9.07.2018

Od Mike'a

   Od rozpoczęcia podróży nie minął dzień, a już zdawało się, że byłem na miejscu. Obszar akademii rozkładał się na ogromnych polach, otaczały ją mury, a sama powierzchnia w środku zadziwiała wielkością, gdyż wchodząc miało się wrażenie, że jest dziesięć razy większa niż na to wyglądała.
Wchodząc do środka wyminąłem mężczyznę w pojeździe, który niemal mnie nie przejechał. Nie potrafiłem się dziwić, bo ponoć nie rzucam się w oczy, mimo to było to zaskakujące. Wracając do samej akademii to - jak już mówiłem był to ogromny budynek wyglądem przypominający zamek. Był bardzo oświetlony i być może to mi w nim nie pasowało, ale mimo tego i tak ruszyłem kamienną ścieżką otulaną rządkiem kolorowych drzewek i fontanną, aż w końcu znalazłem się w środku. 
   Po wejściu także zwróciłem uwagę na zbyt jasne światło, a co trochę mnie zaskoczyło nie zwróciłem uwagi na kobietę schodzącą ze schodów i ruszającą w moją stronę. Miałem wrażenie, że mnie również nie widziała, ponieważ oglądała się wokoło. Czegoś szukała. Chciałem zarówno się z nią przywitać jak osunąć się w cień. Jednakże zanim mogłem dokonać decyzji spojrzała prosto na mnie, prosto w moje oczy, a ja wiedziałem, że druga opcja już nie wyjdzie więc się przywitałem, a ona jakby zdziwiona moim powitaniem odpowiedziała, że wie jak mi pomóc. Oczywiście nie miałem prawa tego zrozumieć jak tylko przytaknąć i zapytać o jaką dokładnie pomoc chodziło. Jednak tym razem nie odpowiedziała, nie dała gestu, ani żadnego znaku, iż choćby zrozumiała moje słowa, a mimo tego zaczęła iść, a ja podążyłem. 
   Jak się okazało zaprowadziła mnie do recepcji i ustaliła, że mam mieć własny pokój, a do niego zaprowadzić mam się sam, co znaczyło, iż mam błądzić po całej akademii w poszukiwaniu jednego pokoju, który jak się miało okazać, jest mój. Nie spodobał mi się ten pomysł, ale miałem wrażenie, że przecież wie o co chodzi. Coś kazało mi nie pytać, po prostu pójść sobie. Z drugiej strony moja logiczna połowa nie potrafiła jeszcze przetworzyć informacji, których także wiele nie było. Skłaniało mnie to do wyboru pierwszej opcji, więc szedłem szerokim korytarzem w poszukiwaniu pokoi.      Oczywiście było tam wiele par drzwi, a mimo to żadne nie wydawały się być drzwiami pokoi mieszkalnych… Zacząłem myśleć jak ja się tu znalazłem… I czy w ogóle się tu dostałem… Czy to wystarczyło, żeby mnie tu przyjąć? Nawet niczego nie podpisałem… Niczego nie powiedziałem poza przywitaniem się. Być może zrobiłem to źle?... 
   Burza mózgów odwróciła moją uwagę - kiedy napotkałem kolejny problem, czyli koniec korytarza na rzecz rozwidlenia, przez ten fakt zacząłem iść w jedną stronę i miałem wrażenie, że idealnie trafiłem. Okazało się jednak, że jest to pokój żeński. Przed drzwiami stała krwisto czerwono włosa dziewczyna o delikatnych rysach twarzy i gładkiej jasnej cerze. Niczego nie powiedziałem i wyszedłem. Przez ponad dziesięć sekund miałem wrażenie, że skądś ją znam, a jednak moja pamięć nie powiedziała mi o niej słowa. Natomiast łatwo było zrozumieć, iż pokoje męskie są po drugiej stronie. Tam się udałem. Stojąc przed pierwszymi drzwiami musiałem się upewnić czy ten pokój jest mój i sprawdziłem klucz, który otrzymałem w recepcji. Numer na kluczu był o trzy większy niż ten na drzwiach więc szedłem dalej. Kiedy trafiłem do odpowiednich drzwi, sprawdziłem czy nie są, aby otwarte i upewniwszy się, że to właściwy pokój otworzyłem go i wszedłem. 
   Sam pokój nie wyglądał wcale źle, a nawet szczerze mi się spodobał, ponieważ wydawał się mniejszy niż mój stary pokój i o wiele, wiele czystszy. Wszystkie półki były puste, co mnie zmartwiło, ale na dobrą sprawę, chyba mogę ją zapełnić wedle własnej woli, prawda? 
   Po paru chwilach spędzonych w samotni, myśląc, usłyszałem pukanie do drzwi. Czekałem, aż zapuka drugi raz i dopiero wtedy poszedłem otworzyć. W drzwiach stała ta sama dziewczyna co wcześniej. Mimowolnie sprawiła mi uśmiech. Przedstawiła się jako Elisabeth, a ja już wiedziałem co tu robię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

szablon wykonany przez oreuis
szablon wykonany przez oreuis