20.07.2018

Od Leanne CD Falfanna

   Ostatnie co usłyszałam, to głos Falfanna, wołającego moje imię. Stwór ciągnął mnie za rękę, otoczony czarnym pyłem, przypominającym cień. Przeleciał przez okno, a ja uderzyłam przy tym w ścianę. Pojawiły mi się mroczki przed oczami, jednak blask słońca utrzymał mnie przytomną. Z mojej dłoni poleciała fala mrozu, która osłabiła potwora. Puścił mnie i upadłam na ziemię. Natychmiast wstałam, żeby zobaczyć i zaatakować oprawcę, jednak zobaczyłam tylko znikający cień.
   Zaraz potem przybiegł Falfann. Potwora ani śladu.
- Wszystko w porządku? - Podał mi rękę, ale wstałam o własnych siłach.
- Taa, widziałeś może, co to było? - Zaczęłam rozmasowywać kark.
- Nie, jedynie cień. Uciekł?
   Pokiwałam głową. Nie sądziłam, że na takim zadupiu znajdzie się jakikolwiek potwór. Może ewentualnie chochlik, ale nie ogromny cień, który atakuje ludzi. Zastanawiało mnie, jakim cudem nie było o tej żadnej wzmianki w mieście, a mieszkańcy zachowywali się, jakby nic się nie działo.
- Mam pomysł! - Krzyknął nagle Falfann, wyrywając mnie z zamyśleń. Spojrzałam na niego pytająco. - Poszukajmy czegoś na tablicy ogłoszeniowej.
- Ech, ludzie raczej posłaliby po wybrańców, niż ogłaszali problem na tablicy. Ale możemy spróbować.
   Ruszyłam za towarzyszem, tym razem zastanawiając się, jaki to potwór. Podejrzewałam strzygę lub marę, lecz nadal nie miałam wystarczających dowodów, by być pewna co do gatunku.
   Po drodze do tablicy nikogo nie spotkaliśmy. Wokół niej również nie było żywej duszy. Mimo to szybko przeglądaliśmy zgłoszenia, na przemian obserwując teren.
   Westchnęliśmy głęboko, kiedy zauważyliśmy pierwszych przechodniów pojawiających się na chodniku. Wszystko wprawiało mnie w niemiłe bóle brzucha i ciągły stan niepokoju. Dodatkowo czułam w ręce nieprzerwany skurcz. W tej, za którą złapał potwór.
   Falfann się nie śpieszył. Przeglądał te kilkanaście ogłoszeń, rozpatrując każde po kolei, jak detektyw, który szuka śladów.
- Mara albo strzyga. - Podsunęłam mu moje wnioski. - Musi być nowa, skoro nikt o niej nie wiedział. Za to nurtuje mnie ten magazyn. To przecież tam zostawiono nasze bronie. - Chodziłam w kółko i ciągnęłam przemowę - Winny może być dostawca, który wycofał się właśnie tu, oddając tę fuchę nam - dzieciakom z akademii. Nieprofesjonalne zachowanie musi mieć jakieś usprawiedliwienie. - Zerknęłam na niego przy ostatnim zdaniu, czekając na odpowiedź.

< Falfann? Możesz teraz się wykazać, ale zacznij od końca xD >

17.07.2018

Od Falfanna CD Leanne

   Podróż mijała bardzo mozolnie. Na twarzy Leanne malowało się delikatne zażenowanie. Widziałem jej niechęć do poznawania nowych osób. Postanowiłem się jej nie narzucać, lecz spróbować ją poznać. Uznałem, iż postaram się być bardziej subtelny. Mimo, iż tak bardzo hipnotyzowało mnie jej piękno...
   Po kilku chwilach dojechaliśmy do Cartelline. Dostrzegłem malutkie, postarzałe miasteczko. Na ogół o tej porze dzieci wesoło ganiały po podwórzu, ciesząc się promienną pogodą. Za szybą nie spostrzegłem jednak dzieci. Widziałem wiele przydrożnych sklepików, każdy z innymi materiałami. Spoglądałem na starsze panie. Miały klasyczne torby z zakupami. Na ich głowach znajdowały się starannie obwiązane hustki. Pamiętam, że moja babcia kiedyś taką nosiła. Nie rozstawała się z nią.
   Smith wysadził nas tuż przed magazynem. Chciałem skierować się w jego stronę, jednak Leanne podążyła w przeciwnym kierunku. Powiedziała, iż chciałaby odwiedzić sklep z ziołami. Uznałem, iż jest to idealna okazja, aby lepiej ją poznać. Poszliśmy więc. Miasteczko wyglądało na okropnie ponure. Dopiero chodząc jego ścieżkami to dostrzegłem. Na twarzach mieszkańców nie widziałem spokoju, uśmiechu bądź jakichkolwiek pozytywnych emocji. Wyczuwałem od nich wyłącznie negatywną energię, którą próbują przyćmić, nie zwracając na siebie uwagi. Nie podobało mi się to, jednak szedłem dalej, delikatnie się rozglądając. Leanne wyglądała, jakby okolica nie robiła na niej większego wrażenia.
- Hah, pierwszy raz w Cartelline? - spytała, wyciągając mnie z zamyśleń.
   Kiwnąłem głową. Spostrzegłem jej zdziwienie.
- Często tu bywasz? - zapytałem, chcąc kontynuować rozmowę.
- Dość często. Tu nie muszę słuchać pieprzenia innych uczniów. O magii i ich broniach, przechwalankach - powiedziała, widocznie rozgoryczona.
   Westchnąłem. Wiedziałem doskonale, co miała na myśli. Jednak moje miejsce, do którego uciekam przed codziennością nie znajdywało się w Cartelline. Było zupełnie gdzie indziej. Chciałem jej o nim wspomnieć, jednak ta szybkim krokiem skierowała się do jednego ze sklepów. Podążyłem za nią.
   W sklepiku wyczułem charakterystyczny zapach zielarstwa. Moja mama kiedyś często tworzyła wywary na różne choroby. Zawsze zastanawiałem się, skąd ma tak ogromną wiedzę odnośnie roślinności. Leanne doskonale wiedziała, po co przyszła. Pospiesznie zbierała rzeczy z półek. Pragnąłem pomóc jej donieść wszystkie zebrane składniki do kasy, jednak ona nie przyjmowała mojej pomocy. Była zaradna, co bardzo mnie w niej pociągało.
- Witam, to będzie sto dwadzieścia pięć - powiedział sprzedawca. Obrzuciłem ją wstrząśniętym spojrzeniem odnośnie ceny. Ta jednak nie przejęła się nim, zapłaciła za wybrane składniki, spakowała je i wyszła ze sklepu.
   Nagle na jej twarzy spostrzegłem niespodziewany niepokój. Zaczęła czujnie rozglądać się dookoła. Po krótkiej chwili jednak, dostrzegła przechodzących dookoła ludzi i westchnęła z ulgą. Nie wiem, czym spowodowana była ta nagła chwila słabości. Postanowiłem, iż zapytam się jej o to, gdy będziemy sami.
   Droga w stronę magazynu minęła nam w prawie całkowitej ciszy. Leanne wyglądała na bardzo sceptycznie nastawioną do mojej osoby. Trzymała mnie na dystans. Nie dziwiło mnie to, gdyż byłem dla niej kompletnie kimś obcym oraz musiała spędzić ze mną trochę czasu.
   Po chwili dotarliśmy do magazynu. Stanęliśmy przed jego ogromnymi drzwiami. Ciekawość zmusiła mnie, aby zapukać, jednak Leanne w porę chwyciła moją dłoń, powstrzymując mnie przed tym. Miała takie ciepłe, delikatne rączki. Nie chciałem, aby zwalniała swój uścisk. Dostrzegła to. Usłyszeliśmy dobiegające ze środka przerażające odgłosy. Okropny warkot, szelesty i trzaski.
   Nadal trzymając moją dłoń, pociągnęła mnie za sobą na tył magazynu. Szybkim ruchem wyjęła z pokrowca katanę. Używając swojej mocy, stworzyła na ziemi napis ze śniegu "Jakie masz moce?".
   Zademonstrowałem jej. Przy chwilowym skupieniu, siłą woli lekko uniosłem nad ziemią liść, który kształtem przypominał mi serce. Chyba nie dostrzegła jednak delikatnej aluzji. Stworzyłem na ścianie cień płatka śniegu, po czym lekko uniosłem się nad ziemią, aby zajrzeć przez stojące przed nami okno. W budynku panowała całkowita ciemność. W powietrzu unosiła się dusząca woń.
   Wychylając się, nie dostrzegłem jednak żadnego zagrożenia. Aby sprowokować potencjalnie będące tam zwierzę, postanowiłem stworzyć cień dorosłego mężczyzny. Kontrolowałem go, aby powoli poruszał się naprzód. Szedł wzdłuż magazynu, jednak po krótkiej chwili wąska smuga światła, która dostała się do budynku przez okno, z czasem zanikała.
   Ustawiłem cień mężczyzny przy końcu swojej widoczności, jednak nadal nie udało mi się niczego bądź nikogo sprowokować.
   Opadłem na ziemię. Za pomocą cieni stworzyłem w powietrzu napis „Musimy wejść do środka. Sądzę, iż rozdzielanie się jest fatalnym pomysłem, więc podążaj za mną. W razie, gdybyś coś zauważyła, szturchnij mnie mocno.”
   Leanne delikatnie skinęła głową. Ponownie uniosłem się ku górze, przedostając się do budynku. Dziewczyna, skupiając się chwilę, stworzyła lodowe schody, po których wtargnęła do środka. Starała się, aby każdy jej ruch był jak najcichszy.
   Musieliśmy poruszać się po omacku, aby nie zwracać na siebie uwagi. Sprawiało to co prawda wiele trudności. Szedłem jednak przed siebie. Na ziemi dostrzegałem porozrzucany asortyment akademii. Zupełnie, jakby ktoś czegoś tam szukał. Dookoła walały się wszelkiego rodzaju strzały, opancerzenie, magiczny proszek… Miałem ograniczoną widoczność, jednak po dotyku byłem w stanie niektóre rzeczy rozpoznać.
  Nagle w pomieszczeniu zapanował okrutny ziąb. Na początku pomyślałem, iż to sprawka Leanne. W końcu specjalizowała się we władaniu lodem. Jednak szybko zorientowałem się, że dziewczyna nie ma z tym nic wspólnego. Zatrzymaliśmy się. W budynku panowała bezlitosna cisza. Niedpodziewanie poczułem, iż coś przemknęło obok mnie. Przeleciało tuż obok. Odwróciłem się. Nie dostrzegłem tam Lee. Usłyszałem jedynie jej przerażony krzyk…

< Leanne? >

9.07.2018

Od Mike'a

   Od rozpoczęcia podróży nie minął dzień, a już zdawało się, że byłem na miejscu. Obszar akademii rozkładał się na ogromnych polach, otaczały ją mury, a sama powierzchnia w środku zadziwiała wielkością, gdyż wchodząc miało się wrażenie, że jest dziesięć razy większa niż na to wyglądała.
Wchodząc do środka wyminąłem mężczyznę w pojeździe, który niemal mnie nie przejechał. Nie potrafiłem się dziwić, bo ponoć nie rzucam się w oczy, mimo to było to zaskakujące. Wracając do samej akademii to - jak już mówiłem był to ogromny budynek wyglądem przypominający zamek. Był bardzo oświetlony i być może to mi w nim nie pasowało, ale mimo tego i tak ruszyłem kamienną ścieżką otulaną rządkiem kolorowych drzewek i fontanną, aż w końcu znalazłem się w środku. 
   Po wejściu także zwróciłem uwagę na zbyt jasne światło, a co trochę mnie zaskoczyło nie zwróciłem uwagi na kobietę schodzącą ze schodów i ruszającą w moją stronę. Miałem wrażenie, że mnie również nie widziała, ponieważ oglądała się wokoło. Czegoś szukała. Chciałem zarówno się z nią przywitać jak osunąć się w cień. Jednakże zanim mogłem dokonać decyzji spojrzała prosto na mnie, prosto w moje oczy, a ja wiedziałem, że druga opcja już nie wyjdzie więc się przywitałem, a ona jakby zdziwiona moim powitaniem odpowiedziała, że wie jak mi pomóc. Oczywiście nie miałem prawa tego zrozumieć jak tylko przytaknąć i zapytać o jaką dokładnie pomoc chodziło. Jednak tym razem nie odpowiedziała, nie dała gestu, ani żadnego znaku, iż choćby zrozumiała moje słowa, a mimo tego zaczęła iść, a ja podążyłem. 
   Jak się okazało zaprowadziła mnie do recepcji i ustaliła, że mam mieć własny pokój, a do niego zaprowadzić mam się sam, co znaczyło, iż mam błądzić po całej akademii w poszukiwaniu jednego pokoju, który jak się miało okazać, jest mój. Nie spodobał mi się ten pomysł, ale miałem wrażenie, że przecież wie o co chodzi. Coś kazało mi nie pytać, po prostu pójść sobie. Z drugiej strony moja logiczna połowa nie potrafiła jeszcze przetworzyć informacji, których także wiele nie było. Skłaniało mnie to do wyboru pierwszej opcji, więc szedłem szerokim korytarzem w poszukiwaniu pokoi.      Oczywiście było tam wiele par drzwi, a mimo to żadne nie wydawały się być drzwiami pokoi mieszkalnych… Zacząłem myśleć jak ja się tu znalazłem… I czy w ogóle się tu dostałem… Czy to wystarczyło, żeby mnie tu przyjąć? Nawet niczego nie podpisałem… Niczego nie powiedziałem poza przywitaniem się. Być może zrobiłem to źle?... 
   Burza mózgów odwróciła moją uwagę - kiedy napotkałem kolejny problem, czyli koniec korytarza na rzecz rozwidlenia, przez ten fakt zacząłem iść w jedną stronę i miałem wrażenie, że idealnie trafiłem. Okazało się jednak, że jest to pokój żeński. Przed drzwiami stała krwisto czerwono włosa dziewczyna o delikatnych rysach twarzy i gładkiej jasnej cerze. Niczego nie powiedziałem i wyszedłem. Przez ponad dziesięć sekund miałem wrażenie, że skądś ją znam, a jednak moja pamięć nie powiedziała mi o niej słowa. Natomiast łatwo było zrozumieć, iż pokoje męskie są po drugiej stronie. Tam się udałem. Stojąc przed pierwszymi drzwiami musiałem się upewnić czy ten pokój jest mój i sprawdziłem klucz, który otrzymałem w recepcji. Numer na kluczu był o trzy większy niż ten na drzwiach więc szedłem dalej. Kiedy trafiłem do odpowiednich drzwi, sprawdziłem czy nie są, aby otwarte i upewniwszy się, że to właściwy pokój otworzyłem go i wszedłem. 
   Sam pokój nie wyglądał wcale źle, a nawet szczerze mi się spodobał, ponieważ wydawał się mniejszy niż mój stary pokój i o wiele, wiele czystszy. Wszystkie półki były puste, co mnie zmartwiło, ale na dobrą sprawę, chyba mogę ją zapełnić wedle własnej woli, prawda? 
   Po paru chwilach spędzonych w samotni, myśląc, usłyszałem pukanie do drzwi. Czekałem, aż zapuka drugi raz i dopiero wtedy poszedłem otworzyć. W drzwiach stała ta sama dziewczyna co wcześniej. Mimowolnie sprawiła mi uśmiech. Przedstawiła się jako Elisabeth, a ja już wiedziałem co tu robię.

Ucz się z dnia wczorajszego, żyj dniem dzisiejszym, miej nadzieję na jutro. Najważniejsze to nigdy nie przestać pytać.

Głos: All I Need.
Imię i nazwisko: Michael Maevis
Pseudonim: Mike, Trickster, Absalom.
Wiek: 21 lat.
Płeć: Mężczyzna
Gatunek: Człowiek
Moce: Ujarzmianie stworzenia - nie tyle to on ujarzmia Vis co samo Vis chce być przez niego kontrolowany. Jest to dar i równocześnie klątwa - przepowiednia zguby. Nazywa się Absalom. (więcej informacji w historii bohatera)
Zdolności:
♦Widzenie przyszłości♦
♦Znikanie i szybkie przemieszczanie się (coś a’la teleportacja)♦
♦Przyzywanie przedmiotów (broń)♦
Mike zna przyszłość przepowiedzianą przez demona, widzi odłamy mocy kierujące go w wykonywaniu ruchów tak, żeby spełniła się przepowiednia, w której Mike żyje najdłużej. Mike potrafi sprawić, że zniknie - to tak jakby przeniósł się do wymiaru Vis, jednak będąc w nim niczego nie widzi. Wchodzi w ciemność a po tym ma zawroty głowy. Demon z Vis „wspiera” go od urodzenia, niemniej jednak dopiero w wieku 14 lat zaczął to zauważać. W ciągu tych lat nauczył się z nim współgrać i jedyne co może mu uniemożliwić dojście do celu jest nieumiejętność komunikowania się z tą mocą, by otrzymać odpowiedzi na wiele pytań, które zadał.
Stopień zaawansowania: III.
Punkty: 50 pkt.
Broń: Tworzy bronie z piasku - formuje je Vis. Najczęściej bronie Vis są przydatne, niemniej jednak Mike ma wrażenie losowości przyzwanych przedmiotów.
Moce broni: Wielka niewiadoma, najczęściej to zwykłe bronie białe, rzucane i strzelające. Poza tym „twór” nie pozwoli mu umrzeć przed spełnieniem przepowiedni.
Drużyna: Brak.
Orientacja: Alloseksualny, Demiseksualny Hetero.
Partner: Aktualnie brak. Kiedyś spotkał dziewczynę, która coś do niego czuła, ale on o tym nie wiedział. Pewnego dnia odeszła, a odkąd Mike uświadomił sobie jej uczucia ma nadzieje na jej powrót. Ma nadzieję na romans z kimkolwiek. (w zasadzie to znaczy Alloseksualny w jego przypadku.)

Cytat: Ucz się z dnia wczorajszego, żyj dniem dzisiejszym, miej nadzieję na jutro. Najważniejsze to nigdy nie przestać pytać.  Rodzina:  Opisana w historii. Na ogół chwili obecnej - brak. Cel: Cel później, jest to główna część wątku fabularnego tej postaci.

Aparycja: Michaela wyróżniają białe włosy z jednym kolorowym pasemkiem - często zmienianym kolorem, oczy granatowe, tak ciemne, że z daleka wyglądają na czarne, a z bliska tak zaskakują pełnią koloru.
Jest szczupły, przeciętnej budowy. Posiada tatuaże pod lewym okiem w kształcie litery V, na lewym ramieniu - II, prawym - VII. Całą postać okala mroczna mgła, nie tyle zasłania tę postać co sprawia, że aby mu się przyjrzeć należy się skupić bo inaczej to tak jakbyśmy widzieć kogoś innego.
Jego prawe oko czasem świeci, a bardziej precyzyjnie kolor w jego oku jest bardziej skupionym odcieniem granatu - czystym ciemnym niebieskim, a Mike wtedy wydaje się być poważnie skupiony. Niemniej, nie kontroluje tego.
Ubiera się w ciemne ciuchy. Lubuje się w czarnych skórach i czarnych dżinsach. Może nosić czarny lub czarno biały pasek.

Charakter: Introwertyk, analityk-logik. Jest mało towarzyski, mówi zanim myśli, potem myśli co powiedział i żałuje, karci się myśląc, że gdyby zrobił/ powiedział coś inaczej to byłoby lepiej. Zazwyczaj ma racje - lubi ją mieć. Podczas kłótni z kimś (o ile ktoś do niego w ogóle zagada) zawsze stawia na swoje, wygra o ile wie, że wygrał lub o ile wie o rozmówcy, że nie może przegrać - wtedy Mike uznaje mu rację, nie zmienia to faktu, iż to on miał rację, ale jest dobrym kłamcą i mały blef z zasady „faktycznie mogę się mylić” nie sprawia mu problemu, niemniej jest nieprzyjemny. Na lekcji o ile wciągnie go temat i rozumie w stu procentach to jest w stanie wykrzyczeć całej klasie wszystkie odpowiedzi, z reguły jednak woli tego nie robić, ponieważ zna konsekwencje. (wciąż jednak mówi zanim myśli). Czuje głębokie zamiłowanie do rodzaju ludzkiego. Widzi piękno tam gdzie inni boją się patrzeć. Jego gust jest stanowczo odmienny od większości ludzi, a nawet jeśli miałby znaleźć kogoś o tym samym guście prawdopodobnie nie będą razem o nim rozmawiać, a sam Mike wolałby mieć znajomych o różnych specyfikacjach, charakterach oraz gustach. Jest negatywnie nastawiony na większość rzeczy, asertywny i z reguły na nie. Ma skłonności narcystyczne budzone przez ciągłe rozmowy z samym sobą i brak szansy normalnej komunikacji z rówieśnikami. Jest urodzonym zwycięzcą.
Historia: Podczas porodu uznano zgon matki. To był bardzo trudny poród. Noworodek miał przejść przez wiele operacji i przez całe życie być podłączony do aparatury, jednak kiedy lekarze wrócili , aby go zabrać ujrzeli dziecko zdrowe. Bez najmniejszego problemu oddychające, zdrowe dziecko. Zastanawiano się czy nie miała miejsca jakaś głupia pomyłka. To po prostu nie mógł być ten sam chłopczyk co przed chwilą. Co prawda nie było - jednak nikt nie potrafił tego stwierdzić, a sam problem z ledwo żywym dzieckiem okazał się przeszłością. Zamiast dochodzić do tego co zaszło łatwiej było wszystkim to zaakceptować. Uznano, że jego anioł stróż był silniejszy nawet od śmierci, która miała go odwiedzić. Dziecko nie miało ojca, ale kiedy trafiło do sierocińca, nie spędziło tam chwili, a zabrała je młoda para tryskająca szczęściem. Dziecku nadano imię Michael. Mike rósł, a rodzice „maleli” w szczęściu, jemu jednak niezliczoną ilość razy los się uśmiechnął. Przyszywana Matka zmarła kiedy dziecko skończyło 8 lat, a Ojciec niedługo po niej. Dziecku się wiodło, pomimo tego, że ludzie wokół niego umierali, on był szczęśliwy. Nie było opcji na to, aby zyskał od kogokolwiek jedzenie, drewno na opał, czyste ubrania, choćby możliwość pracy, aby móc sobie załatwić to wszystko samemu, a mimo wszystko on to wszystko dostawał. Nie wiedział dlaczego- jeszcze wtedy nie pytał. Był jak przyzwyczajone do wszystkiego zwierzątko domowe. Jednak historia jego karmiciela była krwawa, gdyż nie żywił się tym samym co on. Kiedy Michael miał 13 lat nie było w jego wiosce nikogo prócz niego i Tego. Chłopak był już na tyle dorosły, by wiedzieć, że coś się dzieje. Przestał wychodzić z pokoju, czekając na kolej jego zniknięcia, bo jak to możliwe, że tylko on jest żywy w wiosce pełnej dzieci, dorosłych i wielu stad zwierząt?
Absolutnie nic nie wydarzyło się w czasie, który był w stanie spędzić sam w pokoju bez jedzenia i picia. Minął prawie tydzień, aż w końcu musiał wyjść. Przed drzwiami miał przyszykowane mięso, owoce pieczywo i kielich wody na każdy dzień bez tego wszystkiego, ale … Nie potrafił tego zjeść nie wymiotując. Nie miał zielonego pojęcia o tym co mogło się dziać w tym czasie. Dlaczego ludzie zniknęli i dlaczego nie on, dlaczego, kto i po co zbierał dla niego pokarm i jak to jest, że nigdy go nie widział? Mike miał wiele pytań, dość dużo, by samemu wiedzieć, że na większość odpowiedzi nie ma. Na tyle dużo, aby samemu musieć to załatwić. Umiał pisać. Zaczął więc pisać listy do „karmiciela”. Na początku zadał mnóstwo durnych pytań i nie dostał odpowiedzi, miał pewność jednak, że został odczytany, ponieważ list leżał pod kolejnym kielichem wody następnego dnia- poprawiony. Większość słów została skreślona i zapisana powyżej poprawnie, z dużo ładniejszym stylem pisma i innym kolorem atramentu. W drugim liście więc poprosił o naukę. W odpowiedzi dostawał do posiłku książkę. Jedną dziennie. Mike zaczął je układać po przeczytaniu na pustych półkach w pokoju pustego domu. Jego domu. W kolejnym liście zapytał o jego imię. W odpowiedzi dostał „Ty nazywasz się Michael Maevis. Ja zwę się Absalom. Zapamiętaj te imiona. Wykorzystaj je z rozwagą.”
Po wielu latach. Po wielu długich latach nauki Michael był najmądrzejszym człowiekiem w wiosce, najbardziej oszalałym… I jedynym- jak się okazało, do czasu. Kiedy Michael miał już prawie 20 lat, zjawił się rycerz. Był to rosły mężczyzna w lśniącej zbroi na koniu. Przejeżdżał przez wioskę dolą przypadku. Po drodze, którą jechał zauważył pożar lasu. Pojechał w tę stronę i jak się okazało to była ta wioska. Na środku wioski palone było ognisko. Rozglądając się po domach nie zauważył żywej duszy. Kiedy miał już odjechać zauważył przerażającego chłopaka w drzwiach jednego z domów. Wbijał w niego wzrok tak dotkliwie, że zastanawiał się jak długo tak się gapił. Mimo strachu i instynktu wołającego „uciekaj!” zszedł z konia i podszedł w jego stronę. Bał się coraz bardziej im bliżej się znajdował, jednak nie stchórzył. Przed zadaniem pytania chłopak powiedział cichym, zachrypłym głosem „Jestem Absalom i władam tym o to miejscem. Uciekaj lub zostań i zgiń w męczarniach tego miejsca”
Rycerz był dzielny i głupi. Dość głupi, by pozostać w zastoju zamiast uciec w przerażeniu. Ostatkiem sił zaproponował, że zna miejsce gdzie mu pomogą. Opowiedział po słowie o akademii goszczącej wyjątkowe dzieci. Po ostatnim słowie umarł na miejscu rozcięty w wielu miejscach na raz, tak że każdy skrawek jego ciała w każdą stronę miał maksymalnie cal długości. Jego cząstki same trafiły w ognisko.
Kiedy Mike otworzył oczy zauważył, że nie jest w łóżku, a przed drzwiami wyjściowymi domku. Czuł się okropnie. Nie wiedział czy zaraz zemdleje, zwymiotuje, czy może oba naraz w tym samym momencie. Mimo to zaryzykował: „Absalom. Gdzie znajduje się ta akademia?” i w ten oto sposób trafił do akademii, w której został natychmiastowo przyjęty.



W czym jest dobry:
♦Dobry słuchacz
♦Kłamanie
♦Posiadanie nadludzkiego "szczęścia"  
♦Pamięć długotrwała
W czym nie jest dobry:
♦Poznawanie nowych znajomych
♦Rozmowa
♦Praca w dużym stresie
Zainteresowania: 
♦Czytanie 
♦Dyskusje (na razie ze samym sobą…) 
♦Wpatrywanie się w gwiazdy
Co lubi:
♦Robić sobie przerwy w działaniu, niemniej lubi działać.
♦Uwielbia piękno przyrody wraz z rodzajem ludzkim
♦Zwierzęta
Czego nie lubi:
♦Robić sobie przerw
♦Jeść, niemniej nie może pracować czując głód
♦Nienawidzi Absaloma - obwinia go za swoje szaleństwo, ponieważ uważa, iż wystarczałby mu czyjś głos, by był wciąż normalny, a poza tym, że Absalom istniał w jego życiu to nigdy mu się nie pokazał i nie rozmawiali
♦Nie lubi nie mieć racji
Ciekawostki:
♦Mike potrafił mówić i czytać zanim ktokolwiek go tego nauczył.
♦Jego rodzice (obie pary) zmarli zanim miał odpowiednio dużo lat, żeby w ogóle zainteresowali się jego edukacją






Głos Absaloma: WoW

5.07.2018

Od Wallace'a CD Axir

Wallace po raz pierwszy w swoim krótkim, acz barwnym życiu poczuł się tak… bezsilny. Zawsze udawało im się we dwójkę obrócić każdą sytuację na swoją korzyść, dostosować rzeczywistość do własnych potrzeb. Teraz jednak było odwrotnie. Wybór był tylko pozorem, a oni musieli tańczyć pod tango Luny Frigo. Nawet, jeśli nie znali kroków i gubili rytm. W młodocianego przestępcę najmocniej uderzył przytłaczający tembr izolacji od przyjaciela. Przynajmniej wiedział, że jest cały i zdrów w całej swej niezadowolonej z obrotu spraw krasie.
Rozmowa z dyrektorką dała mu czas, by przyjrzeć się gabinetowi, po wystroju wnętrz można się dużo dowiedzieć o człowieku. Na biurku panował porządek, na widoku leżały jedynie przycisk do papieru i ich akta, żadnych zbędnych papierów, z których dwójka nietypowych gości mogłaby wyczytać coś niewłaściwego, pełen profesjonalizm zmieszany z ostrożnością. Koło masywnego mebla stała pokaźna żerdź na której spokojnie siedział pokaźny sokół, który z ludzką niemal ciekawością przyglądał im się i jakby oceniał, czy zaatakować ich teraz, czy może gdy jego pani tego zechce, Wallace nie był wielbicielem ptaków, większość napotkanych przedstawicieli ptasiego rodu służyła mu za przekąskę, toteż i do tego nie zapałał sympatią. Innym ciekawym i nietypowym elementem wystroju były zdobiące ścianę trofea myśliwskie, pokaźne poroża, czy łby warchlaków z pustymi, martwymi oczami, wąż podejrzewał, że były to zdobycze dyrektorki, wyraźnie lubiła kolekcjonować owoce polowań, tak, jak teraz do jej kolekcji trafiło niezwykłe duo.
Pochłonięty obserwacjami pozornie tylko zdawał się ignorować rozmowę, sporadycznie się tylko wtrącając. Chłonął jednak każde słowo, każdy gest i każdy grymas rozmówczyni. Ton jej głosu był opanowany, a pytania uporządkowane podobnie jak biurko, nie dała im żadnych informacji, które mogliby wykorzystać inaczej, niż ona tego pragnęła. Suche fakty i polecenia. Powieka jej nawet nie drgnęła, gdy wspominała o leczeniu, ale za to caulis poczuł wstrząsający nim nieprzyjemny dreszcz. Leczenie? Nie potrzebował go. Był całkowicie zdrowy! Piętrzący się wewnątrz niego bunt zupełnie zakrył przed nim jego uzależnienie od narkotyków, których brak zaczynał powoli odczuwać.
Nie zdążył jednak wyrazić swojego protestu inaczej, niż tylko przez wściekłe spojrzenie, ponieważ obu wyprowadzono do skrzydła mieszkalnego. Zła wiadomość była taka, że pokoje mieli osobne (co było jednocześnie logicznym posunięciem znając kartotekę obu panów, jednak Wallace obecnie daleki był od dopuszczania do siebie spraw podlegających logice), dobra, że de facto byli sąsiadami, pokoje znajdowały się dokładnie naprzeciw siebie, nawet tytanowe ściany nie zagłuszyłyby umiejętności telepatycznych Axira na takiej odległości; świadomość ta pocieszała skazańca. Rozejrzał się po jego nowym “domu”. Tak, jak się spodziewał, były tu wszelkie zabezpieczenia mające zapobiec ucieczce, zaklął pod nosem i wykonał w stronę zamkniętych na głucho drzwi obelżywy gest mający zachęcić adresata do prokreacji z własną matką. Przyjrzał się kratom w oknach, zastanawiając się, czy udałoby mu się je stopić, nie znał jednak materiału z jakiego je wykonano. Na prostym biurku pozostawiono plan lekcji na przyszłe dni, pomoce naukowe oraz pary ubrań w różnych rozmiarach. Na tych ostatnich leżał mały liścik, z którego treści wynikało, że ma wybrać swój rozmiar i przygotować się do wspólnej kolacji z innymi uczniami, ponieważ mimo nietypowych okoliczności ich przyjęcia, to jednak nie podlegają specjalnych luksusom i nikt nie będzie im nosił śniadania do łóżka. A szkoda…
Wykonując polecenie cierpliwie czekał na jakiś znak on przyjaciela w niedoli.

<Jakoś żyje się po trochu, Axir>

22.06.2018

Aktualizacja!

Została zaktualizowana strona "Lekcje i nauczyciele", gdzie niektórzy nauczyciele dostali moce. Powstał również nowy punkt regulaminu, który miał być już dawno, jednak kompletnie gdzieś się zapodział.

8. W każdej chwili możesz zmienić swój formularz w punktach: co lubi/nie lubi, ciekawostki, pseudonim, zainteresowania, w czym jest dobry/nie dobry, zdolności. Dopuszczam takie zmiany, ponieważ każdemu mogą pojawić się nowe upodobania i nowe zdolności, których nauczył się w akademii.

W związku z tym punktem (oraz jeszcze jedną rzeczą) zaktualizował się formularz Leanne. Lee miała 2 różne historie, które były spowodowane błędem w zapisie posta. Teraz dobra historia jest na każdej stronie z jej kartą postaci.
Wy również możecie nieco zmienić swoje formularze. Do usłyszenia.

szablon wykonany przez oreuis
szablon wykonany przez oreuis