W Bhureshce postawiono ich przed jasnym wyborem, skorzystać z “zaproszenia” Luny Frigo, albo spędzić lata, jeśli nie całe życie w więzieniu, w osobnych celach, gdzie jedynym urozmaiceniem codziennej rutyny jest wizyta na spacerniaku. Chroniło ich tylko to, że byli Wybrańcami Visu, inaczej potraktowano by ich jak zwykłych przestępców. Znacznie lepszym wyborem było pozostać pod kontrolą, niż pod kontrolą i w zamknięciu.
Jadąc więziennymi wagonami do Akademii, Wallace chyba pierwszy raz odczuł taką samotność. Nie był przyzwyczajony do obcowania w ciszy z samym sobą. Co prawda nie do końca był sam, w przeznaczonym dla niego wagonie znajdowali się strażnicy, ale ci oczywiście nie byli skorzy do rozmów. Wells całe swoje życie był otoczony ludźmi, hałasem i nieustającym ruchem, w dzieciństwie w jego domu nigdy nie mógł liczyć na samotność, potem żyjąc jako domowy wąż zawsze mógł liczyć na obecność Axira, a po wydarzeniach w szpitalu mógł na niego liczyć aż do końca. Odosobnienie było mu obce, ten pozorny spokój go przytłaczał. Nieprzyjazne spojrzenia milczących dozorców potęgowały tylko negatywne odczucia. Wielu ludziom nie podobało się, że złapani zamiast do aresztu trafiają do szkoły, idea reformacji nie przemawiała do wszystkich. Sam zaklinacz w nią nie wierzył.
Odzwierzęcy, wewnętrzny instynkt kazał zwinąć mu się w małą kulkę, albo zakopać w ziemi. Kopać tak głęboko, aż będzie się czuł bezpiecznie. Oczywiście niemożliwym było wykonanie jakiejkolwiek z tych akcji, nawet, jeśli młody mężczyzna miał w zwyczaju zmieniać postać, gdy czuł się niekomfortowo.
Podróż była długa, wyczerpująca i dobijająca, pogoda również nie dopisywała, o czym przekonał się wysiadając z wagonu. Na niebie zbierały się burzowe chmury, a wokół wiał zimny, przeszywający wiatr, nie miał jednak czasu na dłuższe chłonięcie otoczenia, bo z stacji kolejowej szybko zapakowano go do samochodu. Żałował, że nie zobaczył po drodze nigdzie Axira, poczułby się choć odrobinę raźniej. Trasa przewidywała przesiadkę z pociągu w Cartelline do wozów mających zawieźć ich na tereny Akademii. Na widok z okna pojazdu również nie miał co liczyć, siedząc między dwoma barczystymi mężczyznami. Przynajmniej sama jazda nie trwała długo, zanim znaleźli się na terenach należących do Luny Frigo.
Dopiero kiedy wysadzono go przed gotyckimi murami Akademii zobaczył swojego przyjaciela. Odruchowo chciał do niego ruszyć, ale na drodze stanął mu zwalisty strażnik, który zapewne nie miałby najmniejszych oporów, by go spacyfikować, gdyby wykonał jakikolwiek podejrzany ruch. Dyrektorka już była na dziedzińcu. Stała spokojnie we wrotach, wyprostowana i paląca fajkę podobną do tej, jaką swego czasu miał ojciec Wellsa. Czekała cierpliwie na swój nowy nabytek.
< Axir? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz