19.06.2018

Od Leanne CD. Falfann

   Siedziałam na przednim siedzeniu, opierając głowę o szybę. Atmosfera, którą stworzył ten Falfann była coraz bardziej napięta. Może i na początku się zarumieniłam, ale uczucia przeszły w rozdrażnienie. Przez to całą drogę spędziliśmy w ciszy. Jeśli ciszą można nazwać chargot silnika.
   Po dojechaniu do Cartelline i wyjściu z auta, Smith oświadczył, że pojedzie zaparkować w cieniu. Wysadził nas dosłownie przy magazynie, gdzie zostały materiały.
   Poprawiłam swoją pokrowiec z kataną na plecach. Bez niej nigdzie się nie ruszam, nawet do takiego miasta, jak Cartelline. Widziałam, że Falfann również ma broń.
- To jak, idziemy? - Zaczął mój towarzysz, wskazując palcem na magazyn. Pokręciłam przecząco głową.
- Mam tu coś do załatwienia. Niedaleko jest sklep z ziołami, muszę tam coś kupić. Czekasz tu czy idziesz ze mną? - Skrzyżowałam ręce.
- Mogę iść. - Powiedział i ruszyliśmy. - Tylko pamiętaj, że zabronione jest tworzenie własnych mikstur w akademii.
- Taa. To tylko zioła - rumianek, skrzyp i inne bzdety.
   Sklep z ziołami był niedaleko. Znałam Cartelline, bowiem często, odkąd dołączyłam do akademii, wybierałam się do tego miasta na zwiedzanie. Tu nie pałętali się uczniowie, którzy w każdej chwili próbowali do ciebie zagadać. Cartelline było miastem starszych ludzi. Wieśniaki uprawiali tu pola i rzadko mieli pieniądze na utrzymanie dzieci. A handlarze byli w ciągłej podróży, więc jak tu spłodzić potomstwo?
   Mój cel znajdował się obok pokaźnej fontanny w centrum miasta. Otaczały ją kamienice z różnymi restauracjami i sklepikami. Widziałam, jak Falfann rozglądał się naokoło, podziwiając ilość sklepów.
- Hah, pierwszy raz w Cartelline? - Spytałam. Pokiwał głową.
- Często tu bywasz? - Widząc, że w końcu się odezwałam, postanowił kontynuować rozmowę.
- Dość często. Tu nie muszę słuchać pieprzenia innych uczniów. O magii i ich broniach, przechwalankach.
   Falfann westchnął. Potem próbował jeszcze coś powiedzieć, ale dotarliśmy do sklepu i pośpiesznie weszłam do środka. Nie miałam ochoty na rozmowę, tym bardziej, że byłam pewna, że nasze drogi rozejdą się po tym, jak wrócimy z dostawą.
   Oglądałam powoli półki z składnikami. Pierwszy wzięłam krwawnik, potem ostropest, aż w końcu trzymałam w rękach siedem torebek z ziołami. Falfann co chwilę podchodził do mnie, by złapać ewentualne rzeczy, ale wszystko doniosłam do kasy.
- Witam, to będzie sto dwadzieścia pięć. - Powiedział sprzedawca. Falfann popatrzył na mnie wzrokiem mówiącym "ile?!", jednak nie zwróciłam na to uwagi. Tu sprzedawali tylko czyste zioła, hodowane obok magicznej dżungli w Sahnete.
   Dałam gotówkę kasjerowi i wyszliśmy do sklepu. Pierwszym, co przyciągnęło moją uwagę, była wroga cisza. Rozejrzałam się po placu, jednak mój niepokój zaraz rozwiały grupki ludzi przechadzające się po mieście.
    Uśmiechnęłam się lekko, zawiedziona moim zaniepokojeniem.
- Chodźmy już - Rzuciłam lakonicznie.

~~~

   Po dotarciu do magazynu, ta cisza magicznie się pojawiła. Cóż, mogłam się przestać przejmować, przecież już raz się zawiodłam. Jednak teraz nie miałam zamiaru odpuścić. Czułam uczucie wrogiej siły, bijącej z wnętrza budynku.
   Falfann wystawił rękę, by zapukać, jednak szybko zatrzymałam go, łapiąc jego rękę milimetry przed drzwiami. Coś zatrzęsło się w środku i warknęło niczym wściekły pies. Wyjęłam z pokrowca katanę i gestem kazałam zrobić mu to samo.
   Nadal trzymając go za rękę (co na moje nieszczęście bardzo mu się podobało), zaprowadziłam go na tył domu do jedynego okna. Chciałam zobaczyć, z czym mamy do czynienia.
   Wiedząc, że musimy być cicho, namalowałam śniegiem na ziemi napis.
"Jakie masz moce?"
   Chłopak uniósł listek z ziemi, po czym stworzył na ścianie cień przypominający płatek śniegu. Na końcu delikatnie uniósł się nad ziemią. Zrozumiałam. Będzie dobrą pomocą.
   Pokazałam palcem okno. Teraz tylko musimy sprawdzić, co czai się w magazynie.

< Falfann? >
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

szablon wykonany przez oreuis
szablon wykonany przez oreuis