17.07.2018

Od Falfanna CD Leanne

   Podróż mijała bardzo mozolnie. Na twarzy Leanne malowało się delikatne zażenowanie. Widziałem jej niechęć do poznawania nowych osób. Postanowiłem się jej nie narzucać, lecz spróbować ją poznać. Uznałem, iż postaram się być bardziej subtelny. Mimo, iż tak bardzo hipnotyzowało mnie jej piękno...
   Po kilku chwilach dojechaliśmy do Cartelline. Dostrzegłem malutkie, postarzałe miasteczko. Na ogół o tej porze dzieci wesoło ganiały po podwórzu, ciesząc się promienną pogodą. Za szybą nie spostrzegłem jednak dzieci. Widziałem wiele przydrożnych sklepików, każdy z innymi materiałami. Spoglądałem na starsze panie. Miały klasyczne torby z zakupami. Na ich głowach znajdowały się starannie obwiązane hustki. Pamiętam, że moja babcia kiedyś taką nosiła. Nie rozstawała się z nią.
   Smith wysadził nas tuż przed magazynem. Chciałem skierować się w jego stronę, jednak Leanne podążyła w przeciwnym kierunku. Powiedziała, iż chciałaby odwiedzić sklep z ziołami. Uznałem, iż jest to idealna okazja, aby lepiej ją poznać. Poszliśmy więc. Miasteczko wyglądało na okropnie ponure. Dopiero chodząc jego ścieżkami to dostrzegłem. Na twarzach mieszkańców nie widziałem spokoju, uśmiechu bądź jakichkolwiek pozytywnych emocji. Wyczuwałem od nich wyłącznie negatywną energię, którą próbują przyćmić, nie zwracając na siebie uwagi. Nie podobało mi się to, jednak szedłem dalej, delikatnie się rozglądając. Leanne wyglądała, jakby okolica nie robiła na niej większego wrażenia.
- Hah, pierwszy raz w Cartelline? - spytała, wyciągając mnie z zamyśleń.
   Kiwnąłem głową. Spostrzegłem jej zdziwienie.
- Często tu bywasz? - zapytałem, chcąc kontynuować rozmowę.
- Dość często. Tu nie muszę słuchać pieprzenia innych uczniów. O magii i ich broniach, przechwalankach - powiedziała, widocznie rozgoryczona.
   Westchnąłem. Wiedziałem doskonale, co miała na myśli. Jednak moje miejsce, do którego uciekam przed codziennością nie znajdywało się w Cartelline. Było zupełnie gdzie indziej. Chciałem jej o nim wspomnieć, jednak ta szybkim krokiem skierowała się do jednego ze sklepów. Podążyłem za nią.
   W sklepiku wyczułem charakterystyczny zapach zielarstwa. Moja mama kiedyś często tworzyła wywary na różne choroby. Zawsze zastanawiałem się, skąd ma tak ogromną wiedzę odnośnie roślinności. Leanne doskonale wiedziała, po co przyszła. Pospiesznie zbierała rzeczy z półek. Pragnąłem pomóc jej donieść wszystkie zebrane składniki do kasy, jednak ona nie przyjmowała mojej pomocy. Była zaradna, co bardzo mnie w niej pociągało.
- Witam, to będzie sto dwadzieścia pięć - powiedział sprzedawca. Obrzuciłem ją wstrząśniętym spojrzeniem odnośnie ceny. Ta jednak nie przejęła się nim, zapłaciła za wybrane składniki, spakowała je i wyszła ze sklepu.
   Nagle na jej twarzy spostrzegłem niespodziewany niepokój. Zaczęła czujnie rozglądać się dookoła. Po krótkiej chwili jednak, dostrzegła przechodzących dookoła ludzi i westchnęła z ulgą. Nie wiem, czym spowodowana była ta nagła chwila słabości. Postanowiłem, iż zapytam się jej o to, gdy będziemy sami.
   Droga w stronę magazynu minęła nam w prawie całkowitej ciszy. Leanne wyglądała na bardzo sceptycznie nastawioną do mojej osoby. Trzymała mnie na dystans. Nie dziwiło mnie to, gdyż byłem dla niej kompletnie kimś obcym oraz musiała spędzić ze mną trochę czasu.
   Po chwili dotarliśmy do magazynu. Stanęliśmy przed jego ogromnymi drzwiami. Ciekawość zmusiła mnie, aby zapukać, jednak Leanne w porę chwyciła moją dłoń, powstrzymując mnie przed tym. Miała takie ciepłe, delikatne rączki. Nie chciałem, aby zwalniała swój uścisk. Dostrzegła to. Usłyszeliśmy dobiegające ze środka przerażające odgłosy. Okropny warkot, szelesty i trzaski.
   Nadal trzymając moją dłoń, pociągnęła mnie za sobą na tył magazynu. Szybkim ruchem wyjęła z pokrowca katanę. Używając swojej mocy, stworzyła na ziemi napis ze śniegu "Jakie masz moce?".
   Zademonstrowałem jej. Przy chwilowym skupieniu, siłą woli lekko uniosłem nad ziemią liść, który kształtem przypominał mi serce. Chyba nie dostrzegła jednak delikatnej aluzji. Stworzyłem na ścianie cień płatka śniegu, po czym lekko uniosłem się nad ziemią, aby zajrzeć przez stojące przed nami okno. W budynku panowała całkowita ciemność. W powietrzu unosiła się dusząca woń.
   Wychylając się, nie dostrzegłem jednak żadnego zagrożenia. Aby sprowokować potencjalnie będące tam zwierzę, postanowiłem stworzyć cień dorosłego mężczyzny. Kontrolowałem go, aby powoli poruszał się naprzód. Szedł wzdłuż magazynu, jednak po krótkiej chwili wąska smuga światła, która dostała się do budynku przez okno, z czasem zanikała.
   Ustawiłem cień mężczyzny przy końcu swojej widoczności, jednak nadal nie udało mi się niczego bądź nikogo sprowokować.
   Opadłem na ziemię. Za pomocą cieni stworzyłem w powietrzu napis „Musimy wejść do środka. Sądzę, iż rozdzielanie się jest fatalnym pomysłem, więc podążaj za mną. W razie, gdybyś coś zauważyła, szturchnij mnie mocno.”
   Leanne delikatnie skinęła głową. Ponownie uniosłem się ku górze, przedostając się do budynku. Dziewczyna, skupiając się chwilę, stworzyła lodowe schody, po których wtargnęła do środka. Starała się, aby każdy jej ruch był jak najcichszy.
   Musieliśmy poruszać się po omacku, aby nie zwracać na siebie uwagi. Sprawiało to co prawda wiele trudności. Szedłem jednak przed siebie. Na ziemi dostrzegałem porozrzucany asortyment akademii. Zupełnie, jakby ktoś czegoś tam szukał. Dookoła walały się wszelkiego rodzaju strzały, opancerzenie, magiczny proszek… Miałem ograniczoną widoczność, jednak po dotyku byłem w stanie niektóre rzeczy rozpoznać.
  Nagle w pomieszczeniu zapanował okrutny ziąb. Na początku pomyślałem, iż to sprawka Leanne. W końcu specjalizowała się we władaniu lodem. Jednak szybko zorientowałem się, że dziewczyna nie ma z tym nic wspólnego. Zatrzymaliśmy się. W budynku panowała bezlitosna cisza. Niedpodziewanie poczułem, iż coś przemknęło obok mnie. Przeleciało tuż obok. Odwróciłem się. Nie dostrzegłem tam Lee. Usłyszałem jedynie jej przerażony krzyk…

< Leanne? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

szablon wykonany przez oreuis
szablon wykonany przez oreuis