Pamiętam dzień, w którym mama podeszła do mnie z nowiną. Miała delikatny uśmiech, jednak dostrzegłem w jej twarzy także ulgę. Opowiedziała mi o akademii, do której sama za młodu uczęszczała. Pokazała mi bardzo starą fotografię, na której dostrzegłem wiele przeróżnych czarodziei oraz czarownic. Począwszy od paskudnych, pomarszczonych wiedźm, na przepięknych, młodych damach kończąc. Widziałem wiele twarzy. Zdałem sobie sprawę, jak wiele historii przeżył każdy bądź każda z nich. Pomyślałem, jak bardzo różnią się między sobą, a mimo to razem trwają w nauce swoich zdolności.
Z początku nie mogłem się dopatrzyć na fotografii mojej mamy, jednak ta wskazała mi siebie palcem. Miała bujne, kasztanowe włosy. Odziana była w czarną szatę z koronkowymi zakończeniami. Uśmiechała się, obejmując inną towarzyszkę z fotografii. Gdy chciałem o nią spytać, ta przerwała mi jednak. Powiedziała, iż w przyszłym tygodniu powinienem udać się do akademii. Położyła mi rękę na ramieniu i dodała, że jej moce z dnia na dzień wyczerpują się, a ja powinienem być pod czujnym okiem nauczycieli. Zgodziłem się.
Teraz, błąkam się korytarzem, szukając rocznikowej fotografii mamy. Chcę dokładniej przyjrzeć się dziewczynie, którą obejmowała. Pragnę dowiedzieć się, dlaczego nigdy nie pojawiła się w naszym domu, z jakiego powodu mama nie chciała o niej wspominać.
- Falf, dyrka prosi cię do siebie. Ponoć to pilne - powiedziała, wyrywając mnie z zamyśleń jakaś osoba z klasy. Nawet nie znałem jej imienia.
- Dobrze więc. Już idę - odpowiedziałem, po czym udałem się w kierunku właściwego gabinetu.
Stojąc przed drzwiami, zapukałem dwa razy, po czym pociągnąłem za klamkę. Średniego wzrostu kobieta siedziała na fotelu składając ręce.
- Dzień dobry. Wzywała mnie pani - powiedziałem, zamykając za sobą drzwi.
- Tak, wzywałam. Proszę, usiądź... Sprawa wygląda następująco - zaczęła wypowiedź - były małe problemy z dostawą zaopatrzenia dla naszej szkoły, utknęły w Cartelline. Chodzi głównie o różne pokrowce, strzały i tak dalej. Jako, iż jesteś jednym z bardziej zaufanych uczniów naszej akademii, bowiem twoja mama również tutaj uczęszczała, pomyślałam iż idealnie sprawdzisz się w tym zadaniu. Przydzieliłam ci również do pomocy Leanne. Jest bardzo skryta, jednak drzemie w niej ogromny potencjał. Mam nadzieję, że sobie poradzicie.
- W porządku więc. Kiedy mam się tam udać?
- Za godzinkę powinieneś stawić się przy zewnętrznej bramie. Zawiezie was Smith.
- Niech będzie. A, i jeszcze jedno pytanko do pani. Wie pani może, w którym miejscu szkoły znajduje się rocznikowa fotografia mojej mamy?
- Na najwyższym piętrze w prawym skrzydle.
- Dziękuję bardzo - powiedziałem, po czym starałem się zapamiętać owe miejsce, aby po wykonaniu zadania się tam udać.
Ciekaw jestem tej całej Leanne. Jak dotąd jej nie spotkałem. Czy będzie jedną z jędzowatych, wrednych czarownic, udających iż wiedzą wszystko o wszystkim, czy może jednak okaże się całkiem przyjazna? Meh, co ja się zamyślam. Najprawdopodobniej po wykonaniu zadania nawet nie zamienimy ze sobą słowa. Tak, to bardzo prawdopodobne.
Przyszedłem w ustalone miejsce dziesięć minut wcześniej. Zawsze staram się być punktualny. Stanąłem, opierając się o drzewo i wpatrując w gmach budynku. Jest naprawdę ogromny, a przy tym pięknie zachowany. Otacza go wysoki, kamienny mur, najprawdopodobniej zaczarowany. Czuję bijącą od niego moc.
Spojrzałem na zegarek. Zbliża się zaplanowana godzina. Nagle, dostrzegłem białowłosą piękność wychodzącą z budynku, którą spotkałem przed laty na łące. Widziałem, jak zbliża się do mnie niepewnym krokiem. Nie rozpoznała mnie. Dostrzegłem to w jej oczach. Miała na sobie zwiewną, ciemną sukienkę. Wiatr plątał jej długie, gęste włosy, momentami zasłaniając jej widok. Aby nie przestraszyć jej swoim wpatrywaniem się w jej osobę, odwróciłem wzrok. Poczekałem, aż podejdzie.
- To ty jesteś Falfann, tak? - zapytała niepewnie.
- We własnej osobie. Cóż za piękne imię, Leanne. Niemalże równie piękne, jak jego właścicielka - starałem się ją skomplementować.
Zarumieniła się, po czym podziękowała. Po krótkiej chwili podjechał do nas Smith. Pozwoliłem jej usiąść na przednim miejscu, pomimo jej oporów. Zająłem miejsce z tyłu. Całą drogę wpatrywałem się w jej odbicie w szybie...
< Leanne? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz