wiem, czym spowodowana była ta nagła chwila słabości. Postanowiłem, iż zapytam się jej o to, gdy będziemy sami.
Droga w stronę magazynu minęła nam w prawie całkowitej ciszy. Leanne wyglądała na bardzo sceptycznie nastawioną do mojej osoby. Trzymała mnie na dystans. Nie dziwiło mnie to, gdyż byłem dla niej kompletnie kimś obcym oraz musiała spędzić ze mną trochę czasu.
Po chwili dotarliśmy do magazynu. Stanęliśmy przed jego ogromnymi drzwiami. Ciekawość zmusiła mnie, aby zapukać, jednak Leanne w porę chwyciła moją dłoń, powstrzymując mnie przed tym. Miała takie ciepłe, delikatne rączki. Nie chciałem, aby zwalniała swój uścisk. Dostrzegła to. Usłyszeliśmy dobiegające ze środka przerażające odgłosy. Okropny warkot, szelesty i trzaski.
Nadal trzymając moją dłoń, pociągnęła mnie za sobą na tył magazynu. Szybkim ruchem wyjęła z pokrowca katanę. Używając swojej mocy, stworzyła na ziemi napis ze śniegu "Jakie masz moce?".
Zademonstrowałem jej. Przy chwilowym skupieniu, siłą woli lekko uniosłem nad ziemią liść, który kształtem przypominał mi serce. Chyba nie dostrzegła jednak delikatnej aluzji. Stworzyłem na ścianie cień płatka śniegu, po czym lekko uniosłem się nad ziemią, aby zajrzeć przez stojące przed nami okno. W budynku panowała całkowita ciemność. W powietrzu unosiła się dusząca woń.
Wychylając się, nie dostrzegłem jednak żadnego zagrożenia. Aby sprowokować potencjalnie będące tam zwierzę, postanowiłem stworzyć cień dorosłego mężczyzny. Kontrolowałem go, aby powoli poruszał się naprzód. Szedł wzdłuż magazynu, jednak po krótkiej chwili wąska smuga światła, która dostała się do budynku przez okno, z czasem zanikała.
Ustawiłem cień mężczyzny przy końcu swojej widoczności, jednak nadal nie udało mi się niczego bądź nikogo sprowokować.
Opadłem na ziemię. Za pomocą cieni stworzyłem w powietrzu napis „Musimy wejść do środka. Sądzę, iż rozdzielanie się jest fatalnym pomysłem, więc podążaj za mną. W razie, gdybyś coś zauważyła, szturchnij mnie mocno.”
Leanne delikatnie skinęła głową. Ponownie uniosłem się ku górze, przedostając się do budynku. Dziewczyna, skupiając się chwilę, stworzyła lodowe schody, po których wtargnęła do środka. Starała się, aby każdy jej ruch był jak najcichszy.
Musieliśmy poruszać się po omacku, aby nie zwracać na siebie uwagi. Sprawiało to co prawda wiele trudności. Szedłem jednak przed siebie. Na ziemi dostrzegałem porozrzucany asortyment akademii. Zupełnie, jakby ktoś czegoś tam szukał. Dookoła walały się wszelkiego rodzaju strzały, opancerzenie, magiczny proszek… Miałem ograniczoną widoczność, jednak po dotyku byłem w stanie niektóre rzeczy rozpoznać.
Nagle w pomieszczeniu zapanował okrutny ziąb. Na początku pomyślałem, iż to sprawka Leanne. W końcu specjalizowała się we władaniu lodem. Jednak szybko zorientowałem się, że dziewczyna nie ma z tym nic wspólnego. Zatrzymaliśmy się. W budynku panowała bezlitosna cisza. Niedpodziewanie poczułem, iż coś przemknęło obok mnie. Przeleciało tuż obok. Odwróciłem się. Nie dostrzegłem tam Lee. Usłyszałem jedynie jej przerażony krzyk…
< Leanne? >
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Falfann Marloe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Falfann Marloe. Pokaż wszystkie posty
17.07.2018
18.06.2018
Od Falfanna CD. Leanne
Pamiętam dzień, w którym mama podeszła do mnie z nowiną. Miała delikatny uśmiech, jednak dostrzegłem w jej twarzy także ulgę. Opowiedziała mi o akademii, do której sama za młodu uczęszczała. Pokazała mi bardzo starą fotografię, na której dostrzegłem wiele przeróżnych czarodziei oraz czarownic. Począwszy od paskudnych, pomarszczonych wiedźm, na przepięknych, młodych damach kończąc. Widziałem wiele twarzy. Zdałem sobie sprawę, jak wiele historii przeżył każdy bądź każda z nich. Pomyślałem, jak bardzo różnią się między sobą, a mimo to razem trwają w nauce swoich zdolności.
Z początku nie mogłem się dopatrzyć na fotografii mojej mamy, jednak ta wskazała mi siebie palcem. Miała bujne, kasztanowe włosy. Odziana była w czarną szatę z koronkowymi zakończeniami. Uśmiechała się, obejmując inną towarzyszkę z fotografii. Gdy chciałem o nią spytać, ta przerwała mi jednak. Powiedziała, iż w przyszłym tygodniu powinienem udać się do akademii. Położyła mi rękę na ramieniu i dodała, że jej moce z dnia na dzień wyczerpują się, a ja powinienem być pod czujnym okiem nauczycieli. Zgodziłem się.
Teraz, błąkam się korytarzem, szukając rocznikowej fotografii mamy. Chcę dokładniej przyjrzeć się dziewczynie, którą obejmowała. Pragnę dowiedzieć się, dlaczego nigdy nie pojawiła się w naszym domu, z jakiego powodu mama nie chciała o niej wspominać.
- Falf, dyrka prosi cię do siebie. Ponoć to pilne - powiedziała, wyrywając mnie z zamyśleń jakaś osoba z klasy. Nawet nie znałem jej imienia.
- Dobrze więc. Już idę - odpowiedziałem, po czym udałem się w kierunku właściwego gabinetu.
Stojąc przed drzwiami, zapukałem dwa razy, po czym pociągnąłem za klamkę. Średniego wzrostu kobieta siedziała na fotelu składając ręce.
- Dzień dobry. Wzywała mnie pani - powiedziałem, zamykając za sobą drzwi.
- Tak, wzywałam. Proszę, usiądź... Sprawa wygląda następująco - zaczęła wypowiedź - były małe problemy z dostawą zaopatrzenia dla naszej szkoły, utknęły w Cartelline. Chodzi głównie o różne pokrowce, strzały i tak dalej. Jako, iż jesteś jednym z bardziej zaufanych uczniów naszej akademii, bowiem twoja mama również tutaj uczęszczała, pomyślałam iż idealnie sprawdzisz się w tym zadaniu. Przydzieliłam ci również do pomocy Leanne. Jest bardzo skryta, jednak drzemie w niej ogromny potencjał. Mam nadzieję, że sobie poradzicie.
- W porządku więc. Kiedy mam się tam udać?
- Za godzinkę powinieneś stawić się przy zewnętrznej bramie. Zawiezie was Smith.
- Niech będzie. A, i jeszcze jedno pytanko do pani. Wie pani może, w którym miejscu szkoły znajduje się rocznikowa fotografia mojej mamy?
- Na najwyższym piętrze w prawym skrzydle.
- Dziękuję bardzo - powiedziałem, po czym starałem się zapamiętać owe miejsce, aby po wykonaniu zadania się tam udać.
Ciekaw jestem tej całej Leanne. Jak dotąd jej nie spotkałem. Czy będzie jedną z jędzowatych, wrednych czarownic, udających iż wiedzą wszystko o wszystkim, czy może jednak okaże się całkiem przyjazna? Meh, co ja się zamyślam. Najprawdopodobniej po wykonaniu zadania nawet nie zamienimy ze sobą słowa. Tak, to bardzo prawdopodobne.
Przyszedłem w ustalone miejsce dziesięć minut wcześniej. Zawsze staram się być punktualny. Stanąłem, opierając się o drzewo i wpatrując w gmach budynku. Jest naprawdę ogromny, a przy tym pięknie zachowany. Otacza go wysoki, kamienny mur, najprawdopodobniej zaczarowany. Czuję bijącą od niego moc.
Spojrzałem na zegarek. Zbliża się zaplanowana godzina. Nagle, dostrzegłem białowłosą piękność wychodzącą z budynku, którą spotkałem przed laty na łące. Widziałem, jak zbliża się do mnie niepewnym krokiem. Nie rozpoznała mnie. Dostrzegłem to w jej oczach. Miała na sobie zwiewną, ciemną sukienkę. Wiatr plątał jej długie, gęste włosy, momentami zasłaniając jej widok. Aby nie przestraszyć jej swoim wpatrywaniem się w jej osobę, odwróciłem wzrok. Poczekałem, aż podejdzie.
- To ty jesteś Falfann, tak? - zapytała niepewnie.
- We własnej osobie. Cóż za piękne imię, Leanne. Niemalże równie piękne, jak jego właścicielka - starałem się ją skomplementować.
Zarumieniła się, po czym podziękowała. Po krótkiej chwili podjechał do nas Smith. Pozwoliłem jej usiąść na przednim miejscu, pomimo jej oporów. Zająłem miejsce z tyłu. Całą drogę wpatrywałem się w jej odbicie w szybie...
< Leanne? >
Z początku nie mogłem się dopatrzyć na fotografii mojej mamy, jednak ta wskazała mi siebie palcem. Miała bujne, kasztanowe włosy. Odziana była w czarną szatę z koronkowymi zakończeniami. Uśmiechała się, obejmując inną towarzyszkę z fotografii. Gdy chciałem o nią spytać, ta przerwała mi jednak. Powiedziała, iż w przyszłym tygodniu powinienem udać się do akademii. Położyła mi rękę na ramieniu i dodała, że jej moce z dnia na dzień wyczerpują się, a ja powinienem być pod czujnym okiem nauczycieli. Zgodziłem się.
Teraz, błąkam się korytarzem, szukając rocznikowej fotografii mamy. Chcę dokładniej przyjrzeć się dziewczynie, którą obejmowała. Pragnę dowiedzieć się, dlaczego nigdy nie pojawiła się w naszym domu, z jakiego powodu mama nie chciała o niej wspominać.
- Falf, dyrka prosi cię do siebie. Ponoć to pilne - powiedziała, wyrywając mnie z zamyśleń jakaś osoba z klasy. Nawet nie znałem jej imienia.
- Dobrze więc. Już idę - odpowiedziałem, po czym udałem się w kierunku właściwego gabinetu.
Stojąc przed drzwiami, zapukałem dwa razy, po czym pociągnąłem za klamkę. Średniego wzrostu kobieta siedziała na fotelu składając ręce.
- Dzień dobry. Wzywała mnie pani - powiedziałem, zamykając za sobą drzwi.
- Tak, wzywałam. Proszę, usiądź... Sprawa wygląda następująco - zaczęła wypowiedź - były małe problemy z dostawą zaopatrzenia dla naszej szkoły, utknęły w Cartelline. Chodzi głównie o różne pokrowce, strzały i tak dalej. Jako, iż jesteś jednym z bardziej zaufanych uczniów naszej akademii, bowiem twoja mama również tutaj uczęszczała, pomyślałam iż idealnie sprawdzisz się w tym zadaniu. Przydzieliłam ci również do pomocy Leanne. Jest bardzo skryta, jednak drzemie w niej ogromny potencjał. Mam nadzieję, że sobie poradzicie.
- W porządku więc. Kiedy mam się tam udać?
- Za godzinkę powinieneś stawić się przy zewnętrznej bramie. Zawiezie was Smith.
- Niech będzie. A, i jeszcze jedno pytanko do pani. Wie pani może, w którym miejscu szkoły znajduje się rocznikowa fotografia mojej mamy?
- Na najwyższym piętrze w prawym skrzydle.
- Dziękuję bardzo - powiedziałem, po czym starałem się zapamiętać owe miejsce, aby po wykonaniu zadania się tam udać.
Ciekaw jestem tej całej Leanne. Jak dotąd jej nie spotkałem. Czy będzie jedną z jędzowatych, wrednych czarownic, udających iż wiedzą wszystko o wszystkim, czy może jednak okaże się całkiem przyjazna? Meh, co ja się zamyślam. Najprawdopodobniej po wykonaniu zadania nawet nie zamienimy ze sobą słowa. Tak, to bardzo prawdopodobne.
Przyszedłem w ustalone miejsce dziesięć minut wcześniej. Zawsze staram się być punktualny. Stanąłem, opierając się o drzewo i wpatrując w gmach budynku. Jest naprawdę ogromny, a przy tym pięknie zachowany. Otacza go wysoki, kamienny mur, najprawdopodobniej zaczarowany. Czuję bijącą od niego moc.
Spojrzałem na zegarek. Zbliża się zaplanowana godzina. Nagle, dostrzegłem białowłosą piękność wychodzącą z budynku, którą spotkałem przed laty na łące. Widziałem, jak zbliża się do mnie niepewnym krokiem. Nie rozpoznała mnie. Dostrzegłem to w jej oczach. Miała na sobie zwiewną, ciemną sukienkę. Wiatr plątał jej długie, gęste włosy, momentami zasłaniając jej widok. Aby nie przestraszyć jej swoim wpatrywaniem się w jej osobę, odwróciłem wzrok. Poczekałem, aż podejdzie.
- To ty jesteś Falfann, tak? - zapytała niepewnie.
- We własnej osobie. Cóż za piękne imię, Leanne. Niemalże równie piękne, jak jego właścicielka - starałem się ją skomplementować.
Zarumieniła się, po czym podziękowała. Po krótkiej chwili podjechał do nas Smith. Pozwoliłem jej usiąść na przednim miejscu, pomimo jej oporów. Zająłem miejsce z tyłu. Całą drogę wpatrywałem się w jej odbicie w szybie...
< Leanne? >
12.06.2018
Lepiej już było żyć w szarości, niż zostać pochłoniętym przez ciemność.
Głos: The kill
Imię i nazwisko: Falfann Marloe/Morroise.
Pseudonim: Przeklęty, Mor, Czarnoksiężnik, Falf.
Wiek: 20 lat.
Płeć: Mężczyzna.
Gatunek: Człowiek.
Moce: Władanie czarną magią.
Zdolności:
♦lewitacja (Morroise)♦
♦wysysanie wszelkiej chęci do życia z ofiary (Morroise)♦
♦tworzenie mrocznych cieni♦
♦poruszanie przedmiotami siłą umysłu♦
♦zaklinanie dowolnych obiektów♦
♦tworzenie morderczych cieni (Morroise)♦
♦rozerwanie ofiary na strzępki skupiając na niej potęgę mrocznej energii (Morroise)♦
Stopień zaawansowania: II.
Punkty: 25 pkt.
Punkty: 25 pkt.
Broń: Zaklęta, mroczna różdżka przypominająca swym kształtem mieczyk.
Moce broni: Jest w stanie napełniać mroczną energią ludzi oraz przedmioty. Przy najwyższym stopniu zaawansowania może wyrwać dowolnej osobie duszę z jej ciała i pochłonąć ją.
Drużyna: Brak.
Orientacja: Hetero.
Partner: Usilnie próbuje odnaleźć białowłosą piękność. Nikogo innego nie pragnie.
Cytat: Lepiej już było żyć w szarości, niż zostać pochłoniętym przez ciemność.
Rodzina: Jego ojciec jest posiwiałym kowalem, matka młodą tkaczką, potajemnie praktykującą czarną magię. Ma młodszą siostrę Eilee, o którą każdego dnia stara się dbać najbardziej, jak potrafi.
Cel: Jego celem jest osiągnięcie najwyższego poziomu, aby uśpić drzemiące w nim zło. Nie musiałby już bowiem nosić amuletu, który w każdej chwili może zostać mu zdjęty.
Aparycja: Falfann jest wysokim, wychudzonym chłopcem. Ma krótkie, czarne włosy z grzywką zasłaniającą całe czoło. Jego oczy są ciemnej barwy, jednak gdy się zdenerwuje, zmieniają się na kolor krwistoczerwony. Zazwyczaj ubiera się w ciemne ubrania, aby nie zwracać na siebie większej uwagi. Brakuje mu masy mięśniowej, czego mimo wszystko nie uznaje jako wadę. Na lewej dłoni ma znamię, które kształtem przypomina postrzępione, przepołowione serce. Miał je już od urodzenia.
Charakter: Falfann jest zamkniętym w sobie, odosobnionym chłopcem. Odsunął się od ludzi, gdyż bał się, iż pewnego dnia skrzywdzi kogoś, na kim mu naprawdę zależy. Jest typem obserwatora. Stara się być miłym i dobrym dla innych, jednak nie nawiązuje nowych znajomości. Zazwyczaj jest spokojny, ciężko wyprowadzić go z równowagi. Jednak jeśli komuś się to uda, bywa nieobliczalny. Dręczą go wyrzuty sumienia. Przez to rzadko się uśmiecha. Jest dobrym synem i troskliwym bratem. Szybko uczy się od matki, jak panować nad umiejętnościami, które posiadł. Dąży do postawionych sobie celów.
Historia: Falfann pochodził z Roughes. Był synem kowala oraz tkaczki. Mieszkał w przeciętnej chatce, niemalże nie odstawał od reszty. Był zwykłym, dziesięcioletnim chłopcem. Aż do pewnego dnia. Jego matka często zamykała się samotnie w sypialni pod pretekstem chwili dla siebie. Falfann, zaciekawiony czym mama zajmuje się w wolnym czasie, pewnego razu podglądał ją przez dziurkę od klucza. Spostrzegł, iż cały pokój pochłonął mrok. Widać było jedynie promienie światła, otaczające jego matkę. Siedziała ona na skraju łóżka i bacznie wpatrywała się w lekturę. Po chwili chłopiec zauważył, jak mama zamyka książkę i chowa ją pod łóżko. Szybko odsunął się od drzwi, aby nie zostać nakrytym i udał się do swojego pokoju. Następnego dnia nikogo nie było w domu. Ojciec pojechał do oddalonego o kilkanaście mil miasta, aby zaopatrzyć się w nowsze narzędzia. Matka poszła do klientki, aby uszyć specjalnie dobraną dla niej kreację. Falfann zaciekawiony wcześniejszymi wydarzeniami, postanowił wziąć magiczną księgę do ręki. Usiadł na podłodze, książkę ułożył przed sobą. Otworzył ją na przypadkowej stronie i odczytał losowo natrafioną zawartość półgłosem. Nagle poczuł, iż z wnętrza jego ciała na zewnątrz wydobywa się wszelki mrok, jaki miał w sobie od narodzin. Wszystkie najgorsze czyny i wspomnienia wypełniły go, wyzbywając się całkowicie jakiegokolwiek współczucia. Poczuł napływającą ku niemu potężną moc. Pragnął jedynie wykorzystać ją do złych celów. Uniósł się. Wyjrzał przez okno. Spostrzegł dzieci, taplające się wesoło w kałuży. Napełnił się nienawiścią do wszystkiego, co dobre. Zło wypełniające go było tak potężne, iż jego ciało wyzbyło się materialnej wartości. Mógł przenikać przez ściany i zrobił to. Szybko przemknął przez ścianę. Uniósł się nad dziećmi. Te widząc jego krwistoczerwone ślepia zaczęły uciekać z płaczem. On jednak, jednym gestem skręcił im kark. Porzucił bezwładne ciała i udał się do miasta, siać zniszczenie. Zatrzymała go jednak wracająca do domu matka. Widząc, czym stał się jej ukochany syn, uśpiła go. Falfann poczuł, iż traci kontrolę nad swoim ciałem. Opadł na ziemię. Matka była jednak zbyt słaba, aby całkowicie go odczarować. Zerwała ze swojej szyi katolicki krzyż. Ułożyła go obok siła i zaklęła. Napełniła go dobrocią, wszystkimi pięknymi wspomnieniami, jakie zgromadziła przez całe życie. Krzyżyk zaczął promieniować na fioletowo. Matka założyła go synowi na szyję. Ten, po krótkiej chwili wybudził się. Nadal czuł drzemiącą w sobie moc jednak wiedział, iż jest w stanie ją kontrolować. Od tamtych wydarzeń już nigdy nie zdjął z szyi amuletu. Wiedział bowiem, co wydarzy się po jego ściągnięciu. Skazany był na odwieczne wyrzuty sumienia. Bezlitośnie zamordował dwójkę niewinnych dzieci. Od tamtej pory bał się mieć własnych.
Pewnego dnia, dostrzegł na łące piękną dziewczynę, zrywającą kwiaty. Widział nieschodzący uśmiech z jej ust. Wiatr rozwiewał jej delikatne, białe włosy. Cichutko podszedł do niej i wręczył jej zaczarowaną różę. Dziewczyna uznała ją za piękną i dołączyła ją do swojego bukietu. Złapał ją za rękę. Ta jednak poczuła promieniujące od chłopaka chłód i nienawiść. Zabrała swą delikatną dłoń i zaczęła powoli się oddalać. Falfann pozwolił jej odejść, mimo iż nigdy nie zapomniał jej piękna. Nie znał nawet jej imienia...
W czym jest dobry:
♦Śpiew oraz gra na gitarze
♦Fotografia
♦Malarstwo
♦Opiekowanie się młodszą siostrą.
♦Rzucanie zaklęć.
♦Zaklinanie przedmiotów.
♦Przewidywanie pogody.
♦Bardzo szybkie pochłanianie wiedzy.
♦Medytacja.
♦Pomoc matce w kuchni.
W czym nie jest dobry:
♦Nawiązywanie kontaktu z ludźmi
♦Przemówienia do większego grona osób
♦Gotowanie
W czym nie jest dobry:
♦Nawiązywanie kontaktu z ludźmi
♦Przemówienia do większego grona osób
♦Gotowanie
Zainteresowania:
♦Pasjonuje się obserwowaniem gwiazd.
♦Czytanie książek.
♦Muzyka.
♦Pływanie.
Co lubi:
♦Nocne spacery po polnych dróżkach.
♦Naukę zaklęć.
♦Zachody słońca.
♦Śnieg i deszcz (twierdzi, iż dodają jego fotografiom naturalnego piękna).
♦Długie, lodowate kąpiele.
Czego nie lubi:
♦Natrętnych ludzi.
♦Bałaganu.
♦Alkoholu.
♦Narkotyków.
♦Zakazu używania magii.
Ciekawostki:
♦Często Morroise zachęca Falfann'a do nieodpowiednich rzeczy. Słyszą bowiem wzajemnie swoje myśli. Mogą się ze sobą komunikować.
♦Matka chłopca przypadkowo rzuciła na siebie zaklęcie wiecznej młodości, jednak przekręciła ona niektóre słowa wypowiadając je. Skutkowało to tylko wiecznie młodym wyglądem. Nie zmieni to jednak jej śmiertelnego wieku.
♦Pewnego dnia chłopiec zapytał matkę, czy wie skąd się wzięło znamię na jego ręku. Ta jednak usilnie unikała odpowiedzi, po czym wyszła z domu. Już nigdy nie wrócili do tego tematu.
♦Za młodu chłopiec marzył o zostaniu marynarzem. Pragnął żeglować po wodach mórz i oceanów i płynąć w nieznane. Odkrywać nowe wyspy. Porzucił jednak to marzenie, gdyż bał się, iż mógłby nieumyślnie wpaść do wody i stracić swój amulet. Wytworzenie bowiem nowego jest niemożliwe. Wymaga to zbyt wielkiej życzliwości.
♦Falfann mógłby nauczyć się umiejętności czytania w myślach, jednak boi się, iż podsycą one drzemiące w nim zło.
♦Gdyby Falfann umarł, dusza Morroise'a wróciłaby z powrotem do zaklętej księgi i opętała pierwszą osobę, która by ją otworzyła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
