Ostatnie co usłyszałam, to głos Falfanna, wołającego moje imię. Stwór ciągnął mnie za rękę, otoczony czarnym pyłem, przypominającym cień. Przeleciał przez okno, a ja uderzyłam przy tym w ścianę. Pojawiły mi się mroczki przed oczami, jednak blask słońca utrzymał mnie przytomną. Z mojej dłoni poleciała fala mrozu, która osłabiła potwora. Puścił mnie i upadłam na ziemię. Natychmiast wstałam, żeby zobaczyć i zaatakować oprawcę, jednak zobaczyłam tylko znikający cień.
Zaraz potem przybiegł Falfann. Potwora ani śladu.
- Wszystko w porządku? - Podał mi rękę, ale wstałam o własnych siłach.
- Taa, widziałeś może, co to było? - Zaczęłam rozmasowywać kark.
- Nie, jedynie cień. Uciekł?
Pokiwałam głową. Nie sądziłam, że na takim zadupiu znajdzie się jakikolwiek potwór. Może ewentualnie chochlik, ale nie ogromny cień, który atakuje ludzi. Zastanawiało mnie, jakim cudem nie było o tej żadnej wzmianki w mieście, a mieszkańcy zachowywali się, jakby nic się nie działo.
- Mam pomysł! - Krzyknął nagle Falfann, wyrywając mnie z zamyśleń. Spojrzałam na niego pytająco. - Poszukajmy czegoś na tablicy ogłoszeniowej.
- Ech, ludzie raczej posłaliby po wybrańców, niż ogłaszali problem na tablicy. Ale możemy spróbować.
Ruszyłam za towarzyszem, tym razem zastanawiając się, jaki to potwór. Podejrzewałam strzygę lub marę, lecz nadal nie miałam wystarczających dowodów, by być pewna co do gatunku.
Po drodze do tablicy nikogo nie spotkaliśmy. Wokół niej również nie było żywej duszy. Mimo to szybko przeglądaliśmy zgłoszenia, na przemian obserwując teren.
Westchnęliśmy głęboko, kiedy zauważyliśmy pierwszych przechodniów pojawiających się na chodniku. Wszystko wprawiało mnie w niemiłe bóle brzucha i ciągły stan niepokoju. Dodatkowo czułam w ręce nieprzerwany skurcz. W tej, za którą złapał potwór.
Falfann się nie śpieszył. Przeglądał te kilkanaście ogłoszeń, rozpatrując każde po kolei, jak detektyw, który szuka śladów.
- Mara albo strzyga. - Podsunęłam mu moje wnioski. - Musi być nowa, skoro nikt o niej nie wiedział. Za to nurtuje mnie ten magazyn. To przecież tam zostawiono nasze bronie. - Chodziłam w kółko i ciągnęłam przemowę - Winny może być dostawca, który wycofał się właśnie tu, oddając tę fuchę nam - dzieciakom z akademii. Nieprofesjonalne zachowanie musi mieć jakieś usprawiedliwienie. - Zerknęłam na niego przy ostatnim zdaniu, czekając na odpowiedź.
< Falfann? Możesz teraz się wykazać, ale zacznij od końca xD >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz