Przez całą podróż próbowałem się dobić moim szóstym zmysłem do Walla, jednak wyglądało na to, że był w zupełnie innym wagonie. Znałem tego gamonia i wiedziałem, co się dzieje, gdy jest odizolowany. Tych dwóch, którzy zapewne go pilnowali, nie było zbyt gadatliwych, sądzac po tych, którzy dotrzymywali mi towarzystwa.
Gdy nas transportowali, przyglądałem się ich twarzom. Aurom. Z jednego wyczytałem nawet przeszłość. Zostawiła go żona i córka. Tęsknił za nimi. Gdy się zatrzymaliśmy. Wzrokiem i szóstym zmysłem ponownie poszukałem Ściany, ale gdy zobaczyłem dwa samochody na betonowym zrozumiałem, że nie pozwolą nam nawet wymienić spojrzeń dopóki nie dotrzemy na miejsce.
A gdy dotarliśmy… zobaczyliśmy naszego nowego oprawcę.
Musiałem przyznać, że miejsce, które stało się naszym nowym więzieniem miało tajemniczą i ciemną aurę. Cały czas się zmieniała. Najwyraźniejsza jednak pochodziła od średniego wzrostu kobiety z fajką w ręku. Ta była mnie odrzucała. Śmierdziało fałszywą wiarą w ludzi.
Gdy wreszcie zobaczyłem Walla, ulżyło mi. Nie wyglądał tak źle, jak wtedy, gdy raz zgubiłem go w kanałach.
– Witamy… – Gdy się odezwała, zabrzmiał grom, a z nieba lunął siarczysty deszcz. Odleciałem. Obraz, który zobaczyłem pochodził z aury kobiety i nie byłem pewien, czy to była przeszłość, czy przyszłość. Ona na jakimś podeście, a ja, Wallace i paru innych, których twarzy nie znałem, staliśmy przed nią w dziwnych strojach, wyprostowani na baczność, ubrani w czerń i złoto. Wizja jak szybko się pojawiła, tak szybko zniknęła, a ja, zmoknięty i zdezorientowany, ciągnięty byłem przez korytarz przez moich nowych przyjaciół.
– Axir, do cholery! – To głos Walla. Jego przyjaciel uderzył go otwartą dłonią w tył głowy. Dyrektorka zainterweniowała:
– Przemoc nie jest tu potrzebna, proszę pana. Wszyscy wiemy, że są tu przez własne wybory.
Pewna siebie. Trudno będzie nią manipulować.
Wyrwałem się z ciężkich uścisków moich strażników. Ten, którego opuściła żona, trzymał nieco dłużej. Powstrzymaj się, Axir, może tu odnajdziesz odpowiedzi.
– Będę grzeczny. – Posłałem im czarujący uśmiech.
– Oby.
Pojawiliśmy się w gabinecie. Rzeczywiście była dyrektorką. Było wcześnie, bardzo wcześnie. Nie widziałem nawet pracowników tej budy. Oczywiście, że wzbudzilibyśmy tymi kajdankami i obstawą kontrowersje.
Chyba chciała załatwić z nami sprawy dyskretnie i szybko. Ciekawe, jakie będzie miała zdanie, jak coś tu wysadzimy. ~
«Wall, widzisz tę piękną i nudną architekturę? Nie uważasz, że fajnie by było trochę podrasować wygląd?»
Wall nie zareagował, ale jego aura rozgrzała się. Zapewne wyobraził sobie, jak to wszystko płonie. Uśmiechnąłem się dyskretnie.
Gdy stanęliśmy przy biurku naszej szefowej, ona nadal pykała swoją fajką. Ciekawiło mnie, jakiego tytoniu używała.
– Wallace Wells – zaczęła. – Piromanta. Oskarżony o wielokrotne podpalenia, nielegalny handel narkotykami, oszustwa, wyłudzenia, napaści, kradzieże i grabieże w biały dzień, poszukiwany w czterech regionach na całym Pinusie, które skutkowały wieloma okaleczeniami, w tym nieuleczalnymi niewinnych ludzi – specjalnie wyakcentowała ostatnie dwa słowa. Uśmiechnęła się, podnosząc wzrok znad jego kartoteki. – Nie wyglądasz mi na kogoś, kto myśli o konsekwencjach swoich czynów.
Wiedziałem, co teraz robi. Wybudza w nas poczucie winy za krzywdę ludzi, których nawet nie znaliśmy. Na jej nieszczęście, nie znaliśmy czegoś takiego. Zwłaszcza ja. Coraz mniej przejmowałem się losem innych w celu jak najgłębszego poznania świata.
– Staram się, prze pani. – Wallace wzruszył ramionami i odpowiedział jej jeszcze szerszym uśmiechem - uśmiechem szaleńca.
– Za to ty… – Przeszyła mnie wzrokiem. – Ty wyglądasz na kogoś, który ma zupełnie na odwrót. Ty jesteś powodem, dla którego byliście obaj tak nieuchwytni. Wybraniec, który przewiduje przyszłość… - Puściła dym z fajki. – To nowość u nas.
Nie odpowiedziałem, bo choć lubiłem chwalić się swoimi umiejętnościami, to ta kobieta nie zdobyła mojego zaufania.
Zmieniła teczkę. Czas na moją spowiedź.
– Axir Mehw – powiedziała i powstrzymała śmiech. – Skąd pochodzisz?
– Sam sobie nadałem to imię, ma’am – wytłumaczyłem jej. – Pseudonim artystyczny.
– A twoje prawdziwe imię?
– A widzi tam pani jakieś? Nie odpowiedziała.
– Wyłudzenia, oszustwa, liczne kradzieże, hazard, niszczenie mienia, morderstwo… – zrobiła niepokojącą pauzę, a przed moimi oczami stanęła ta niesamowicie gorąca dziewczyna. Cała we własnej krwi.
Czy mi się zdawało, czy poczułem jakiś głód?
– Wiesz, że żywienie się ludzką krwią jest zabronione, prawda?
– Podobnie jak handlowanie narkotykami - przytaknąłem, jakbym w ogóle się nie przejął. Poczułem w ustach smak tamtej dziewczyny. A dyrektorka przeszyła nas wzrokiem. Nas obu.
– Widzę, że wciąż myślicie, że to, co was spotkało kilka dni temu, że Wybrańcy, których po was wysłałam są waszymi biletami do wolności.
Dużo się nie pomyliła. Chcieliśmy stąd prysnąć przy pierwszej okazji.
– Moim obowiązkiem więc, jako nauczyciela i dyrektora tej placówki, jest was naprostować również i w tej kwestii: nie jesteście tutaj zwykłymi uczniami. Wiele mnie kosztowało wyciągnięcie was z kłopotów, w które się wpakowaliście i nie pozwolę, aby wasza dwójka uciekła nam po raz drugi. Vis wam na to nie pozwoli.
– Pani ma na imię Vis? – Wall był jak zwykle błyskotliwy.
– Vis – podniosła nieco głos – jest pyłem, który obdarzył was zdolnościami, dzięki którym doszliście tak daleko w swojej przestępczej karierze. To on was wybrał, abyście prowadzili ten świat ku świetlanej przyszłości. Nie znając znaczenia tego daru, zbluzgaliście go, wykorzystując wasze wspaniałe zdolności do szkodzenia, niszczenia i zabijania. Tu wkrótce się przekonacie, co to oznacza być Wybrańcem. Ściana zaśmiał się, ale mi się ścisnął żołądek. Patrzyłem na dyrektorkę, jednak moje oczy błąkały się po naszej przeszłości. Vis. To słowo krążyło mi po umyśle i nawet nie umiałem go zinterpretować. Vis. Vis. Vis. Czemu to brzmi tak znajomo?
– Wybrańcami? Brzmi, jakbyśmy byli jakimiś bohaterami – odezwał się Wall. – A dostaniemy peleryny? Zawsze chciałem mieć pelerynę!
– Nie przerywaj mi. Obaj znacie warunki. Wallace, Axir. Wasze papiery zostały już złożone i jedyne, czego nam brakuje, to waszych podpisów. Zanim jednak dam je wam do podpisania, musicie wiedzieć, że jesteście tutaj na warunkowym zwolnieniu. Panowie, którzy wam towarzyszyli, będą mieć was na oku przez większość doby i nie pozwolą wam na ani jeden wybryk. Jeżeli zaobserwujemy u waszej dwójki choć cień podstępu lub jakiekolwiek podejrzane zachowanie, wracacie do paki.
– Nawet, jeżeli będą nieuzasadnione? – zapytałem.
– Nawet wtedy. Jesteście uznani przez opinię publiczną za niebezpiecznych terrorystów. Sprowadzenie was tutaj było trudniejsze, niż mogło wam się to wydawać, ale nie zadałam sobie tego trudu bez powodu. Vis – znowu przerwała na chwilę – przyjmuje wszystkich wybranych, a my przyjmujemy tych, których wybrał Pył. Widzimy w was potencjał. Wasza więź jest dowodem na to, że Vis dba o obdarowanych. Ja mogę wam zaufać do tego stopnia, aby nauczyć was, kim jesteście naprawdę i pomóc w powrocie na ścieżkę prawa.
– Więc po co te kajdanki? – spytałem.
– Sami sobie je założyliście. Trudno się nie zgodzić. – Nie mogę was też umieścić w jednym pokoju z wiadomych względów. Macie jeden dzień na rozlokowanie się w swoich pokojach. Oboje idziecie na odwyk od używek, zwłaszcza Wallace, któremu zapewniona zostanie odpowiednia opieka. Zachowujcie się, chłopcy, a zobaczycie, że wyjdzie wam to tylko na dobre - powiedziała na koniec.
Kurwa. Nie bałem się o siebie, jednak znałem odporność Walla. Odwyk będzie dla niego niezwykle ciężki. Spojrzeliśmy oboje po sobie. Wallace był wyraźnie zaniepokojony, nawet nie musiałem czytać jego aury. Ja też to czułem, ale ten układ był dla nas lepszy niż tortury w więzieniu.
Odprowadzili nas na miejsca. Mimo miłego wystroju pokoju nadal czułem się jak w więzieniu. Mieliśmy tam wszystko przygotowane. Nawet okna zostały zakratowane, a u Walla pewnie były nawet odporne na wysokie temperatury. Nie ufali nam, to było aż zbyt pewne.
– Szlag!
Odwyk od narkotyków? Koniec wolności? Jak mogliśmy być tak głupi, żeby dać się złapać? Mogliśmy dalej podróżować i się bawić. Może znaleźlibyśmy nawet swoje miejsce na świecie. Zamiast tego, znaleźliśmy się w więzieniu. Nie ważne czy to było kicie czy szkoła. Nasza swoboda została ograniczona. A ograniczenie było tym, czego tak bardzo przez całe życie się bałem. Jeszcze nigdy w życiu nie chciało mi się tak chlać.
<Wall, a co u ciebie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz