21.06.2018

Od Axira CD Wallace

   Przez całą podróż próbowałem się dobić moim szóstym zmysłem do Walla, jednak wyglądało na to, że był w zupełnie innym wagonie. Znałem tego gamonia i wiedziałem, co się dzieje, gdy jest odizolowany. Tych dwóch, którzy zapewne go pilnowali, nie było zbyt gadatliwych, sądzac po tych, którzy dotrzymywali mi towarzystwa.
   Gdy nas transportowali, przyglądałem się ich twarzom. Aurom. Z jednego wyczytałem nawet przeszłość. Zostawiła go żona i córka. Tęsknił za nimi. Gdy się zatrzymaliśmy. Wzrokiem i szóstym zmysłem ponownie poszukałem Ściany, ale gdy zobaczyłem dwa samochody na betonowym zrozumiałem, że nie pozwolą nam nawet wymienić spojrzeń dopóki nie dotrzemy na miejsce.
   A gdy dotarliśmy… zobaczyliśmy naszego nowego oprawcę.
   Musiałem przyznać, że miejsce, które stało się naszym nowym więzieniem miało tajemniczą i ciemną aurę. Cały czas się zmieniała. Najwyraźniejsza jednak pochodziła od średniego wzrostu kobiety z fajką w ręku. Ta była mnie odrzucała. Śmierdziało fałszywą wiarą w ludzi.
   Gdy wreszcie zobaczyłem Walla, ulżyło mi. Nie wyglądał tak źle, jak wtedy, gdy raz zgubiłem go w kanałach.
– Witamy… – Gdy się odezwała, zabrzmiał grom, a z nieba lunął siarczysty deszcz. Odleciałem. Obraz, który zobaczyłem pochodził z aury kobiety i nie byłem pewien, czy to była przeszłość, czy przyszłość. Ona na jakimś podeście, a ja, Wallace i paru innych, których twarzy nie znałem, staliśmy przed nią w dziwnych strojach, wyprostowani na baczność, ubrani w czerń i złoto. Wizja jak szybko się pojawiła, tak szybko zniknęła, a ja, zmoknięty i zdezorientowany, ciągnięty byłem przez korytarz przez moich nowych przyjaciół.
– Axir, do cholery! – To głos Walla. Jego przyjaciel uderzył go otwartą dłonią w tył głowy.    Dyrektorka zainterweniowała:
– Przemoc nie jest tu potrzebna, proszę pana. Wszyscy wiemy, że są tu przez własne wybory.
   Pewna siebie. Trudno będzie nią manipulować.
   Wyrwałem się z ciężkich uścisków moich strażników. Ten, którego opuściła żona, trzymał nieco dłużej. Powstrzymaj się, Axir, może tu odnajdziesz odpowiedzi.
– Będę grzeczny. – Posłałem im czarujący uśmiech.
– Oby.
   Pojawiliśmy się w gabinecie. Rzeczywiście była dyrektorką. Było wcześnie, bardzo wcześnie. Nie widziałem nawet pracowników tej budy. Oczywiście, że wzbudzilibyśmy tymi kajdankami i obstawą kontrowersje.
   Chyba chciała załatwić z nami sprawy dyskretnie i szybko. Ciekawe, jakie będzie miała zdanie, jak coś tu wysadzimy. ~
   «Wall, widzisz tę piękną i nudną architekturę? Nie uważasz, że fajnie by było trochę podrasować wygląd?»
   Wall nie zareagował, ale jego aura rozgrzała się. Zapewne wyobraził sobie, jak to wszystko płonie. Uśmiechnąłem się dyskretnie.
   Gdy stanęliśmy przy biurku naszej szefowej, ona nadal pykała swoją fajką. Ciekawiło mnie, jakiego tytoniu używała.
– Wallace Wells – zaczęła. – Piromanta. Oskarżony o wielokrotne podpalenia, nielegalny handel narkotykami, oszustwa, wyłudzenia, napaści, kradzieże i grabieże w biały dzień, poszukiwany w czterech regionach na całym Pinusie, które skutkowały wieloma okaleczeniami, w tym nieuleczalnymi niewinnych ludzi – specjalnie wyakcentowała ostatnie dwa słowa. Uśmiechnęła się, podnosząc wzrok znad jego kartoteki. – Nie wyglądasz mi na kogoś, kto myśli o konsekwencjach swoich czynów.
   Wiedziałem, co teraz robi. Wybudza w nas poczucie winy za krzywdę ludzi, których nawet nie znaliśmy. Na jej nieszczęście, nie znaliśmy czegoś takiego. Zwłaszcza ja. Coraz mniej przejmowałem się losem innych w celu jak najgłębszego poznania świata.
– Staram się, prze pani. – Wallace wzruszył ramionami i odpowiedział jej jeszcze szerszym uśmiechem - uśmiechem szaleńca.
– Za to ty… – Przeszyła mnie wzrokiem. – Ty wyglądasz na kogoś, który ma zupełnie na odwrót. Ty jesteś powodem, dla którego byliście obaj tak nieuchwytni. Wybraniec, który przewiduje przyszłość… - Puściła dym z fajki. – To nowość u nas.
   Nie odpowiedziałem, bo choć lubiłem chwalić się swoimi umiejętnościami, to ta kobieta nie zdobyła mojego zaufania.
   Zmieniła teczkę. Czas na moją spowiedź.
– Axir Mehw – powiedziała i powstrzymała śmiech. – Skąd pochodzisz?
– Sam sobie nadałem to imię, ma’am – wytłumaczyłem jej. – Pseudonim artystyczny.
– A twoje prawdziwe imię?
– A widzi tam pani jakieś? Nie odpowiedziała.
– Wyłudzenia, oszustwa, liczne kradzieże, hazard, niszczenie mienia, morderstwo… – zrobiła niepokojącą pauzę, a przed moimi oczami stanęła ta niesamowicie gorąca dziewczyna. Cała we własnej krwi.
   Czy mi się zdawało, czy poczułem jakiś głód?
– Wiesz, że żywienie się ludzką krwią jest zabronione, prawda?
– Podobnie jak handlowanie narkotykami - przytaknąłem, jakbym w ogóle się nie przejął. Poczułem w ustach smak tamtej dziewczyny. A dyrektorka przeszyła nas wzrokiem. Nas obu.
– Widzę, że wciąż myślicie, że to, co was spotkało kilka dni temu, że Wybrańcy, których po was wysłałam są waszymi biletami do wolności.
   Dużo się nie pomyliła. Chcieliśmy stąd prysnąć przy pierwszej okazji.
– Moim obowiązkiem więc, jako nauczyciela i dyrektora tej placówki, jest was naprostować również i w tej kwestii: nie jesteście tutaj zwykłymi uczniami. Wiele mnie kosztowało wyciągnięcie was z kłopotów, w które się wpakowaliście i nie pozwolę, aby wasza dwójka uciekła nam po raz drugi. Vis wam na to nie pozwoli.
– Pani ma na imię Vis? – Wall był jak zwykle błyskotliwy.
– Vis – podniosła nieco głos – jest pyłem, który obdarzył was zdolnościami, dzięki którym doszliście tak daleko w swojej przestępczej karierze. To on was wybrał, abyście prowadzili ten świat ku świetlanej przyszłości. Nie znając znaczenia tego daru, zbluzgaliście go, wykorzystując wasze wspaniałe zdolności do szkodzenia, niszczenia i zabijania. Tu wkrótce się przekonacie, co to oznacza być Wybrańcem. Ściana zaśmiał się, ale mi się ścisnął żołądek. Patrzyłem na dyrektorkę, jednak moje oczy błąkały się po naszej przeszłości. Vis. To słowo krążyło mi po umyśle i nawet nie umiałem go zinterpretować. Vis. Vis. Vis. Czemu to brzmi tak znajomo?
– Wybrańcami? Brzmi, jakbyśmy byli jakimiś bohaterami – odezwał się Wall. – A dostaniemy peleryny? Zawsze chciałem mieć pelerynę!
– Nie przerywaj mi. Obaj znacie warunki. Wallace, Axir. Wasze papiery zostały już złożone i jedyne, czego nam brakuje, to waszych podpisów. Zanim jednak dam je wam do podpisania, musicie wiedzieć, że jesteście tutaj na warunkowym zwolnieniu. Panowie, którzy wam towarzyszyli, będą mieć was na oku przez większość doby i nie pozwolą wam na ani jeden wybryk. Jeżeli zaobserwujemy u waszej dwójki choć cień podstępu lub jakiekolwiek podejrzane zachowanie, wracacie do paki.
– Nawet, jeżeli będą nieuzasadnione? – zapytałem.
– Nawet wtedy. Jesteście uznani przez opinię publiczną za niebezpiecznych terrorystów. Sprowadzenie was tutaj było trudniejsze, niż mogło wam się to wydawać, ale nie zadałam sobie tego trudu bez powodu. Vis – znowu przerwała na chwilę – przyjmuje wszystkich wybranych, a my przyjmujemy tych, których wybrał Pył. Widzimy w was potencjał. Wasza więź jest dowodem na to, że Vis dba o obdarowanych. Ja mogę wam zaufać do tego stopnia, aby nauczyć was, kim jesteście naprawdę i pomóc w powrocie na ścieżkę prawa.
– Więc po co te kajdanki? – spytałem.
– Sami sobie je założyliście. Trudno się nie zgodzić. – Nie mogę was też umieścić w jednym pokoju z wiadomych względów. Macie jeden dzień na rozlokowanie się w swoich pokojach. Oboje idziecie na odwyk od używek, zwłaszcza Wallace, któremu zapewniona zostanie odpowiednia opieka. Zachowujcie się, chłopcy, a zobaczycie, że wyjdzie wam to tylko na dobre - powiedziała na koniec.
   Kurwa. Nie bałem się o siebie, jednak znałem odporność Walla. Odwyk będzie dla niego niezwykle ciężki. Spojrzeliśmy oboje po sobie. Wallace był wyraźnie zaniepokojony, nawet nie musiałem czytać jego aury. Ja też to czułem, ale ten układ był dla nas lepszy niż tortury w więzieniu.
    Odprowadzili nas na miejsca. Mimo miłego wystroju pokoju nadal czułem się jak w więzieniu. Mieliśmy tam wszystko przygotowane. Nawet okna zostały zakratowane, a u Walla pewnie były nawet odporne na wysokie temperatury. Nie ufali nam, to było aż zbyt pewne.
– Szlag!
   Odwyk od narkotyków? Koniec wolności? Jak mogliśmy być tak głupi, żeby dać się złapać? Mogliśmy dalej podróżować i się bawić. Może znaleźlibyśmy nawet swoje miejsce na świecie. Zamiast tego, znaleźliśmy się w więzieniu. Nie ważne czy to było kicie czy szkoła. Nasza swoboda została ograniczona. A ograniczenie było tym, czego tak bardzo przez całe życie się bałem. Jeszcze nigdy w życiu nie chciało mi się tak chlać.

<Wall, a co u ciebie?>

19.06.2018

Od Wallace'a

   W Bhureshce postawiono ich przed jasnym wyborem, skorzystać z “zaproszenia” Luny Frigo, albo spędzić lata, jeśli nie całe życie w więzieniu, w osobnych celach, gdzie jedynym urozmaiceniem codziennej rutyny jest wizyta na spacerniaku. Chroniło ich tylko to, że byli Wybrańcami Visu, inaczej potraktowano by ich jak zwykłych przestępców. Znacznie lepszym wyborem było pozostać pod kontrolą, niż pod kontrolą i w zamknięciu.
   Jadąc więziennymi wagonami do Akademii, Wallace chyba pierwszy raz odczuł taką samotność. Nie był przyzwyczajony do obcowania w ciszy z samym sobą. Co prawda nie do końca był sam, w przeznaczonym dla niego wagonie znajdowali się strażnicy, ale ci oczywiście nie byli skorzy do rozmów. Wells całe swoje życie był otoczony ludźmi, hałasem i nieustającym ruchem, w dzieciństwie w jego domu nigdy nie mógł liczyć na samotność, potem żyjąc jako domowy wąż zawsze mógł liczyć na obecność Axira, a po wydarzeniach w szpitalu mógł na niego liczyć aż do końca. Odosobnienie było mu obce, ten pozorny spokój go przytłaczał. Nieprzyjazne spojrzenia milczących dozorców potęgowały tylko negatywne odczucia. Wielu ludziom nie podobało się, że złapani zamiast do aresztu trafiają do szkoły, idea reformacji nie przemawiała do wszystkich. Sam zaklinacz w nią nie wierzył.
   Odzwierzęcy, wewnętrzny instynkt kazał zwinąć mu się w małą kulkę, albo zakopać w ziemi. Kopać tak głęboko, aż będzie się czuł bezpiecznie. Oczywiście niemożliwym było wykonanie jakiejkolwiek z tych akcji, nawet, jeśli młody mężczyzna miał w zwyczaju zmieniać postać, gdy czuł się niekomfortowo.
    Podróż była długa, wyczerpująca i dobijająca, pogoda również nie dopisywała, o czym przekonał się wysiadając z wagonu. Na niebie zbierały się burzowe chmury, a wokół wiał zimny, przeszywający wiatr, nie miał jednak czasu na dłuższe chłonięcie otoczenia, bo z stacji kolejowej szybko zapakowano go do samochodu. Żałował, że nie zobaczył po drodze nigdzie Axira, poczułby się choć odrobinę raźniej. Trasa przewidywała przesiadkę z pociągu w Cartelline do wozów mających zawieźć ich na tereny Akademii. Na widok z okna pojazdu również nie miał co liczyć, siedząc między dwoma barczystymi mężczyznami. Przynajmniej sama jazda nie trwała długo, zanim znaleźli się na terenach należących do Luny Frigo.
   Dopiero kiedy wysadzono go przed gotyckimi murami Akademii zobaczył swojego przyjaciela. Odruchowo chciał do niego ruszyć, ale na drodze stanął mu zwalisty strażnik, który zapewne nie miałby najmniejszych oporów, by go spacyfikować, gdyby wykonał jakikolwiek podejrzany ruch. Dyrektorka już była na dziedzińcu. Stała spokojnie we wrotach, wyprostowana i paląca fajkę podobną do tej, jaką swego czasu miał ojciec Wellsa. Czekała cierpliwie na swój nowy nabytek.

< Axir? >

Co by matka powiedziała, gdyby mnie zobaczyła? Pewnie nic, bo była niemową.


Imię i nazwisko: Wallace Wells.
Pseudonim: WALL-E, Ściana, Wall.
Wiek: 20 lat.
Płeć: Mężczyzna.
Gatunek: Caulis (zaklinacz: wąż - Xenopeltis unicolor)
Moce: Władanie żywiołami 
♦Ogniem w stopniu zaawansowanym♦ 
♦Wodą na poziomie psikawki na śmigus dyngus♦
Zdolności:
♦Przywołanie ognia♦ 
♦Kształtowanie ognia♦ 
Tworzenie bomb♦
♦Łącząc powyższe umiejętności może tworzyć ogniste kule i im podobne♦ 
♦Może kogoś zbryzgać wodą w letni dzień♦ 
♦Łącząc wodę z ogniem może wytworzyć parę♦
Stopień zaawansowania: III.
Punkty: 50 pkt.
Broń: Łańcuch, Rewolwer.
Moce broni: 
♦Przewodzenie żywiołów (łańcuch i rewolwer)♦
♦Może zmieniać swoją długość i wielkość, dzięki czemu łatwiej ją ukryć (łańcuch)♦
Drużyna: Obecnie brak.
Orientacja: Homoseksualny.
Partner: Obecnie brak..
Cytat: Co by matka powiedziała, gdyby mnie zobaczyła? Pewnie nic, bo była niemową.
Rodzina: Wallace pochodzi z rodziny wielodzietnej. Jego rodzice należeli do klasy robotniczej, więc nigdy się u nich nie przelewało. Taka sytuacja uczy samodzielności, jednak jednocześnie potrafi być męcząca, a także zawężać perspektywy, zwłaszcza, kiedy jest się najmłodszym. Jego matka rzeczywiście była niemową, ale za to ojciec nadużywał głosu za ich oboje.
Cel: Żyć wygodnie i nie trafić z kumplem do więzienia.

Aparycja: Dobrze zbudowany młody mężczyzna o rudawych włosach i zielonych oczach, nic nadzwyczajnego. Na skórze nie ma żadnych znaków specjalnych, choć chce kiedyś przyozdobić swoje ciało tatuażami. To, co go naprawdę wyróżnia, to jego krzykliwy strój i wiele kolczyków w lewym uchu, asymetrycznie do prawego, w którym ma jeden. Jako wąż ma czarne łuski, które w słońcu mienią się kolorami i jasne podbrzusze.
Charakter: Wallace ma w sobie niekończące się pokłady ciekawości, którą musi zaspokoić, choćby miałoby to skutkować czymś niesamowicie nieodpowiedzialnym i głupim. Jest też duszą towarzystwa, która dobrze się czuje w każdym otoczeniu, które nie chce go zabić. Szybko nawiązuje kontakty międzyludzkie, a wobec przyjaciół jest wzorem lojalności. Prócz tego bywa też niecierpliwy, a także rzadko zastanawia się nad konsekwencjami swoich czynów.
Historia: Urodzony jako najmłodsze dziecko w siedmioosobowej rodzinie nie było mu najłatwiej, a przynajmniej nie tak łatwo, jak by sobie tego życzył. Pieniędzy wiecznie brakowało, a rodzice nie mieli możliwości poświęcać wystarczająco wiele czasu wszystkim swoim dzieciom. Zirytowany tym i pragnący zmiany Wallace postanowił uciec z domu, co zrobił mając piętnaście lat.
Bardzo wcześnie odkrył swoją zmiennokształtność, ale podświadomie czuł, że nie powinien się z nią ujawniać, jednak umiejętność przemiany w węża okazała się pomocną, by ukradkiem opuścić mieszkanie nie niepokojąc nikogo. Okazało się jednak, że życie na ulicy wcale nie jest tym, czego pragnął. Po kilku chłodnych nocach spędzonych na gazetach i narastającym poczuciu głodu doszedł do wniosku, że tak też nie może żyć. Na szczęście rozwiązanie przyszło do niego samo.
Pewnego dnia, przechodząc koło sklepu zoologicznego naszła go “genialna” myśl, by zamieszkać w terrarium. Prędko zrealizował myśl gwarantując sobie tym wygodne życie. Szybko go też sprzedano, z powodu nietypowego wyglądu, choć sprzedawczyni miała trudności z nazwaniem gatunku okazu, to jednak nie miała problemu z podaniem ceny. Spędził rok u niejakiego Axira podając się za zwykłego węża, a gdy tylko gospodarza nie było w domu, ten opuszczał terrarium i panoszył się po lokalu opróżniając lodówkę i barek nieświadomego lokatora, zupełnie ignorując fakt, że jego właściciel ledwo wiąże koniec z końcem. No dobrze, parę razy naprawił kran.
Oczywiście nic co dobre, nie trwa wiecznie i w końcu oszustwo Wellsa wyszło na jaw, a gospodarz, jak nietrudno się domyślić, był wściekły. Po wyrzuceniu z domu caulis nie musiał się jednak błąkać samotnie zbyt długo, ponieważ miasto zaatakował obscurus. Uciekając przed potworem Wallace ponownie natknął się na Axira, byli jednak zbyt skupieni na ratowaniu własnego życia, by zacząć się kłócić. Na szczęście siły Akademii szybko zniwelowało zagrożenie, a obaj młodzieńcy trafili do szpitala.
Po przebudzeniu się na wspólnej sali okazało się, że szanse Axira na przeżycie są niebezpiecznie bliskie zeru. Zdesperowany i czujący się dłużny Wallace poprosił wampirzycę, aby ta ukąsiła chorego, co w tamtej chwili było jedyną szansą dla rannego. Po kilku rozmowach wyszło na jaw, że obu więcej łączy niż dzieli (na przykład zamiłowanie do trunków wysokoprocentowych). Wtedy również Wallace odkrył swoje umiejętności z zakresu pirotechniki.
Nowa przyjaźń otworzyła przed nimi zupełnie nową, przestępczą drogę. Przez lata dwójka piła, ćpała i kradła, aż pewnego dnia postanowili okraść krasnoludzki bank. Nie wszystko poszło jednak zgodnie z planem i panów złapano. Ze względu na ich wyjątkowe umiejętności pozostawiono im wybór: albo dołącza do Akademii Luny Frigo, albo sporą część życia spędzą w więzieniu. Wybór wydawał się oczywisty.
W czym jest dobry: 
♦Szybko i zapałem uczy się nowych rzeczy
♦Grze na gitarze (Axir go nauczył podczas ich wędrówki) w nawiązywaniu znajomości
♦Łamaniu prawa
W czym nie jest dobry:
♦W przestrzeganiu zasad
♦Pływaniu
♦Brak mu wytrwałości, co przekłada się na to, że, m. in. łatwo się uzależnia
Zainteresowania:
♦Muzyka
♦Zamknięte pokoje w akademii
♦Tajemnice
Co lubi:
♦Alkohol i narkotyki (tego też nauczył go jego wspaniały przyjacfel)
♦Adrenalinę
♦Dobrą imprezę
Czego nie lubi:
♦Nudy
♦Bezczynności
♦Robić rzeczy, których sensu nie rozumie
♦Samotności
♦Uczucia niezaspokojonej ciekawości
Ciekawostki:
♦Jego rasa daje mu bonusy w postaci znacznie lepszego, niż u zwykłych ludzi, refleksu, szybkości, czy termowizji, ale ma również słabszy słuch. 
♦Wychowywanie się rodzinie wielodzietnej sprawiło, że jest bardzo towarzyski i nieprzyzwyczajony do samotności. 
♦Jest uzależniony od używek. 
♦Opracował coś, co nazywa “mową węży” i posługuje się nią z Axirem, gdy nie chcą być podsłuchiwani, bądź gdy jest pod postacią węża i musi powiadomić o czymś właściciela. 
♦Zna język migowy.





Od Leanne CD. Falfann

   Siedziałam na przednim siedzeniu, opierając głowę o szybę. Atmosfera, którą stworzył ten Falfann była coraz bardziej napięta. Może i na początku się zarumieniłam, ale uczucia przeszły w rozdrażnienie. Przez to całą drogę spędziliśmy w ciszy. Jeśli ciszą można nazwać chargot silnika.
   Po dojechaniu do Cartelline i wyjściu z auta, Smith oświadczył, że pojedzie zaparkować w cieniu. Wysadził nas dosłownie przy magazynie, gdzie zostały materiały.
   Poprawiłam swoją pokrowiec z kataną na plecach. Bez niej nigdzie się nie ruszam, nawet do takiego miasta, jak Cartelline. Widziałam, że Falfann również ma broń.
- To jak, idziemy? - Zaczął mój towarzysz, wskazując palcem na magazyn. Pokręciłam przecząco głową.
- Mam tu coś do załatwienia. Niedaleko jest sklep z ziołami, muszę tam coś kupić. Czekasz tu czy idziesz ze mną? - Skrzyżowałam ręce.
- Mogę iść. - Powiedział i ruszyliśmy. - Tylko pamiętaj, że zabronione jest tworzenie własnych mikstur w akademii.
- Taa. To tylko zioła - rumianek, skrzyp i inne bzdety.
   Sklep z ziołami był niedaleko. Znałam Cartelline, bowiem często, odkąd dołączyłam do akademii, wybierałam się do tego miasta na zwiedzanie. Tu nie pałętali się uczniowie, którzy w każdej chwili próbowali do ciebie zagadać. Cartelline było miastem starszych ludzi. Wieśniaki uprawiali tu pola i rzadko mieli pieniądze na utrzymanie dzieci. A handlarze byli w ciągłej podróży, więc jak tu spłodzić potomstwo?
   Mój cel znajdował się obok pokaźnej fontanny w centrum miasta. Otaczały ją kamienice z różnymi restauracjami i sklepikami. Widziałam, jak Falfann rozglądał się naokoło, podziwiając ilość sklepów.
- Hah, pierwszy raz w Cartelline? - Spytałam. Pokiwał głową.
- Często tu bywasz? - Widząc, że w końcu się odezwałam, postanowił kontynuować rozmowę.
- Dość często. Tu nie muszę słuchać pieprzenia innych uczniów. O magii i ich broniach, przechwalankach.
   Falfann westchnął. Potem próbował jeszcze coś powiedzieć, ale dotarliśmy do sklepu i pośpiesznie weszłam do środka. Nie miałam ochoty na rozmowę, tym bardziej, że byłam pewna, że nasze drogi rozejdą się po tym, jak wrócimy z dostawą.
   Oglądałam powoli półki z składnikami. Pierwszy wzięłam krwawnik, potem ostropest, aż w końcu trzymałam w rękach siedem torebek z ziołami. Falfann co chwilę podchodził do mnie, by złapać ewentualne rzeczy, ale wszystko doniosłam do kasy.
- Witam, to będzie sto dwadzieścia pięć. - Powiedział sprzedawca. Falfann popatrzył na mnie wzrokiem mówiącym "ile?!", jednak nie zwróciłam na to uwagi. Tu sprzedawali tylko czyste zioła, hodowane obok magicznej dżungli w Sahnete.
   Dałam gotówkę kasjerowi i wyszliśmy do sklepu. Pierwszym, co przyciągnęło moją uwagę, była wroga cisza. Rozejrzałam się po placu, jednak mój niepokój zaraz rozwiały grupki ludzi przechadzające się po mieście.
    Uśmiechnęłam się lekko, zawiedziona moim zaniepokojeniem.
- Chodźmy już - Rzuciłam lakonicznie.

~~~

   Po dotarciu do magazynu, ta cisza magicznie się pojawiła. Cóż, mogłam się przestać przejmować, przecież już raz się zawiodłam. Jednak teraz nie miałam zamiaru odpuścić. Czułam uczucie wrogiej siły, bijącej z wnętrza budynku.
   Falfann wystawił rękę, by zapukać, jednak szybko zatrzymałam go, łapiąc jego rękę milimetry przed drzwiami. Coś zatrzęsło się w środku i warknęło niczym wściekły pies. Wyjęłam z pokrowca katanę i gestem kazałam zrobić mu to samo.
   Nadal trzymając go za rękę (co na moje nieszczęście bardzo mu się podobało), zaprowadziłam go na tył domu do jedynego okna. Chciałam zobaczyć, z czym mamy do czynienia.
   Wiedząc, że musimy być cicho, namalowałam śniegiem na ziemi napis.
"Jakie masz moce?"
   Chłopak uniósł listek z ziemi, po czym stworzył na ścianie cień przypominający płatek śniegu. Na końcu delikatnie uniósł się nad ziemią. Zrozumiałam. Będzie dobrą pomocą.
   Pokazałam palcem okno. Teraz tylko musimy sprawdzić, co czai się w magazynie.

< Falfann? >
 

Czas jest tylko jednym z niezliczonych wymiarów rzeczywistości.


Głos: Running up that hill.
Imię i nazwisko: Axir Mehw.
Pseudonim: Brak.
Wiek: 21 lat.
Płeć: Mężczyzna
Gatunek: Caulis (wampir)
Moce: Psionika
Zdolności:
♦postrzeganie zdarzeń w innym miejscu i czasie (jasnowidzenie, prekognicja, retrokognicja)♦
♦postrzeganie rzeczy niewidocznych dla innych (widzenie aury)♦
♦zdolność do komunikacji (bez środków technicznych) z ludźmi będącymi daleko (telepatia), nieżyjącymi (jako medium) lub przebywającymi w innych wymiarach (projekcja astralna)♦
♦kontrola nad przepływem czasu (chronokineza)♦
Stopień zaawansowania: III.
Punkty: 50 pkt.
Broń: Wahadło na złotym łańcuszku.
Moce broni: Zacznijmy od tego, że jest niezniszczalne, ponieważ nie jest zbudowane z materii znanej jakiemukolwiek wymiarowi. Nie może być też podniesione przez nikogo innego, jak tylko przez Axira, ponieważ, jak sam zgaduje, to coś wybrało jego jako jakiegoś rodzaju przekaźnika do tego świata i przewodnika. Dodatkowo pomaga w hipnozie medium.
Drużyna: Brak.
Orientacja: Heteroseksualność.
Partner: Brak, choć w snach często widzi bursztynowe oczy dziewczyny, która go niegdyś uratowała.
Cytat: Czas jest tylko jednym z niezliczonych wymiarów rzeczywistości.
Rodzina:  Jest jedynym dzieckiem swojego ojca-alkoholika. Jego matka zmarła w wypadku samochodowym gdy miał 12 lat. Uciekł od ojca rok później. Nie wie, co się z nim dzieje.
Cel: Jego cel jest jasny: poznanie źródła swoich paranormalnych zdolności i odnalezienie tych, którzy są za nie odpowiedzialni.

Aparycja: Axir jest chuderlawym młodzieńcem, nie wyróżniający się od innych ludzi w swoim wieku i pokroju. Jego kasztanowe, długie włosy są wiecznie rozczochrane. Po przemianie w wampira układa je tak, aby wyglądać jak najbardziej tajemniczo, często zakrywając swoje prawe oko grzywką opadającą aż do ramion, ale Wall i tak się śmieje, że wygląda jak rasowy emo. Trzy kolczyki w jednym uchu nie poprawiają opinii przyjaciela. Ma ostre rysy i kwadratową szczękę. Jego oczy tylko trochę zmieniły swój kolor na czerwony z ciemnych brunatnych. Nawyki ubierania się z poprzedniego życia zostały, pomimo, że próbował je zmienić. Skórzana kurtka, obdarte spodnie i wytarte glany są nieodłącznym elementem jego wyglądu zewnętrznego. Żeby dodać sobie “jakiegoś mistycznego image’u”, lubi obwieszać się talizmanami, łańcuszkami czy bransoletkami, z jednej strony, żeby wzbudzać zaciekawienie płci przeciwnej, z drugiej po to, żeby budzić kontrowersje, a z trzeciej po to, aby samego siebie przekonać, że jest wyjątkowy.
Charakter: Axir to arogant, ale nie egocentryk. Wiedza, która często wbrew jego woli ukazuje się przed nim, daje mu poczucie przewagi nad każdym innym człowiekiem i nieczłowiekiem, jakiego spotyka na swojej drodze. Uważa, że jest bliżej rozwiązania zagadki Vis niż ktokolwiek inny na świecie i nie cofnie się przed niczym, aby odkryć, kim są i dlaczego obdarowują swoim błogosławieństwem zwykłe istoty. Jest ambitny, ale równie leniwy. Zawsze pokazuje innym swoje miejsce, nawet, jeżeli jest to Wall, ale on chyba raczej nie ma z nim żadnego problemu. Axir jest duszą towarzystwa. Uwielbia zagadywać ludzi, którzy wydają się mu ciekawi, albo mają na tyle otwarte umysły, aby mógł zobaczyć ich przeszłość, myśli lub przyszłość. Uważa się za “iluzjonistę”, często wkradając się do umysłów swoich ofiar, aby tworzyć w ich oczach fałszywe obrazy rzeczywistości. Axir jest kłamcą i tylko jedna osoba na świecie umie rozpoznać, gdy to robi. Ma także duszę filozofa. Od kiedy dotknęła go Vis, zaczął inaczej postrzegać świat, ludzi wokół i samego siebie. Często ma wątpliwości, że wszystko to jest tylko iluzją, ale nie umiał zrozumieć, w jaki sposób miało to działać. Po pijaku umie zagadać rozmówcę na śmierć, gadając bez przerwy niemal bez popitki. Po pijaku też nie umie słuchać. Za to na trzeźwo żywo wymienia się poglądami. Pomimo swojego luźnego podejścia do życia, jest świadomy, że umiejętności, które posiada mają wymiar zupełnie inny niż, na przykład, Walla. Wie, że jeżeli nie nauczy się ich kontrolować, wizje, które go nawiedzają pogrążą go w głębokiej chorobie psychicznej, a w najlepszym wypadku znajdzie sposób, żeby się zabić, co sprawia, że w momentach słabości łapie mocne obniżenie samopoczucia.
Historia: Axir Mehw urodził się dwa razy. W swoim pierwszym życiu nie był niczym więcej, niż skorupą dostosowaną do standardów ówczesnego świata - świata przepełnionego wygodą kłamstwa, gdzie prawda stała się ówczesną mową dyskryminacji i nienawiści. Nie pamiętał nic, poza przebłyskami przeszłości, która wydawała mu się zarówno straszna jak i piękna. Rozkosz w cierpieniu, płacz w śmiechu, eksplozje kolorów. Bierz. Nic ci się nie stanie, wszyscy tu biorą. Spójrz. Spójrz na ich uśmiechnięte twarze.
Był muzykiem. Uciekł z domu w wieku szesnastu lat. Z maską na twarzy wprowadzał towarzystwo w stan iluzji, słowa płynące z jego ust sprawiały, że dookoła nich pojawiała się aura iluzji spokoju i wartości. Zarabiał na tym. Pieniądze nie były dla niego jednak tak cenne, jak przypuszczał. Ot, paliwo napędowe jego twórczości.
Perlisty śmiech to częste wspomnienie z jego poprzedniego życia. Czarne włosy opadające na pulchną twarz, bursztynowe oczy i kolczyk w ustach. Nie pamiętał jej imienia, ale widok jej twarzy był jednym z ciepłych wspomnień poprzedniego życia. Potem wszystko połyka wizja zdradzieckiego węża.
I wtedy wszystko się wali. Nadchodzi śmierć, a za nią światła w świecie, którego nie rozumie. Nie widzi swojego ciała, albo nie chce widzieć. Nie pamięta jak umarł. W którym czasie. Gdzie. Pulsująca, nieistniejąca głowa pęka od bólu, a serce rwie się na dwoje od zabranego ciepła kobiecych ust i pasji. Pojawia się nowe odczucie. Strach. Wola przetrwania. I… wahadło. Trwoniłeś czas, ale ja ci go zwrócę.
Powstań z martwych.
*** 
Obudził się na stercie śmieci. Jego ciało było naznaczone krwistymi pręgami, które układały się w nieznane dla niego wzory. Nie czuł jednak bólu, a jedynie pustkę i zagubienie. Kim jestem? Co ja tu robię?
Gdy wstał, zobaczył coś. Nie wiedział, czym to było, ale wyglądało jak biała smuga dymu zawieszona w powietrzu. Gdy do niej podszedł, ona objęła go. Nie umiał zrozumieć jak, ale wtedy wszystko wróciło. Ból, chłód, walące jak młot serce i dwie niewyraźne twarze pochylające się nad nim. Jedna rozpłynęła się w powietrzu niczym czarny pył, a druga pozostała. Zielone ślepia zdały mu się znajome, ale zanim zdążył je skojarzyć, stracił przytomność. Gdy się wybudził, był w białej, jasnej sali. Zanim zdążył sobie nawet pomyśleć, że umarł, osoba siedząca obok przekonała go, że jest inaczej. Facet przedstawił się imieniem Wallace i wyglądał na mniej więcej na jego rówieśnika. Odpowiedział na jego wszystkie pytania. Okazało się, że w jego domu (!) pojawił się obscurus. Nikt nie wiedział skąd, ani dlaczego. Ziemie niczyje były daleko stąd. To, że udało im się przeżyć, był cudem, jak twierdził Wallace, ale on czuł, jakby naprawdę umarł. Coś… coś się zmieniło. Nie chodziło nawet o to, że dziewczyna z jego wizji, która okazała się wampirzycą i jego wybawicielką, zamieniła go w nieśmiertelnego krwiopijcę. Nadał sobie nowe imię, odrzucając stare. Z racji, że nie pamiętał starych przewinień Wallace’a, pogodził się z nim i wspólnie zgodzili się towarzyszyć do czasu, aż nie wyjdą na prostą. Ich tułaczka trwała kilka lat. Podczas podróży po prawie całym świecie poznali się od innej strony, która ostatecznie sprawiła, że stali się dla siebie jak bracia. Ich przygody obfitowały w nadużycia prawa, alkoholu, a wkrótce także w narkotyki, do których Axir przekonał Walla. Dzięki nowym umiejętnościom, które obudziły się w obojgu po dziwnym ataku, oboje poczuli się niezniszczalni i nieśmiertelni. Kradzież uchodziła im na sucho dzięki genialnym przebłyskom przyszłości Axira i jego umiejętności rozszerzania czasu, a Wall zostawiał za sobą zniszczenie i płomienie. W końcu wpadli na “genialny plan”: napad na krasnoludzki bank.
Nietrudno było się domyślić, czym to się skończyło. Groziło im spędzenie większości swojego życia w celi, a dla Axira mogła być to nawet wieczność. Znienacka jednak pojawili się wysłannicy z Akademii Luna Frigo, którzy postawili im ultimatum: albo do końca życia będą gnić w oddzielnych celach dla odmieńców jak oni, albo dołączą do ich szkoły, stając się Wybrańcami, których przeznaczeniem było walka z monstrami pokroju obscurusów. Ani Axir ani Wallace nie zastanawiali się długo nad wyborem.

W czym jest dobry:
♦Zagadywanie ludzi na śmierć 
♦Hipnoza kobiet 
♦Gra na gitarze  
♦Zabawa monetą w dłoniach 
♦Kreatywność 
♦Zapamiętywanie.
W czym nie jest dobry:
♦Rachunki 
♦Utrzymywanie porządku w pokoju i w życiu 
♦Branie na poważnie istotnych kwestii i sytuacji.
Zainteresowania: Zanim ujawniły się jego paranormalne zdolności, był zapalonym fanem muzyki rockowej i planował swoją karierę na scenie. Teraz to, co go najbardziej interesuje, to parapsychologia i Vis. Okazjonalnie interesuje się astronomią i życiem prywatnym przypadkowych osób.
Co lubi:
♦Alkohol i narkotyki, zarówno osobno jak i razem 
♦Gady i ptaki 
♦Długie filozoficzne rozmowy o początkach wszechświata i prawdzie istnienia 
♦“Odpływać” z pomocą narkotyków.
Czego nie lubi:
♦Ludzkiego jedzenia 
♦Muzyki pop i disco 
♦Ludzi wykazujących się brakiem elastyczności i kreatywności 
♦Kiedy Wallace zaczyna gadać TYM głosem.
Ciekawostki:
♦Axir wykorzystuje Walla po to, żeby wmawiać innym, że jest zaklinaczem węży, chociaż to jest tylko słodkie kłamstwo.
♦Wallace nauczył Axira języka węży, choć nie jest do końca przekonany, czy taki język w ogóle istnieje. Bądź, co bądź, porozumiewają się we dwoje w tym języku wtedy, gdy nie chcą, aby ktokolwiek inny ich zrozumiał.





TOWARZYSZ



Imię: Wallace.
Płeć: Samiec.
Gatunek: Tęczowiec (xenopeltis unicolor)
Charakter: Ciekawski gad, który w zamian za odpowiednią ilość alkoholu wykona każde polecenie.
Historia: Zanim Axir stracił pamięć, postanowił dla jakiegokolwiek hobby kupić sobie węża. Padło na zaklinacza, który sprytnie podszył się pod postać zwykłego zwierzęcia. Nie odpuszcza mu, że jest zaklinaczem, Axir twierdzi, że jeżeli zapłacił za niego uczciwe pieniądze, to ma być jego zwierzakiem.

18.06.2018

Od Falfanna CD. Leanne

   Pamiętam dzień, w którym mama podeszła do mnie z nowiną. Miała delikatny uśmiech, jednak dostrzegłem w jej twarzy także ulgę. Opowiedziała mi o akademii, do której sama za młodu uczęszczała. Pokazała mi bardzo starą fotografię, na której dostrzegłem wiele przeróżnych czarodziei oraz czarownic. Począwszy od paskudnych, pomarszczonych wiedźm, na przepięknych, młodych damach kończąc. Widziałem wiele twarzy. Zdałem sobie sprawę, jak wiele historii przeżył każdy bądź każda z nich. Pomyślałem, jak bardzo różnią się między sobą, a mimo to razem trwają w nauce swoich zdolności.
   Z początku nie mogłem się dopatrzyć na fotografii mojej mamy, jednak ta wskazała mi siebie palcem. Miała bujne, kasztanowe włosy. Odziana była w czarną szatę z koronkowymi zakończeniami. Uśmiechała się, obejmując inną towarzyszkę z fotografii. Gdy chciałem o nią spytać, ta przerwała mi jednak. Powiedziała, iż w przyszłym tygodniu powinienem udać się do akademii. Położyła mi rękę na ramieniu i dodała, że jej moce z dnia na dzień wyczerpują się, a ja powinienem być pod czujnym okiem nauczycieli. Zgodziłem się.
    Teraz, błąkam się korytarzem, szukając rocznikowej fotografii mamy. Chcę dokładniej przyjrzeć się dziewczynie, którą obejmowała. Pragnę dowiedzieć się, dlaczego nigdy nie pojawiła się w naszym domu, z jakiego powodu mama nie chciała o niej wspominać.
- Falf, dyrka prosi cię do siebie. Ponoć to pilne - powiedziała, wyrywając mnie z zamyśleń jakaś osoba z klasy. Nawet nie znałem jej imienia.
- Dobrze więc. Już idę - odpowiedziałem, po czym udałem się w kierunku właściwego gabinetu.
   Stojąc przed drzwiami, zapukałem dwa razy, po czym pociągnąłem za klamkę. Średniego wzrostu kobieta siedziała na fotelu składając ręce.
- Dzień dobry. Wzywała mnie pani - powiedziałem, zamykając za sobą drzwi.
- Tak, wzywałam. Proszę, usiądź... Sprawa wygląda następująco - zaczęła wypowiedź - były małe problemy z dostawą zaopatrzenia dla naszej szkoły, utknęły w Cartelline. Chodzi głównie o różne pokrowce, strzały i tak dalej. Jako, iż jesteś jednym z bardziej zaufanych uczniów naszej akademii, bowiem twoja mama również tutaj uczęszczała, pomyślałam iż idealnie sprawdzisz się w tym zadaniu. Przydzieliłam ci również do pomocy Leanne. Jest bardzo skryta, jednak drzemie w niej ogromny potencjał. Mam nadzieję, że sobie poradzicie.
- W porządku więc. Kiedy mam się tam udać?
- Za godzinkę powinieneś stawić się przy zewnętrznej bramie. Zawiezie was Smith.
- Niech będzie. A, i jeszcze jedno pytanko do pani. Wie pani może, w którym miejscu szkoły znajduje się rocznikowa fotografia mojej mamy?
- Na najwyższym piętrze w prawym skrzydle.
- Dziękuję bardzo - powiedziałem, po czym starałem się zapamiętać owe miejsce, aby po wykonaniu zadania się tam udać.
   Ciekaw jestem tej całej Leanne. Jak dotąd jej nie spotkałem. Czy będzie jedną z jędzowatych, wrednych czarownic, udających iż wiedzą wszystko o wszystkim, czy może jednak okaże się całkiem przyjazna? Meh, co ja się zamyślam. Najprawdopodobniej po wykonaniu zadania nawet nie zamienimy ze sobą słowa. Tak, to bardzo prawdopodobne.
   Przyszedłem w ustalone miejsce dziesięć minut wcześniej. Zawsze staram się być punktualny. Stanąłem, opierając się o drzewo i wpatrując w gmach budynku. Jest naprawdę ogromny, a przy tym pięknie zachowany. Otacza go wysoki, kamienny mur, najprawdopodobniej zaczarowany. Czuję bijącą od niego moc.
   Spojrzałem na zegarek. Zbliża się zaplanowana godzina. Nagle, dostrzegłem białowłosą piękność wychodzącą z budynku, którą spotkałem przed laty na łące. Widziałem, jak zbliża się do mnie niepewnym krokiem. Nie rozpoznała mnie. Dostrzegłem to w jej oczach. Miała na sobie zwiewną, ciemną sukienkę. Wiatr plątał jej długie, gęste włosy, momentami zasłaniając jej widok. Aby nie przestraszyć jej swoim wpatrywaniem się w jej osobę, odwróciłem wzrok. Poczekałem, aż podejdzie.
- To ty jesteś Falfann, tak? - zapytała niepewnie.
- We własnej osobie. Cóż za piękne imię, Leanne. Niemalże równie piękne, jak jego właścicielka - starałem się ją skomplementować.
   Zarumieniła się, po czym podziękowała. Po krótkiej chwili podjechał do nas Smith. Pozwoliłem jej usiąść na przednim miejscu, pomimo jej oporów. Zająłem miejsce z tyłu. Całą drogę wpatrywałem się w jej odbicie w szybie...

< Leanne? >

15.06.2018

Od Leanne.

   Moje pierwsze dni w akademii nie były specjalnie skomplikowane. Myślałam o lekcjach i nauczycielach, jak typowy uczeń. Typowałam najgorsze przedmioty, które warto odłożyć na bok, by zająć się tymi ważniejszymi. Popołudnie spędzałam w parku, czytając książki. Czasem, za zgodą nauczycieli, brałam konia i jechałam na pola. Rzadko kiedy rozmawiałam z innymi uczniami. Można powiedzieć, że wyrobiłam sobie opinię wrogiej osoby. Cóż, nie przeszkadzało mi to, wręcz się cieszyłam.
   W piątek, pod koniec tygodnia dostałam wezwanie od dyrektorki do jej gabinetu. Nie bałam się, wiedziałam, że niczym nie mogłam zawinić.
- Dobry. - Powitałam ją na wejściu.
- Witaj, Weiss. - Zgasiła wypalonego cygara i wyjęła jakieś papiery z szafki. Dała mi je, gdy tylko usiadłam przy biurku.
   Przejrzałam dokumenty. Liczyłam na coś ciekawszego. Niestety dopatrzyłam się tylko kilku powiadomień o dostawie materiałów dla naszej szkoły - zwykłe pokrowce na broń, trochę ostrzałek i tak dalej, i tak dalej.
- Mhm. I co mam z tym zrobić? - Uniosłam brew.
- Okazało się, że nasz dostawca gdzieś przepadł i dostawa nie dotrze na czas. Nasze rzeczy utknęły w Cartelline. Moją prośbą do ciebie jest odebranie ich z miasta. Posłałabym kogoś innego, ale wiesz jak to jest na początku roku. - Dodała, a ja przytaknęłam z dezaprobatą.
- Kiedy mam to zrobić? - Spytałam, chcąc mieć sprawę z głowy.
- Dziś. Za trzydzieści minut pojedziesz samochodem wraz z Falfannem. Zawiezie was Smith. Jest akurat wolny. Będzie czekał przy zewnętrznej bramie. - Powiedziała, po czym kiwnęła głową na zakończenie konwersacji. Pożegnałam się i wyszłam z gabinetu.
   Falfann? Kojarzyłam go, ale nie zamieniliśmy ze sobą słowa. A Smith? To starszy pan, nie skory do rozmów. Nie powinien mnie irytować. Bałam się o osobowość Falfanna. Miałam nadzieję, że to nie jeden z tych uczniów, który próbuje podlizać się każdemu rówieśnikowi na początku roku.
   Dotarłam do bramy i zobaczyłam samochód, a przy nim chłopaka. Meh, nienawidziłam naszych samochodów. Pociągi były o wiele lepsze, bo jeździły bez szwanku i szybko. Jedynie tory były potrzebne. A taki samochód? Strasznie hałasuje, tak, że nawet w środku nie da się rozmawiać.
   Teraz pozostało mi się tylko przywitać z Falfannem. Podeszłam do auta, a chłopak odwrócił się w moją stronę zaciekawiony.

< Falfann? W pogrubionym tekście jest zdjęcie tych naszych samochodów. :v >
szablon wykonany przez oreuis
szablon wykonany przez oreuis